To jest strona archiwalna
   Co to był za portal ?   
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
OGŁOSZENIA i REKLAMY (arch.)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Czy Tarnowska Spółdzielnia Mieszkaniowa oszukuje swoich członków? (film)   -   07/6/2008
Są w Tarnowie bloki mieszkalne, nie ocieplone i nie tknięte poważniejszym remontem od czasów swego powstania – tj. przez blisko trzydzieści lat. Do tego dochodzi niedostatek parkingów, niedostatek placów zabaw, wycinane od wielkiego dzwonu chaszcze i trawa przycinana wtedy, gdy pnie się po kolana; wreszcie - zrujnowane podjazdy dla wózków z dziećmi czy inwalidów. To tylko ułamek rzeczywistości panującej w Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Spółdzielni, która wbrew ustawie od pół roku wciąż nie ma własnego statutu. Zdaniem niektórych członków spółdzielni, oznacza to, iż obecny zarząd sprawuje swoje funkcje nielegalnie. Mieszkańcy podają też przykłady łamania lub naginania prawa przez TSM. Jeśli Państwo nie chcecie popsuć sobie weekendu, lepiej nie czytajcie tego tekstu. Tym, którzy jednak zdecydują o lekturze materiał dzielę na dwie części. Dziś część pierwsza, druga (+ nagrania audio) - w najbliższą środę.

Ogloszenie
>

Na co idą Twoje pieniądze?
Blok w którym mieszkam, zdewastowany, z sypiącymi się balkonami, nie ocieplony, liczy 120 mieszkań. Gdyby przyjąć, że każde z nich ma 36 metrów kwadratowych (a przecież nie brak większych) i że zamieszkują je, lub są zameldowane po cztery osoby, oznacza to, iż co miesiąc z jednego tylko bloku do kasy spółdzielni, na tzw. fundusz remontowy trafia – mnożąc 36 metrów razy 0,67 zł, razy 120 – ponad 2.894 zł. W rzeczywistości spokojnie można przyjąć, że kwota ta jest znacznie wyższa niż 3 tys. zł miesięcznie. W skali roku daje to co najmniej 36 tys. zł. Mógłbym to oczywiście przemnożyć przez, dajmy na to, 28 lat, ale uznajmy, że wcześniej przez lata pieniędzy na remonty nie było, bo fundusz remontowy istnieje jako wyodrębniona pozycja dopiero przez lat bez mała siedem.
Inną pozycją w rachunku jest tzw. „eksploatacja”, czyli to, co idzie na utrzymanie spółdzielni, czyli administracji i pionu technicznego. W moim przypadku jest to niecałe 50 zł miesięcznie. I znów, zakładając, że wszyscy mają tak samo małe mieszkania, w skali mojego bloku będzie to kwota 6 tys. zł miesięcznie, czyli 72 tys. zł rocznie.
Gdyby obie te sumy – eksploatację i fundusz remontowy połączyć, otrzymamy kwotę nie mniejszą niż 108 tys. zł rocznie, choć z uwagi na wielkość innych mieszkań, w rzeczywistości wartość ta może być o połowę większa. Ale niech tam. Oznacza to, że w zamian za wątpliwej jakości usługi, wymianę żarówek, której dawno nikt nie widział, w zamian za istnienie prezesów, administracji – słowem, za to wszystko, co ma nam służyć, zapewniając dbałość o stan mieszkań, bloków i ich otoczenia, a jaki ten stan jest – każdy widzi – za to wszystko z jednego tylko bloku, bynajmniej nie wieżowca, płacimy rocznie ponad 100 tys. zł.

