Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Prezydent wyszedł z aresztu i próbuje zdystansować się od rządzącej Tarnowem Platformy Obywatelskiej    -   15/4/2014
POtwory i Ś.wita
Po blisko półrocznym pobycie w krakowskim areszcie na Montelupich, na ulicach Tarnowa można znowu zobaczyć wciąż jeszcze oficjalnego, choć nie urzędującego, prezydenta miasta. Po kilku wcześniejszych nieskutecznych próbach jego adwokatów, pod koniec marca Ryszard Ś. został wypuszczony za sporą kaucją (450 tysięcy złotych), aby już z wolnej stopy brać udział w dalszym postępowaniu prokuratorskim a potem bronić się w sądzie przed postawionymi mu zarzutami łapownictwa i nieprawidłowości przy wielomilionowych przetargach. Prezydent pozbawiony możliwości sprawowania swojej funkcji, tuż po zwolnieniu przemówił do nas w wywiadzie jakiego udzielił jednej z gazet. Powstrzymywałem się przed publikowaniem sądu na temat tej całej sprawy - rozpoczętej wrześniowym aresztowaniem - a bulwersującej opinię publiczną nie tylko w Tarnowie; powstrzymywałem się do czasu, gdy główny zainteresowany przebywał w miejscu odosobnienia. Powód ten ustąpił wraz ze zwolnieniem prezydenta i treścią nie tylko wzmiankowanego wyżej wywiadu, ale w ogóle publicznie toczonego od jakiegoś czasu sporu prezydenta z byłym koalicjantem (PO).

Ogloszenie
>

Przyznaję, miałem i mam w tej sprawie tzw. "mieszane odczucia" (jak w tym czarnym dowcipie o teściowej siedzącej za kierownicą najnowszego modelu mercedesa i spadającej w przepaść). Wiedząc jakich to ludzi wybrał sobie Ś. na koalicjantów i współpracowników i mając świadomość do czego zdolni są gangsterzy w białych rękawiczkach, nie mogę też przesądzać o jego winie, jeśli chodzi o ten konkretnie postawiony mu zarzut.

Stan sprawy pozwala jednak na jednoznaczną ocenę w aspekcie generalnym: uporczywie budowana od 8 lat piarowska legenda "męża opatrznościowego Tarnowa", "superkompetentnego menadżera", "drugiego Tertila" na oczach wszystkich już tarnowian rozsypała się w proch i pył.
Tak powinno stać się już kilka lat temu, ale dopiero wiedza ujawniona opinii publicznej w związku z aresztowaniem Ryszarda Ś. spowodowała sytuację częściowego przynajmniej opamiętania.
Szkoda, że z ręką w nocniku ...

Po ludzku mu współczuję, ale abstrahując nawet od potencjalnej winy, po lekturze wywiadu i wymianie wcześniejszej korespondencji z p.o. prezydenta Henrykiem Słomką Narożańskim (PO), zaczynam się obawiać, że pół roku odosobnienia mogło nie posłużyć prezydentowi do jakiejkolwiek głębszej refleksji, nad tym, co się w istocie stało, co go doprowadziło na ulicę Montelupich.
Biorę też pod uwagę, że Ś. ten czas mógł wykorzystać właściwie, zmuszony jest jednak w publicznych kontaktach konsekwentnie budować narrację przyjętej linii obrony.
Tak czy inaczej, wiarygodność medialnych wynurzeń prezydenta, przynajmniej do czasu sądowego rozstrzygnięcia sprawy, jest zerowa.

Tymczasem, zarówno ze strony skurczonego obozu prezydenckiego, jak i ze strony niepodzielnie sprawującej teraz władzę w mieście Platformy Obywatelskiej, jesteśmy świadkami dystansowania się wobec problemów, których postępowanie prokuratorskie jest zapewne tylko czubkiem lodowej góry.
Nie dajmy się na to nabrać. Przez 7 lat Ryszard Ś. i PO w Tarnowie stanowili tandem zgrany, silny, demoralizujący się z roku na rok, zdolny do wszystkiego.

