Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
  ZSRR czyli Zapiski Sławnych Radnych Rady (4)    -   06/7/2008
Zapraszamy do przeczytania i posłuchania czwartego odcinka naszej portalowej powieści sensacyjnej, demaskującej najbardziej skrywane tajemnice władzy w Kabotynowie - ani małej, ani dużej miejscowości, gdzieś w Lechistanie ...

Posłuchaj odcinka czwartego :

Ogloszenie
>

W poprzednim odcinku:
Zdesperowany Żbik Śmigły udaje się z prośbą o pomoc do Ordynata Kwarca.
Ordynat Kwarc obiecuje pomóc Żbikowi w zamian za wyświadczenie przysługi.
Donna Krzynka piłuje paznokcie.

- Mówię ci Donna nie jest łatwo być szefem w Kabotynowie. Ciągle tylko rzucają człowiekowi kłody pod nogi i niczego nie zrobią bezinteresownie. Nawet lojalność zdrożała ostatnio. Ciężki kawałek chleba, to szefowanie, oj ciężki – pożalił się Żbik.
- Nie chcę nikogo posądzać, ale te wszystkie niepowodzenia, to chyba wina jakiegoś kreta – mruknęła Donna nie ściągając z twarzy plastrów ogórka, którymi była dokładnie wytapetowana.
- Jakiego znowu kreta ? - zdziwił się Żbik.
Donna nic nie odpowiedziała, tylko przyłożyła palec do ust a następnie wskazała na ściany gabinetu. Żbik ze zdziwienia tak bardzo wytrzeszczył oczy, że aż okulary spadły mu na podłogę.
- Mamy podsłuch? – szepnął.
- Natychmiast wezwać do mnie Ździebełkę – Wypłoszańskiego – zawołał gniewnie Żbik.
Nie minęło 5 minut jak Ździebełko – Wypłoszański zameldował się u Żbika.
- Słuchajcie Ździebełko – protekcjonalnym tonem zaczął Śmigły. - Dochodzą mnie słuchy, że grasuje u nas kret, który robiąc krecią robotę niweczy nasze usilne starania by zapewnić dobrobyt Kabotynowianom. Waszym zadaniem Ździebełko, będzie znaleźć tego kreta i go raz na zawsze załatwić.
- Tak jest szefie ! – huknął Ździebełko – Wypłoszański. - To ja lecę po łopatę! – szybko się zerwał do drzwi Ździebełko.
- Gdzie lecicie ? Po co wam łopata ?– wkurzył się Żbik.
- Jak to, po co? Na kreta! – nie dał się zbić z pantałyku Ździebełko.
- Nie osłabiajcie mnie, Ździebełko! Nie o takiego kreta mi chodziło tylko o … - Żbik złapał się za ucho i kilka razy nim pociągnął. – Łopatę zamieńcie na jakiś profesjonalny sprzęt i do roboty...
- Bip…bip. …bip ….. – piszczało urządzenie trzymane w rękach przez Ździebełkę, który niczym saper na polu minowym z uwagą obchodził wszystkie zakamarki gabinetu.
- Bip... bip… bip….bip….bip… - coraz bardziej zwiększała się częstotliwość przenikliwego sygnału. Na koniec urządzenie głośno zabuczało.
- Mam cię! – triumfował Ździebełko.
Wyciągnął z kieszeni scyzoryk i wytrwale zaczął dłubać nim w ścianie. Mocował się chwilę, aż wreszcie ze ściany wyskoczył kawałek kabelka, a tuż zanim wypełzło kilka, może kilkanaście niewielkich rudawych owadów.
Żbik szybciutko podbiegł do stołu, gdzie czekał już otwarty na rozdziale „Owady” jeden z tomów podręcznego Atlasu Zwierząt. Ździebełko zerknął tam tylko przez chwilę i już wiedział : - No, tak, pluskwy, krwiopijcy ! – pokiwał głową i majestatycznie podszedł kilka kroków w kierunku ściany, rozpoczynając obrzęd bezlitosnego rozdeptywania znajdujących się już na podłodze, uciekających w popłochu stworzonek.
- A macie, a macie ! – syczał Ździebełko, w narastającym transie, co chwilę przydeptując kolejnego z owadów a następnie kręcąc butem na parkiecie. Ździebełko mścił się w ten sposób za to, że tych małych skazańców nie mógł przesłuchać na okoliczność tego, jakiemu panu służyli. - Ale ja się dowiem – myślał sobie Ździebełko, bezwiednie cedząc to nawet przez zaciśnięte zęby.
Po kilku minutach egzekucja zakończyła się, pozostawiając kilkanaście czerwonych śladów na podłodze. Ździebełko wylał na podłogę jakiś płyn z butelki stojącej za drzwiami i rzucił na parkiet szmatę. Po gabinecie rozszedł się zapach spirytusu zmieszanego z benzyną. Nasz bohater początkowo zaczął nawet coś wycierać, ale po chwili pomyślał, że nie ma jeszcze czasu na sprzątanie. Otarł pot z czoła i wyjął z kieszeni pudełko zapałek, do którego wcześniej schował dwa maleńkie metalowe czipy, przypominające bateryjkę do elektronicznego zegarka.
- A moich, elektronicznych wykrywaczy nie da się zadeptać ! – pomyślał, uśmiechając się pod wąsem i próbując przyczepić pierwszy z czipów do wystającego kabelka. Musiał jednak źle trafić, bo nagle w gabinecie zgasło radio (jak zwykle o tej porze dobrze nastawione, choć wcześniej o tej porze, i to na maksa, słuchano w tym gabinecie czego innego) a z otworu w ścianie posypał się słup iskier, które trafiły na mokry parkiet i zmoczoną szmatę ...
W jednej chwili Ździebełko pożałował, że jednak nie wytarł podłogi. Na parkiecie aż pod okno, wzdłuż linii zaznaczonej rozlanym wcześniej płynem, buchnął ogień, po chwili zajęte nim były już zasłony, na biurku pod oknem płonęły też zgromadzone tam papiery. Wszystko działo się tak szybko, że przez moment Ździebełkę zamurowało, a jak wrócił do przytomności, to mógł już tylko uciec z gabinetu....
Kiedy kłęby dymu spowiły budynek urzędu, zaś na ulicy słychać było już syrenę wozu strażackiego przez Kabotynowo przeleciał przerażający wrzask Żbika:
- Ździebeeełkooooooo!!!

C.D.ch.N.
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 



© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947