”Królestwo w państwie, miasto w mieście”
Zanim przejdę do meritum, jeszcze jedno wyliczenie: Tarnowska Spółdzielnia Mieszkaniowa liczy około 12 tysięcy członków. Gdyby przyjąć, że każdy z nich płaci miesięcznie średnio 400 zł (z których dopiero potem spółdzielnia rozlicza np. wywóz śmieci, centralne ogrzewanie itp.) – więc, gdyby przyjąć takie, jak sądzę, zaniżone w dół założenie, oznacza to, że w skali roku TSM dysponuje budżetem na poziomie 57 mln 600 tys. zł. Dla porównania, tegoroczny budżet Miasta Tarnowa, zamyka się na poziomie wydatków, kwotą około 400 mln zł. Mówimy tu więc o budżecie raptem parokrotnie mniejszym od budżetu ponad stutysięcznego miasta. Podaję tu oczywiście dane przybliżone, albowiem o ile z budżetem miasta można zapoznać się na stronie internetowej urzędu i o ile własne strony internetowe mają wszelkie instytucje, liczące 500 uczniów szkoły, mające piętnastu członków stowarzyszenia, utrzymywane ze składek po 10 zł itp., o tyle licząca 12 tysięcy członków i obracająca budżetem na poziomie blisko 60 mln zł Tarnowska Spółdzielnia Mieszkaniowa, pod koniec pierwszej dekady XXI wieku wciąż nie dorobiła się własnej strony internetowej, co ma związek z dziwną polityką informacyjną tej spółdzielni, o czym potem. I o ile znaczna część spółdzielców nie może się nadziwić, na jakież to inwestycje trafiają ich pieniądze, i czemu jest tak dobrze, skoro jest tak źle (na papierze wszystko się zgadza, jednak wystarczy przejść się po blokowiskach), o tyle już kompletnie zakrawa na cud, że dysponujące parę razy większym budżetem miasto jest w stanie utrzymywać tyle instytucji kultury, remontować drogi, przeznaczać ze swego budżetu bajońskie sumy na edukację, służbę zdrowia i szereg innych działań i inwestycji. Ale, jak to usłyszeliśmy z ust przedstawiciela TSM na niedawnym spółdzielczym zebraniu, o którym będę jeszcze pisał – po prostu mamy zrozumieć, że „spółdzielnia jest duża”. A może jest za duża? Może rzeczywiście sensowny był głos jednego ze spółdzielców, że TSM należałoby podzielić na co najmniej 15 mniejszych spółdzielni, i wtedy każdy by wiedział, na co idą jego pieniądze?

Mieszkać na swoim
A teraz powróćmy do „eksploatacji” i „funduszu remontowego”. Z mocy prawa, fundusz remontowy powinien być przypisany do każdego bloku z osobna. Przez kilka lat jednak pieniądze z tego funduszu TSM wrzucała „do jednego wora”, uznaniowo decydując, zgodnie z zasadą „solidarności społecznej”, że są bloki bardziej potrzebujące i mniej potrzebujące i dowolnie sobie kierując środki na remont tego czy owego bloku, kosztem innych. Mój blok i inne jemu podobne okazały się być przez dwadzieścia osiem lat tymi „najmniej” potrzebującymi.
Dziś ze strony zarządu spółdzielni słyszy się słowa o konieczności zaciągnięcia kredytów. Padają też propozycje, by ci, którzy chcą sobie ocieplić blok, dobrowolnie zdecydowali się płacić znacząco więcej spółdzielczego haraczu, bo fundusz remontowy bloku jest „pod kreską”.
Powodowani wypływającymi z tych i innych faktów wnioskami niektórzy członkowie TSM, wzorem niektórych spółdzielców w całym kraju, doszli do wniosku, że sami lepiej będą wiedzieć, jak zarządzać własnymi pieniędzmi. Jedni zakładają własne spółdzielnie, inni korzystają z formy wspólnot mieszkaniowych. W efekcie, są w Tarnowie przykłady bloków, które w ciągu niespełna trzech lat, dysponując tymi samymi pieniędzmi, samodzielnie administrując nimi i budynkiem, nie zaciągając kredytów, potrafiły ze swym lokum zrobić to, czego TSM nie potrafiła zrobić przez dekady, ocieplając, remontując budynek, zagospodarowując jego otoczenie. Jednak, jak się okazuje, oderwanie się od TSM nie jest takie łatwe...

