Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
  ZSRR czyli Zapiski Sławnych Radnych Rady (21)    -   17/4/2009
Tajemnice Kabotynowa
Po dłuższej przerwie nasz cykl, odkrywający tajemnice Kabotynowa, najpiękniejszego i najcieplejszego z miast – powraca; i to powraca jeszcze straszniejszy, a może nawet jeszcze bardziej bez-nadziejny niż kiedykolwiek dotąd. Najbardziej skrywane, wstydliwe tajemnice! Kulisy salonowych targów i przetargów! Przetasowania i rozdawanie kart! Szare eminencje i szara rzeczywistość! Wydarzenia, które wkrótce wstrząsną posadami tego miasteczka! Prowincjonalia i wielkie ambicje! Nie tylko retoryczne figury, a nawet poważne Figury i figurki z aspiracjami! Meandry i zakręty podziemnej rzeki podmywającej iluzje politycznej rzeczywistości! Do tego plejada Waszych ulubionych gwiazd – niezatapialnych herosów i ich mrożące krew i wódkę w żyłach wstrząsające przygody, decyzje i eksperymenty! Wszystko to, a nawet jeszcze więcej – w naszym cyklu „ZSRR czyli Zapiski Sławnych Radnych Rady”. Zapraszamy do wysłuchania odcinka 21-go.

Posłuchaj odcinka 21 :

Ogloszenie

Wszelka zbieżność.... i tak dalej, jest jak najbardziej nieprzypadkowa i zamierzona. Zachęcamy do nadsyłania kandydatur postaci i wydarzeń, które w kolejnych odcinkach powinny zostać należycie upamiętnione. Zapraszamy również sponsorów i mecenasów, zainteresowanych wykupieniem stosownego abonamentu na swoich ulubionych bohaterów, tak abyśmy wiedzieli, że trud nasz nie jest trudem darmowym i daremnym.

***

Aleją gwiazd, aleją gwiazd jedziemy...” - podśpiewywała sobie raźnie przy goleniu Donna Krzynka aż do momentu, gdy ni stąd ni zowąd, jej autonomiczny umysł rozpoczął nieprzyjemne rozmyślania o dawno już zapomnianym spektaklu - urągowisku, przygotowanym przez tych durnych, pozbawionych talentu i taktu prześmiewców z Kabotnetu, który to spektakl można by było nazwać jedną wielką Szopką, gdyby ... sami autorzy nie użyli tej nazwy na określenie swej żenującej farsy.
- A przecież to mogłyby być sympatyczne, pełne subtelnego talentu i klasy Filipiki – pomyślała Donna innym, niezależnie funkcjonującym fragmentem swego niepospolitego umysłu. – Ach, gdybyśmy tylko odpowiednio wcześniej wsparli ze Żbikiem naszego byłego Niedorzecznka i jego nowy, wspaniały KabotNews...

Organizm Krzynki, jak zwykle w sytuacjach, gdy uświadamiała sobie swój błąd, zareagował drgawkami.
-Uspokój się Krzyńciu – powiedział, przyzwyczajony do takich reakcji żony, Pablo Krzynka, który oderwał się na chwilę od lektury poradnika „Rury i zawory czyli ABC początkującego ciepłownika”. –Oderwij się choć na chwilę od porządków w magistracie i dla relaksu może byś coś w domu posprzątała – rzekł spoglądając na mokry plon swoich ciepłowniczych eksperymentów. O skrywanych sprzątaczych talentach swej żony dowiedział się Pablo podczas owego Kabotnetowego urągowiska i im bliżej Wielkanocy tym częściej nie omieszkiwał napomykać Donnie, aby swe zdobyte już gdzie indziej umiejętności ujawniała też w ich własnym mieszkaniu. ****

-„Aleją gwiazd, aleją gwiazd jedziemy...” – tę samą piosenkę podśpiewywała sobie właśnie Lula HauHaugustyn, przygotowując się do ważnego wystąpienia przed dziennikarzami. Dla Luli okresowo każda okazja do wypowiedzenia się była dobra i wbrew wszelkim deklaracjom, fakt ów stanowił swego rodzaju wspólnotę programową dzieloną po równo przez kabotynowską PO z kabotynowskimi parlamentarzystami PiS. Hałgustyn raz jeszcze przyjrzała się trzymanej w ręku kartce, na której znajdowała się dostarczona przez dziennikarzy lista tematów, na które nikt z jej kolegów nie zdążył jeszcze lub nie chciał się wypowiedzieć. Jej uwagę przykuła jakaś informacja o Kompanii Pięknych Homofobów, pałających chucią do edukowania nauczycieli i innych sześciolatków. Jako że chuć edukowania była Luli nie obca, Hałgustyn od razu zapałała do Pięknej Kompanii sympatią i przeczuwając braterstwo dusz zaczęła się właśnie zastanawiać, jaką też treścią swą wypowiedź nasycić. –Może by tak parę ciepłych słów o terrorelancji? – pomyślała.

*****

W tym samym czasie Żbik Śmigły znęcał się nad swoimi planami rozwoju, albowiem planom tym zajrzało w oczy Widmo Gospodarczej Smuty, zaraz po tym, jak budżetowe wpływy okazywały się mniejsze od przewidywanych. A do tego jeszcze okazało się, że za ŚmigłoStradę zapłacić będzie trzeba jednak z kasy Kabotynowa, bo Unia dopatrzyła się jakichś papierkowych nieścisłości.
Widmo krążyło nad Kabotynowem już od dłuższego czasu, jednak wszyscy dotąd myśleli, że jak będą udawać że go nie widzą, to Widmo w końcu się zniechęci i pójdzie sobie precz. Tak się jednak nie stało. Żbik dopiero co zamroził wydatki w podległych mu działach i wydziałach, a urzędnicy zajmujący się inwestycjami na jego polecenie zamiast asfaltu lali wodę – ba, niektórzy chwycili się nawet lać wosk, choć to nie Andrzejki. Śmigły, kierując się unijnymi wzorcami, wydał też polecenie, aby wszystkie pisma pisać mniejszą czcionką i z mniejszymi odstępami między wierszami, tak jak uczynili to twórcy Traktatu z Lesbony, by ukryć, że jest on jednak dłuższy od swego pierwowzoru, czyli Traktatu Konstytucyjnego, który miał przecie zostać skrócony. Zmniejszenie odstępów między wierszami miało też tą zaletę, że znacznie ograniczało możliwość mówienia między wierszami, czyli skracało długość smyczy, na której znajdowali się podwładni (p)rezydenta, a to w końcu też jakaś oszczędność i korzyść podwójna. Śmigły zastanawiał się właśnie, czy by nie skrócić również czasu wystąpień radnych podczas sesji, co by pozwoliło na zaoszczędzenie prądu i czy do takich skrótów uda mu się namówić radnego Placka Ładno, ale myśl Żbikowi zaczynała się rwać coraz bardziej, i tak zmagając się z kolejnymi kryzysowymi koncepcjami, znużony, usnął...

******


-Orzesz ku…orzesz ku... – mamrotał pod nosem CyRKowiec Rdzawała – Falstart! A tak pięknie zapowiadał się ten start.
Trudno było się dziwić poirytowaniu Rdzawały, albowiem wyeliminowanie ze startu do Nadkołchozu obracało w niwecz poważne szanse na zajęcie ciepłej posadki i to nie takiej jak ta CyRKowca w Kabotynowie. Chwilowa porażka Rdzawały była i tak niczym w porównaniu z tym, co przeżyła Lula Pacek, której jak pamiętacie Car Olek poprzysiągł urządzić istny Armaggedon - strzelania lotkami do konterfektu nie wyłączając.
Kiedy nadszedł dzień zemsty Car Olek do boju wysłał swojego bulteriera z NICO (Nowa Inicjatywa Cara Olka – dla przypomnienia) w postaci Luli Hauhaugustyn.
- Giń ścierwo! – wrzasnęła Hauhaugustyn i rzuciła się do szyi przerażonej Luli Pacek.
Przed zadaniem śmierci od pierwszego kłapnięcia szczęką uratował Packową wrodzony instynkt lub jak inni twierdzą wbudowany w „układ” - niekoniecznie nerwowy - radar albo też inna wtyczka. Packowa wywinęła się sobie tylko znanym sposobem i wykonując w powietrzu G (czyt. Gie) weszła na ogon Hauhaugustyn, odgryzając się krótką ale celną serią inwektyw, nieco zdezorientowanej napastniczce. Kotłowanina połączona z szarpaniem za włosy i przerywana charczeniem oraz rzężeniem zapewne trwałaby jeszcze jakiś czas i być może zakończyłaby się nawet naruszeniem czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwającym dłużej niż 7 dni, gdyby nie rozdzielono walczących stron na odgłos wesołej zabawy dochodzącej zza okna.
- Patrzcie! Patrzcie! - zawołał ktoś z rozdzielających obie Lule NICOponiów.
- To Tate Barozs i Żbik Śmigły hopsasają wesoło wokół Wielkiej Klimy !
Istotnie Tate Barozs i Żbik Śmigły wykonując hołubce i nie szczędząc wody ognistej obficie wlewanej do przeróżnych naczyń jak też bezpośrednio „w gardła nasze” fetowało wielkie święto zwycięstwa Starszych Braci.
- Acha! To taneczni purimusi - zauważył ktoś przytomnie.
- Szybko! Kto ostatni pod Wielką Klimą ten stawia kolejkę ! – wrzasnął jakiś wykazujący ciągotki do hazardowania się NICOpoń.
Wszyscy jak jeden mąż i jedna kobieta rzucili się do drzwi byle tylko nie stawiać kolejki. Nawet obie Lule strzęsnąwszy uprzednio kurz bitewny ze swych ubrań pobiegły świętować.
„Jestem sobie Panem, Gdy siedzę nad dzbanem, Nie dbam ja o złoto, Przepiję z ochotą, Więc pijmy, Więc pijmy, Póki starczy sił! – śpiewał rozbawiony Żbik Śmigły i ochoczo przepijał do Tate Barozsa.
-Ciiiiii! – szepnął Tate i wskazał w kierunku Cara Olka, który nieoczekiwanie zjawił się pod Wielką Klimą.
-Teraz zgodnie z wielowiekową tradycją Starszych Braci zaintonujemy pieśń potępienia naszych strasznych wrogów Kaczkonogich i ich historycznych siepaczy z Łypeenu - obwieścił władczo Car Olek Opadł.
Nazwiska strasznych wrogów ginęły jednak w potężnym ryku, jaki wydobywał się z gardeł zgromadzonych pod Wielką Klimą NICOponiów.
- Żeby elektorat zapomniał tych strasznych Kaczkonogich - i znów jak poprzednio nazwiska zginęły w straszliwym jazgocie.
-Niech żyje wielki kto? – Wieki Car OLEK OPAD !!! – kontynuowano wrzawę w ramach realizowania polityki miłości.
-Nie zwalniajcie moi drodzy, nie zwalniajcie! – apelował z okna Ordynat Kwarc – i tak naprawdę nie wiadomo czy Kwarc odnosił się do zwolnień będących pokłosiem wielkiej finansowej smuty w Kabotynowie, czy też raczej zachęcał imprezowiczów do podtrzymywania happeningu.
Mimo wielkiego tumultu ucho Car Opada wyłowiło brak jednego istotnego głosu, CyRKowca Wowaka.
- Wowak, dlaczego nie wznosisz okrzyków na cześć WIELKIEGO? – rozgniewał się Car.
-Bo teraz to ja będę WIELKI!

C.D.ch.N.
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 



© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947