Nie możemy dać się nabrać na bajeczkę obu byłych już koalicjantów, rozpoczynającą się zamiast „za górami, za lasami” od słów „ale myśmy nie wiedzieli o tym, że ci drudzy...”
Dlatego też pozwalam sobie zabrać głos w tej sprawie, we fragmentach odnosząc się w tej opinii do doświadczeń osobistych. Nie może to być jednak żadna wyczerpująca analiza, a raczej zapis czynionych od wielu lat obserwacji.

*


W przypadku tej prezydentury, symptomy przerostu formy nad treścią obserwowaliśmy - jako redakcja portalu inTARnet.pl - od samego początku, zawsze zachowując w stosunku do niej dystans, z roku na rok coraz większy. Eufemistycznie rzecz ujmując, ta konsekwentnie zdystansowana postawa nie przysparzała nam profitów.

Nigdy przy tym nie rzucaliśmy kamienia do prezydenckiego ogródka bez przyczyny. Zawsze też chcieliśmy trafić w problem a nigdy w osobę.
Po prostu, poza upajającym efekciarstwem, nie dostrzegaliśmy w tej prezydenturze niczego nadzwyczajnego. Jedne rzeczy miały się oczywiście w Tarnowie troszkę lepiej, inne gorzej. Z roku na rok tych drugich przybywało. Biorąc pod uwagę środki finansowe (unijne dotacje i pobierane kredyty na ich uzupełnienie/ obsługę), jakimi dysponował magistrat w okresie prawdopodobnie największych żniw w historii polskiego samorządu, Tarnów nie wyróżnił się - rzecz jasna, aż do momentu aresztowania prezydenta - niczym szczególnym na tle innych miast podobnej wielkości w kraju.

Tymczasem nic nie przeszkadzało nieznośnej tromtadracji rozwijać się w Tarnowie w najlepsze.
Entuzjaści rozpływali się w zachwytach. Adam Bartosz, wieloletni dyrektor Muzeum i postać powszechnie szanowana, ponad dwa lata temu, zastanawiając się w pewnym felietonie, o co nam (tj. inTARnetowi) chodzi w tych ciągłych narzekaniach na stan spraw w Tarnowie, gdy tymczasem miasto przecież kwitnie, był łaskaw porównać nawet Ryszarda Ś. do ... tarnowskiego burmistrza wszechczasów czyli Tadeusza Tertila. Bo już taki "Hetman (Jan Tarnowski - przyp. PD) mógłby swemu dzisiejszemu odpowiednikowi pozazdrościć" - dodawał Adam Bartosz.
I - zapewniam - to nie było stanowisko odosobnione. Spotykałem się z nim wówczas na każdym kroku. W "salonowym" Tarnowie, tożsamym poniekąd z gronem gości zapraszanych przez prezydenta na coroczne listopadowe rauty, takie niewidzialne "klapki na oczach" miał praktycznie każdy z uczestników. Tę „klapkową wizję” skutecznie przez wiele lat sprzedawali dalej mieszkańcom Tarnowa, kompletnie już nieświadomych prawdziwego stanu rzeczy.
Klapki te nie spadały nawet wtedy, gdy protestowali przedsiębiorcy z remontowanej nieustannie ulicy Krakowskiej doprowadzani do bankructwa przez - w najlepszym razie - nieudolność urzędników tego "drugiego Tertila". Klapki z oczu nie spadły klakierom, gdy likwidowano w Tarnowie kolejne duże przedsiębiorstwa, gdy rosło bezrobocie, gdy już nie tylko intarnetowe pismaki, ale też prokuratura, zwracała uwagę na kolejne nieprawidłowości w urzędzie, miejskich spółkach ...
Co więcej, te klapki na oczach stawały się coraz większe wraz z kolejnymi "certyfikatami jakości" i nagrodami za "przyswajalność funduszy UE". Otwierano przecież piękne skwerki, fontanny, baseny a nawet nowe drogi, których koszt przygotowania metra pobijał kolejne rekordy, choć akurat o to - może poza radnym Jackiem Łabno - nikt wówczas nie pytał.
Prezydent, zdając sobie sprawę, że inwestycje te nie zwiększają przecież potencjału gospodarczego Tarnowa, ukuł nawet pojęcie "inwestycji w infrastrukturę czasu wolnego" i zaczął je lansować jako dowód swojego - a jakże - wizjonerskiego programu.