Prawo a la TSM
Pal sześć wymóg, aby w przypadku wspólnoty mieszkaniowej wolę jej utworzenia zadeklarowało sto procent mieszkańców bloku. Bo w przypadku powstania nowej spółdzielni wystarczy 50 procent mieszkańców plus jeden. Poważnym elementem przekształcenia – takiego, dzięki któremu w istocie czujemy się rzeczywistym właścicielem tego, co mamy, jest posiadanie gruntu, na którym stoi budynek (z przyległościami). Formalnym właścicielem tego gruntu jest miasto, które przekazało go w wieczyste użytkowanie spółdzielni. Zatem to członkowie spółdzielni, mogą wystąpić do niej z wolą przekształcenia – następnie spółdzielnia występuje z odpowiednim wnioskiem do prezydenta miasta. Czynność taka wiąże się z wydatkami, ale jeszcze w tym roku, uchwałą Rady Miejskiej, podobnie jak w innych miastach, urząd przyznał na taki wykup bonifikatę w wysokości rzędu 97 procent wartości – zatem nawet przy uwzględnieniu kosztów wszelakich analiz i „podziałów” działki spółdzielca zapłaci kwotę rzędu nie większą niż sto – sto kilkadziesiąt złotych. Wówczas ma pewność i bezpieczeństwo, że rzeczywiście jest u siebie i posiada większą swobodę w dysponowaniu tym, co posiada.
Wykup ziemi i przekształcenie mieszkania są o tyle istotne, iż nie grozi nam niespodzianka, jakiej doczekali się mieszkańcy niektórych osiedli w Polsce, gdy prezesi, nabrawszy kredytów, uciekli za granicę. Wysłany przez bank komornik ściągał później należności od niczego nieświadomych Kowalskich.

I teraz dochodzimy do samego TSM. Otóż, zarząd spółdzielni wymaga, aby w przypadku, gdy pojawia się wola wykupu gruntu, deklarację takiej woli podpisało co najmniej 60 procent mieszkańców bloku. Do niedawna ten wymóg był jeszcze większy. Tymczasem zgodnie z prawem, wystarczy, aby wolę taką wyraził 1 (słownie: jeden !) członek spółdzielni. W nowej ustawie z dnia 14 czerwca 2007 roku o zmianie ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych oraz o zmianie niektórych innych ustaw pisze się o tym parokrotnie, np. w art. 35 – „(...) na pisemny wniosek osoby, której przysługuje roszczenie o ustanowienie odrębnej własności lokalu i o przeniesienie jego własności, zarząd spółdzielni jest obowiązany w ciągu 3 miesięcy od dnia złożenia wniosku o wyodrębnienie własności lokalu wraz z udziałem w nieruchomości wspólnej do wystąpienia do właściciela nieruchomości o sprzedaż tej nieruchomości na warunkach udzielonej bonifikaty”. Tymczasem zarząd spółdzielni, np. ustami Zbigniewa Sipiora, zastępcy prezesa ds. gospodarki zasobami mieszkaniowymi TSM, twierdzi, iż wymóg 60 procent zgadzających się na taką procedurę mieszkańców to i tak postęp, bo wcześniej ten próg był większy, a poza tym on nie może nie przestrzegać ustaleń np. rady nadzorczej spółdzielni, zaś decyzja ta miała na celu zabezpieczyć interesy tych mieszkańców, którzy przekształcać się i gruntu wykupywać nie chcieli. Innymi słowy: decyzja czy uchwała władz Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej ma większą moc prawną, niż ustawa Sejmu RP.

