To jest strona archiwalna
   Co to był za portal ?   
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Wokół Talii (5)    -   23/10/2007
„Rany Boskie, Polska!” – pod tym tytułem, definiującym w jakimś wymiarze Festiwal Komedii przebiegły dwa spotkania – to pierwsze, z młodzieżą, która wysłuchała obszernego fragmentu słuchowiska według Dzienników Stefana Kisielewskiego, a po którym to spotkaniu dyrektor Wojciech Markiewicz dodatkowo „strzelał” jeszcze w studentów filologii polskiej Instytutu Humanistycznego PWSZ - historią i pytaniami o nasze narodowe przywary; i spotkanie drugie, a raczej debata, z udziałem krytyków i reżyserów gawędzących o komedii „z historią w tle”. Zainteresowanych zapraszamy do wysłuchania nagrania z debaty, dla wygody podzielonej na trzy części.

Posłuchaj pierwszej części debaty :

Ogloszenie
Posłuchaj drugiej części debaty :

Posłuchaj trzeciej części debaty :


Co się stanie, gdy w jednym miejscu – w hotelu Tarnovia - zgromadzisz praktyków i teoretyków teatru i do dyskusji zachęcisz? Gdy w późnonocnych godzinach nastroiwszy ich mile, jak uczynił to dyrektor „Solskiego” Wojciech Markiewicz, potencjalną dłużyznę słowotoku - oczekiwaniem na bankiet postraszysz? Co się stanie? Czy dyskutanci nabzdyczywszy się zaczną bić się we własną zasług pierś? Podzielą się doświadczeniami, czy uprzedzeniami i fobiami? Odpowiedź na te pytanie nie jest łatwa; pewne jest natomiast jedno: debata „Rany Boskie, Polska”, dla mnie osobiście toczyła się m.in. wokół nie wypowiedzianego wprost hasła: „komedia z historią w tle, czy może historia z komedią w tle?” Nim jednak dysputa ta się rozpoczęła, jako pierwszy głos zabrał gospodarz tego miejsca – prezes zarządu hotelu w osobie pani Joanny Dobroś, która zagaiła stwierdzeniem, że o ile „Zabijanie Gomułki” Jerzego Pilcha w wydaniu Lubuskiego Teatru w Zielonej Górze jest jeszcze przed nami, to nowe władze Tarnovii tego Gomułkę – tyle że w swoim obiekcie – remontami zabijać już zaczęły... Na takie dictum, na taki ciężki zarzut nienadążania „Talii” za mknącym chyżo duchem czasu, żywo zareagował dyrektor Markiewicz, chwaląc zalety Talii – bo przecie ona pomarańczowa w kolorystyce, a kolor ten ciepły, pozwala nam inne kolory dostrzegać! Talia, jako komedia byłabyż zatem „pomarańczową alternatywą”?
Tak naprawdę wszystko jednak zaczęło się od emisji fragmentu słuchowiska „Rany Boskie Polska!” wg Dzienników Stefana Kisielewskiego. Jak pierwszy Tomasz Łubiński głos zabrał, mówiąc o komedii, tej najtrudniejszej formie, bo rozśmieszyć, to nie dość, nie o sam wygłup wszakże chodzi, lecz o to, by coś w nas więcej pozostało. W tym sensie: bardzo łatwo jest rozbawić, bardzo trudno w tym śmiechu wzruszyć. Pojawił się też i inny problem – ten, który powyższa teatralna forma z Historią miewa: pal sześć, gdy z historią państwowotwórczą mamy do czynienia, taką pełną zwycięstw i chwały oręża; gdy jak u nas nasycona jest ona martyrologią, „komedia z historią w tle” łacno staje się historii tejże szyderstwem. Zaś „komedia Molierowska” w ogóle bez historii się obywa!