Tak, czasu wolnego było w Tarnowie coraz więcej. Bez żadnych ograniczeń mogli z niego przecież korzystać upadli przedsiębiorcy, zwalniani z kolejnych firm pracownicy, bezrobotni - do momentu opuszczenia Tarnowa - a także emeryci, których procent w Tarnowie rósł z roku na rok (bynajmniej nie z powodu jakiegoś nagłego wzrostu przechodzących na emeryturę).
Popatrzcie, jak nam Tarnów pięknieje, jak się rozwija ! - skandowano wokoło, nie chcąc zauważyć, że Król jest nagi a Titanic tonie w długach.

To właśnie ten hurraentuzjastyczny klimat towarzyszący prezydenturze Ryszarda Ścigały, stanowiący skądinąd lustrzane odbicie medialnego klimatu rządów Donalda Tuska, kompletnie wyjałowił i wykoślawił debatę publiczną w mieście przy - niestety - klakierskiej postawie większości mediów lokalnych. W przypadku niektórych, wcale nie tak nielicznych dziennikarzy, można wręcz mówić o postawie lokajów.
Efektem wyjałowienia debaty było to, że Ryszard Ścigała w wyborach roku 2010 walczył już de facto ... sam ze sobą.
Wówczas przeprowadziłem z prezydentem ostatni, bardzo obszerny i przekrojowy wywiad, w którym - bez śladu skruchy - poszedł on w zaparte we wszystkich kwestiach wzbudzających kontrowersje. Szedł w zaparte nawet w tych sprawach, w których na jego błędny opis rzeczywistości zwracały już uwagę sądy i inni arbitrzy (np. wojewoda). Tylko prezydent Ścigała był bowiem nieomylny !
Na wypowiedzianą mu szczerze przeze mnie, w cztery oczy - na jego własne skądinąd życzenie - opinię, że prawdopodobnie wygra te wybory już w pierwszej turze, choć absolutnie na to nie zasłużył, a druga tura stworzyłaby choćby cień szansy na poważną rozmowę o Tarnowie, prezydent zareagował ... wycofaniem się z naszej redakcyjnej debaty kandydatów na fotel szefa tarnowskiego samorządu.
Poza resztkami sympatii do prezydenta, wykorzystującego - zapewne dzięki doradcom ze sztabu wspierającej go Platformy Obywatelskiej - fragment prywatnej rozmowy do celów politycznych, straciłem wówczas wszelkie nadzieje na jego ocknięcie się z tego usypiającego snu o potędze i nieomylności.

Ani zatem poważnie formułowane przez nas na stronach inTARnetu i w bezpośrednich rozmowach argumenty, ani satyra - prezentowana np. w portalowym cyklu "ZSRR" a także w kilku kolejnych, corocznych szopkach tarnowskich (przedstawianych do roku 2010 na różnych scenach) - nie odniosły jakiegokolwiek skutku, nie zmusiły do jakiejś korekty postępowania ani prezydenta, ani nikogo z jego otoczenia, nie zachęciły też do aktywnego wsparcia nas i naszych racji przez (deklaratywną) opozycję.

Przeciwnie, zamiast refleksji i prób naprawy, obserwowaliśmy z roku na rok postępującą eskalację obserwowanych przez nas w mieście, coraz to groźniejszych zjawisk, znajdujących w Tarnowie warunki do bujnego rozwoju w atmosferze najwyższego przyzwolenia.
Nie miałem wątpliwości, że to wszystko prowadzi ku katastrofie.

W swoich oczekiwaniach, obserwacjach a przede wszystkim w działaniach, pozostawaliśmy jednak - u progu kolejnej kadencji samorządu - jako redakcja portalu, coraz bardziej samotni.
Słabą już na starcie, prawicową opozycję w mieście udało się rządzącej ekipie szybciutko zmarginalizować. Posłużyła do tego niezbyt wyszukana intryga części zaplecza prezydenta i PO, na której to aparacie w jeszcze większym stopniu niż w pierwszej kadencji oparł swe rządy i swoją pozycję Ryszard Ścigała.
Opozycja, niestety, dała się rozegrać jak dzieci. Dość powiedzieć, że szef struktur lokalnych Prawa i Sprawiedliwości, który dostał się do Rady Miasta, bodaj dwa tygodnie po pierwszej sesji zasilił klub radnych ... Platformy Obywatelskiej. Zasiadł tam na przykład obok dwóch przedstawicieli załganego i obfitującego w opisywane przez nas patologie, układu towarzysko-biznesowego, który wytaczał naszej redakcji kolejne procesy o rzekome pomówienia. Wszystkie te procesy prawomocnie już zresztą wygraliśmy.

Tymczasem, po wygranych w cuglach wyborach a następnie po zapewnieniu sobie "maszynki do głosowania" w Radzie, Ryszard Ścigała i PO coraz mniej liczyli się z jakąkolwiek krytyką. Coraz bardziej im ona ciążyła. Nie musząc przecież o nic zabiegać, Ś. nie krył już irytacji niewygodnymi pytaniami. Zarówno sesje Rady Miasta, jak i konferencje prasowe na ul. Mickiewicza zdominowane zostały przez pusty rytuał, służący wyłącznie wyartykułowaniu przygotowanych wcześniej komunikatów.

Opierając swe rządy na PO, licząc zapewne na wsparcie, którego udzielą mu w Warszawie prominentni politycy Platformy, choć sam formalnie bezpartyjny i chętnie odwołujący się do idei „obywatelskiej samorządności”, upartyjnił Ryszard Ś. tarnowski samorząd jak żaden z dotychczasowych włodarzy miasta.
W pierwszych dwóch latach drugiej kadencji, ludziom Platformy w urzędzie, spółkach miejskich, dyrekcjach szkół i innych jednostkach zależnych od magistratu nadano wręcz formę jakiejś wewnętrznej autonomii. Mogli wszystko, prezydent przymykał oko praktycznie na wszelkie praktyki swojego koalicjanta, uznając to za należną PO konsumpcję łupu powyborczego.

Gdy początkiem ubiegłego roku prezydent nagle zrozumiał jakiego potwora stworzył i że POtwór ten nie tylko nie zamierza się mu odwdzięczyć, ale zaczyna mu zagrażać, było już za późno. Próbę obecnego dystansowania się prezydenta od aktualnej sytuacji, w której PO przejęła w mieście władzę (jakiej nie dali jej wyborcy), uznać należy jednak za żałosną. PO sprawuje władzę, którą dał jej właśnie Ryszard Ś. ! Bo to on, z jednej strony karmił tego potwora przez kilka dobrych lat a z drugiej strony - jadł mu z ręki.

Również w konstrukcji mentalnej Ryszard Ś. niczym i nigdy nie różnił się od wielu swoich kolegów z PO – neoliberalnych doktrynerów o lepkich rączkach.
Jeszcze pod koniec 2012 r., wbrew głosom racjonalnie argumentujących związkowców a także nielicznym głosom rozsądku i przyzwoitości pochodzącym również z jego środowiska (vide przytomny głos pani doktor Rafińskiej) przeforsował on "komercjalizację" dwóch przychodni, w tym Zespołu Przychodni Specjalistycznych przy ul. Marie Curie- Skłodowskiej.
To jedyny przypadek w kraju, aby podobny proces przeprowadzono nie na zadłużonych, wymagających szybkiej restrukturyzacji zakładach opieki zdrowotnej, ale przychodniach jak najbardziej dochodowych !

Już wówczas wskazywałem, że operacja ta - poza potencjalnym szwindlem - może świadczyć o tym, że ekipa rządząca uświadomiła sobie już bardzo wyraźnie, iż miejska kasa jest pusta a przeksięgowanie sporego majątku pozwalało się jeszcze trochę pozadłużać...

**


Przykro mi to pisać, ale traumatyczne na pewno przeżycia zatrzymania, osadzenia w areszcie, utraty dobrego imienia w opinii publicznej nie były niestety dla prezydenta wystarczającym impulsem do wyzwolenia się ze swej piarowskiej skorupy. W każdym razie, na taką przemianę nie wskazują słowa wypowiedziane w udzielonym po opuszczeniu aresztu wywiadzie.
Sporo miejsca Ryszard Ś. poświęcił w nim na wynurzenia o swoim rozczarowaniu do niektórych osób z niedawnego otoczenia. To oczywiście prawda, że karierowiczów, intrygantów i cwaniaków w tym gronie nie zabrakło. Z tym tylko, że z ich wcale nie objawionych nagle po wrześniowym aresztowaniu "talentów" i cech charakteru korzystał przecież Ryszard Ś. bez większego obrzydzenia przez 7 lat. Nie przeszkadzało mu, gdy atakowali i niszczyli tych, których uznali za zagrożenie dla siebie i swojego szefa.
Tak jak nie przeszkadzało mu żerowanie przedstawicieli koalicjanta na miejskim majątku.
Na takich kolegach oparł się pan prezydent i tacy właśnie koledzy go wykolegowali ...

Niestety, prezydent zdaje się nie zauważać ciągu przyczynowo-skutkowego i nie czyni sobie żadnych wyrzutów z tego powodu.
Obawiam się, choć chciałbym się mylić, że nadal nie dostrzega krzywdy, wyrządzonej wielu przyzwoitym ludziom nie tylko przez swoich urzędników i krytych przez siebie funkcjonariuszy PO, ale też przez siebie osobiście.

Mimo tego, zastanawia mnie, czy - po tym co sam przeżył w areszcie i co być może sobie tam przemyślał – prezydent byłby w stanie nareszcie przeprosić za bezpodstawne oskarżenie i utratę stanowiska oraz późniejsze szykany, zwycięzcę konkursu na dyrektora I LO, Krzysztofa Horbacewicza; czy też nadal brnąłby w zaparte ?
Czy nadal niezawodnie i lojalnie broniłby kompetencji wszystkich ludzi przyniesionych w teczkach przez koalicjanta ?
Czy pozwoliłby nareszcie na organizację rzetelnej publicznej debaty na temat sytuacji w MPK Sp. z o.o., pozwalającej m.in. sprawdzić, czy chwilowo wypracowane tam zyski nie były oby uzyskiwane na sprzedaży majątku przedsiębiorstwa i dzięki kreatywnej księgowości ?
Czy - w końcu - dotrzymałby danego słowa, że w przypadku prawomocnej wygranej przewodniczącego zakładowej „S” Jana Gutego w wieloletnim procesie z zarządem MPK (podczas którego szefostwo znajdującej się w ciężkiej sytuacji firmy wyłożyło z kasy MPK kolejne kilkaset tysięcy złotych na obsługę prawną wywołanego przez siebie konfliktu, za co suchej nitki nie zostawił na zarządzie tej miejskiej spółki sąd !) natychmiast zwolni prezesa Jerzego Wiatra, partyjnego kolegę i protegowanego Bartłomieja Babuśki ?
Czy przeszłyby przez usta Ryszarda Ś. przeprosiny pod adresem wymienionego wyżej, wymęczonego i oplutego przez niegodziwców, pana Jana - człowieka, którego nieustannie w trakcie swoich obu kadencji Ś. oskarżał – powtarzając przy tym mantrę chronionego przez siebie układu - o pieniactwo, szkodzenie firmie i Tarnowowi ?

Od pana prezydenta zależy, czy odpowiedzi na te i inne pytania pozostaną retoryczne.

Jedno jest pewne. Prezydent ulepiony jest z tej samej gliny, co współrządzący z nim członkowie PO, sam im nadał olbrzymie przywileje i jeszcze pozwolił na ich rozdęcie w drugiej kadencji, lojalnie bronił każdej, nawet najbardziej szkodliwej dla miasta i jego mieszkańców decyzji swojego zaplecza politycznego. Brnął w zaparte, nawet gdy zdał już sobie sprawę z „wykolegowania” go przez układ, pod który położył podwaliny i który pielęgnował.
I dlatego, ucieczka przed swoją - nie tylko formalną – odpowiedzialnością za wszystkie szwindle podwładnych, gigantyczne problemy finansowe miasta i oczywistą już degradację pozycji Tarnowa, jest w tej chwili dla prezydenta niemożliwa.

Piotr Dziża
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 



© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947