Siedź cicho i płać
Rzecz w tym, że trwające dekadami (!) na stanowiskach wciąż te same władze TSM zwyczajnie się boją, że ludzie wreszcie zaczną przyglądać się, jak funkcjonują inne spółdzielnie, jak działają wspólnoty mieszkaniowe, jak remontowane są inne bloki, osiedla, place zabaw w innych miastach; boją się, że ludzie wreszcie zaczną dochodzić swoich praw, uświadamiając sobie, że to spółdzielnia, wraz z zarządem, radą nadzorczą, administracją i pionem technicznym jest dla nich, a nie odwrotnie. Zdaniem wielu mieszkańców spółdzielnia wymaga reformy. W przeciwnym wypadku może być i tak, że TSM zwyczajnie się rozpadnie. O ile nie stanie się tak wcześniej, np. wskutek, odpukać, potencjalnych długów, co przerabiały inne takie post-peerelowskie spółdzielnie – molochy. Zapewne jedni, wzorem innych, którzy tego dokonali, zdążą w porę wystąpić, a innym zawali się wszystko na głowy. Ale taka jest właśnie cena obojętności, nie interesowania się własnymi prawami i tym, co nas bezpośrednio dotyczy. - Tam gdzie działają dobre komitety blokowe – tam pilnują ludzie co się dzieje z ich pieniędzmi; a spółdzielnia najbardziej lubi te komitety, gdy nikt niczym się nie interesuje – mówi jeden ze spółdzielców. – Czego spółdzielnia się boi? Boi się wykupu gruntów przez ludzi, stąd ten próg 60 procent! Na każdym kroku wszystko się utrudnia, nie dba się o infrastrukturę, zaniedbaną od kilkudziesięciu lat. No i co to są za mieszkania własnościowe, jak się ma własnościowe mieszkanie, własnościową ziemię, a czynsz się płaci kosmiczny? Oni boją się zakładania wspólnot, boją się zakładania własnych spółdzielni, bo to może zrobić każda społeczność blokowa.
Wydaje się, że istotnie, jak dotąd postawa braku zainteresowania tymi kwestiami ze strony większości członków spółdzielni, władzom TSM była na rękę, bo to i zawsze łatwiej się zarządza, gdy grupa ludzi będąca de facto pracodawcą dla zarządu i rady nadzorczej, jedynie potakuje. Najczęściej swą milczącą nieobecnością. Ale nieobecni – nie mają racji. To „racja”, czasem jako gorzka, bolesna lekcja, przychodzi do nich ...

c.d.n.

Mirosław Poświatowski (członek Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej – z czynnym i biernym prawem wyborczym)

Zobacz krótki film z ilustracją tego, jak TSM "dba" o mój blok i jego najbliższe otoczenie (ściągnij plik wmv - 12 MB).

W drugiej części artykułu znajdziecie m.in. próby odpowiedzi na pytania, dlaczego (wbrew przepisom ustawy nakazującej dokonać tego już ostatecznie do końca 2007 r.) TSM działa bez ważnego statutu i czy zarząd spółdzielni działa legalnie. Będą też przykłady tego, jak spółdzielnia "radzi sobie" z niepokornymi członkami a także streszczenie wydarzeń niedawnego burzliwego zebrania członków TSM na moim osiedlu. Do lektury części drugiej tekstu a także do posłuchania kilku ciekawych materiałów dźwiękowych zapraszam w środę, a już teraz do zgłaszania wszelkich uwag na temat waszych kontaktów ze spółdzielnią na moją redakcyjną skrzynkę e-mail: poswiatowski@intarnet.pl
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?

Warning: mysql_connect() [function.mysql-connect]: Unknown MySQL server host 'mysql5-3.premium' (1) in /home/intarnet/www/www1.atlas.okay.pl/poll/include/class_mysql.php on line 32
Connection Error
MySQL Error : Connection Error
Error Number: 0 
Date        : Tue, May 21, 2024 09:43:57
IP          : 3.215.16.238
Browser     : CCBot/2.0 (https://commoncrawl.org/faq/)
Referer     : 
PHP Version : 4.4.9
OS          : Linux
Server      : Apache
Server Name : www.intarnet.pl
Script Name : /www1.atlas.okay.pl/index_full.html