I tak to, temat ten drążąc, o emigrację nawet wczoraj w nocy zahaczyliśmy, naszych narodowych przywar dotykając: było i o politykach, co posługując się coraz bardziej teatrem, dla teatru tego konkurencję stanowią, było i o tym, że my Polacy zawsze mamy powód do emigracji i to taka nasza choroba, było o o patriotyźmie – który jest u nas przedziwnym „zaklinaniem pokusy, by z tej Polski jednak nie uciec”.
Z kolei dla Jacka Głomba, którego komedie podczas ubiegłej Talii oglądaliśmy, a który z „Zabijaniem Gomułki”” do Tarnowa teraz przyjechał, wszyscy do historii podchodzimy zbyt patetycznie, więc należy pokazywać ludzi na jej tle, zwłaszcza jeżeli chcemy, by historia cokolwiek dla młodego pokolenia znaczyła. Mamy opowiadać historię poprzez ludzi, bo to ludzkie losy są zwykle ciekawsze i bardziej złożone; mamy opowiadać historię z uśmiechem, dotykać dziejów małych miast i miasteczek, bo inaczej „Katynie” nam wychodzą. –Gdyby ktoś zrobił świetną komedię o Powstaniu Warszawskim, waliłyby nań z własnej woli tłumy. Jeśli już ma nie być śmiesznie, to przynajmniej z uśmiechem – stwierdził Jacek Głomb. W tym momencie na sali powiało chłodem... Przeciwko czynieniu komedii z Katynia czy Oświęcimia zaprotestował Marek Głuszak; z kolei T. Łubiński zgadzał się z powyższymi twierdzeniami w połowie: -Historia jest ciekawa, gdy jest przedmiotem sporu, dyskusji, gdy jest zagadką. „Rejs” do dziś okazuje się być kultowym filmem, śmiejemy z kapitana Żbika, ale znaczna część widzów nie rozumie już związanych z tym kontekstów – stwierdził. Do dyskusji włączył się również Tadeusz Kwinta, przypominając że istnieją już dwie „komedie” z obozem zagłady, „komedie” wstrząsające, w których pod warstwą śmiechu kryje się tragedia, mądrość, przeżycie... Jak sytuacja, w której ojciec chcąc oszczędzić dziecku świadomości rozgrywającego się na jego oczach dramatu, opowiada mu, że te padające na ziemię, rozstrzeliwane ludzkie figurki to tylko taka zabawa...

No i zaczęło się roztrząsanie, ile komedii w komedii, bo jak mówi Głomb, jego teatr realizuje tyle rzeczy pomiędzy gatunkami, że wszelki podział przestał istnieć; bez mała nie wiadomo już, czym jest komediodramat. Zaczęło się też dywagowanie, z udziałem Piotra Machalicy, czy taki lub inny repertuar teatru jest śmieszny czy nie; no i, generalnie co jest, a co nie jest komedią? Tak rzucone pytanie otwarte przyjął na pierś Tomasz A. Żak (Teatr Nie Teraz). –Nie mam takich problemów z zastanawianiem się, czy mamy mieć rechot, czy jednak komedię pozostawiającą uśmiech, coś mądrego. Nie mam potrzeby zabezpieczania potrzeb szerokiego środowiska i sponsora, jakim jest magistrat – stwierdził. T. Żak, odnosząc się do wypowiedzi J. Głomba zauważył, iż nie przyjmuje on założenia, zgodnie z którym sztuka, zabezpieczając jakąś tam wiedzę o minionych czasach ma podawać wszystko w sposób łatwy i przyjemny, bo wtedy przyciągnie widza.
Głos w dyskusji zabrała również pani Maria Kanior: -Dlaczego na „Talii” widzimy takie tłumy? – pytała. –Tarnowianie po prostu oczekują dobrego spektaklu. Niekoniecznie dlatego, że będzie to komedia. Wypowiedź właścicielki księgarni „Oświatowa”, miała właściwie charakter w jakiejś mierze podsumowujący: o ile J. Głomb wspominał o opowiadaniu zawieruch dziejowych przez pryzmat ludzkich losów i ubieraniu dramatu w szaty komedii, bo tylko tak do młodego widza jest w stanie przemówić historia, o tyle ona woli, zamiast „ukomediowanego dramatu” - „udramatyzowaną komedię” – która pozostawia nam w darze pouczający, głęboki, choć czasem trochę gorzki śmiech...
Dyskutowano jeszcze przez chwilę m.in. o różnej mentalności poszczególnych narodów, która nakazuje obywatelom różnych państw śmiać się inaczej i z innych spraw. Kronikarski obowiązek nakazuje dodać, że w debacie w symboliczny sposób zaznaczyli swą obecność również dziennikarze: na zachętę dyrektora Markiewicza, który widząc dwóch naradzających się przedstawicieli mediów, zaapelował, by również i oni zabrali głos - w tak szeroko rozwarte ramiona nabrzmiałego napięciem oczekiwania padły słowa: „nie nie, my tylko konsultujemy, z której strony stołu położyć dyktafony”...
Po tym wymownym stwierdzeniu, tako dyskusja, jako i dyskutanci, zmierzać zaczęli w kierunku suto zastawionych stołów, bo nic tak apetytu nie wzmaga, jak namiętna konwersacja wieczorową porą. I ja tam byłem, miód i wino piłem, a co usłyszałem, to Wam napisałem.
M. Poświatowski
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 



© 2003-2012(2015) Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl