Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
  W TVN24 film a u nas wspomnienia i apel prof. A.Chybickiej    -   03/8/2008
„Przesłanie” Agaty Mróz
W TVN24 można było w niedzielę zobaczyć film "Lekcja Agaty", filmowy testament zmarłej siatkarki, nakręcony przez kapelana Agaty, księdza Macieja Makułę, który towarzyszył jej z kamerą przez całą ciążę i potem aż do momentu, gdy po raz ostatni widziała swoją nowonarodzoną córeczkę Liliankę. Swoiste "przesłanie" Agaty, we wzruszający sposób okazane m.in. w filmie, stara się wypełniać dalej Fundacja Przeciwko Leukemii, która - za zgodą i przy zaangażowaniu Jacka Olszewskiego, męża zmarłej tarnowianki - przyjęła właśnie imię Agaty Mróz-Olszewskiej.

Posłuchaj obszernych fragmentów wywiadu z prof. Alicją Chybicką, udzielonego kilka tygodni temu tarnowskim dziennikarzom w studiu RDN-Małopolska :

Ogloszenie
>

Kilka dni temu premierę filmu ks. Makuły oraz premierę spektaklu "Kocham cię życie" przygotowanego przez dzieci, które walkę z chorobą wygrały, w tym dzieci po przeszczepach szpiku, mogły obejrzeć w Sopocie dzieci walczące z białaczką, podczas obozu wypoczynkowego zorganizowanego dla nich przez Fundację KRWINKA przy współpracy z Fundacją Przeciwko Leukemii i tarnowskiego stowarzyszenia KROPLA. Po sopockich premierach spektaklu i filmu, młodzi artyści wyszli na ulice, by jak najwięcej osób namówić do zarejestrowania się w bazie dawców szpiku kostnego. - Agacie się nie udało, ale jest jeszcze wiele osób, którym możemy pomóc - mówi mąż siatkarki Jacek Olszewski z Fundacji Przeciwko Leukemii. - Moim pragnieniem jest stworzenie największego w Polsce rejestru dawców szpiku. Pierwszym krokiem ma być przekroczenie bariery 100 tys. zarejestrowanych dawców - oświadczył Jacek Olszewski, zachęcając do rejestrowania się w banku dawców szpiku ALF PL-3 przy Fundacji Przeciwko Leukemii z Warszawy. Z okazji skorzystało 111 osób. Obecnie w Polsce jest zarejestrowanych około 35 tys. chętnych, żeby zostać dawcą szpiku.
Przypomnijmy, że ponad półtora tysiąca z nich to mieszkańcy Tarnowa i okolic. Ten wyjątkowy wynik - na tle reszty kraju - zawdzięczamy zabiegom i działalności Stowarzyszenia KROPLA, które od kilku lat organizuje w Tarnowie akcje badań potencjalnych dawców szpiku kostnego.

O prowadzonej do końca walce Agaty Mróz z chorobą nowotworową, przyczynach jej śmierci, funkcjonowaniu kliniki, o tym czym jest i jak wygląda pobranie i transplantacja szpiku kostnego oraz w jaki sposób każdy z nas może uratować komuś życie – mówi świadek ostatnich dni życia siatkarki, profesor Alicja Chybicka, onkolog dziecięcy, dyrektor Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej we Wrocławiu.

Transplantacja szpiku: każda bakteria może zabić...
To jest może straszne co powiem, ale nie stało się nic, czego byśmy się nie spodziewali, zarówno mąż pani Agaty jak i pani Agata dokładnie wiedzieli, jaka jest sytuacja. Powiem szczerze, że byłam przerażona, kiedy wyczytałam w mediach, że ona wszystko co najgorsze już przeszła, że przeszła ciężką chorobę nowotworową, że urodziła z wielkimi problemami na całe szczęście zdrowiutką córeczkę, a teraz przyjechała już tylko na ratujący życie przeszczep. Miałam takie wrażenie, że media traktują to jak wypicie herbaty. A przecież procedura przeszczepowa sama w sobie jest procedurą ratującą życie, życie ludzi, których nie można uratować w żaden inny sposób! Zatem na tej drugiej szali jest śmierć. A procedura przeszczepowa jest obarczona wysoką śmiertelnością, w końcu jest to przetoczenie komuś komórek od kogoś obcego i czyha tu wiele pułapek. Organizm biorcy będzie próbował komórki odrzucić i nieważne, że dawca jest dobrze dobrany. Przecież my się od siebie bardzo różnimy. Poza tym przetaczane komórki mają w sobie także komórki układu odpornościowego i one, wtoczone do organizmu również zaczynają walczyć – wtedy mamy do czynienia z chorobą „przeszczep przeciw gospodarzowi”. I powiem szczerze że u pani Agaty ja głównie tych dwóch zjawisk się bałam, a one często prowadzą do śmierci, nie zawsze udaje się nam te zjawiska opanować. I trzecie niebezpieczeństwo – to zakażenia. Otóż żeby w ogóle była jakakolwiek szansa, że te komórki się przyjmą, trzeba organizm „wyzerować” czyli zniszczyć cały szpik własny – robi się to różnymi metodami, m.in. naświetlaniem całego ciała, chemioterapią, immunoterapią. I potem następuje okres od 10 dni do 3 tygodni, a czasem ponad miesiąc, kiedy pacjent jest wyzerowany, a nie pracuje jego szpik, bo go nie ma i nie zdążyły się jeszcze odnowić nowe komórki. I wówczas każda bakteria, każdy wirus, każdy grzyb może w bardzo szybkim czasie doprowadzić do śmierci. Dlatego kiedy pacjent trafia na nasz oddział, my staramy się zabić wszelkie bakterie które są w człowieku, a nie da się tego zrobić do zera; my to robimy do momentu, kiedy nasze posiewy pokazują że pacjent jest jałowy, z gardła, z nosa, ze wszystkich różnych miejsc. I u pani Agaty wszystkie posiewy były ujemne. I na dwie doby przed transplantacją, już po megachemioterapii, kiedy szpik się wyzerował, wyszedł dodatni posiew z jamy ustnej czy gardła, co spowodowało potem posocznicę i śmierć. Hipoteza naszych chirurgów szcżękowych jest taka, że ta bakteria się przykamuflowała, prawdopodobnie za zwieszonym zębie ósmym, który był zębem zdrowym, tyle że siedział w dziąśle i nie wyszedł na zewnątrz. Na pewno nie była to bakteria przyniesiona z zewnątrz, bo sala była jałowa, myśmy tam tłoczyli jałowe, wysterylizowane powietrze, pani Agata dostawała wysterylizowane jedzenie, wchodziła tam tylko najbliższa rodzina i wybrany personel, przy czym procedura jest tu jednoznaczna – musieli się rozebrać do naga, ubrać sterylne stroje, założyć maski... Bo każdy z nas jest rezerwuarem bakterii, które są kompletnie dla nas nieszkodliwe, natomiast u pacjenta w takiej sytuacji przed przeszczepem, są bardzo groźne. Mimo doświadczenia – a wykonaliśmy siedemset transplantacji – byliśmy niestety bezradni..

Zawsze dajemy ludziom szansę...
Nasz ośrodek znany jest z tego, że daje szanse także tym chorym, który mają tę szansę niewielką. Z tym jest różnie w poszczególnych ośrodkach przeszczepowych, niektóre odsiewają pacjentów, którzy mają mniejsze szanse i tej transplantacji dokonać nie chcą. My szansę dajemy ludziom zawsze, bo uważamy że jeśli jest wyrok Boski, no to trudno, natomiast my jako ludzie powinniśmy zrobić wszystko co się da, żeby na ziemi tego człowieka zatrzymać. Tak więc o szansach i zagrożeniach pan Olszewski i pani Agata byli poinformowani. Że się nam uda - wierzyłam do końca, jeszcze dając panią Agatę na oddział Intensywnej Opieki Medycznej nawet nie pozwoliłam zdjąć kartki z jej sali, tylko kazałam ją po wejściu zespołu ratunkowego przesterylizować. Pani Agata dostała wszystko, co mogło ją uratować, wszystko co jest standardowe i nawet niestandardowe. Ale niestety to nie pomogło... Takie chwile są dla mnie zawsze straszne, mimo że pracuję już 33 lata, ale przez ten czas nie przyzwyczaiłam się do odchodzenia chorych. Przy czym o ile w latach 70-tych, kiedy zaczynałam pracę, odsetek ludzi których udawało się nam uratować wynosił zaledwie 15 procent, a 85 procent pacjentów odchodziło do tego lepszego świata, tak teraz to jest 80 procent wyleczeń i 20 procent ludzi, którzy odchodzą. Ale to i tak jest dużo, bo to oznacza, że na 100 chorych 20 ten świat musi opuścić, choćbyśmy się nie wiem jak starali.

My nigdy nie zapominamy naszych pacjentów
U nas we Wrocławiu raz w roku odbywa się msza za wszystkie dzieci które odeszły, zawsze w niedzielę zaduszkową, w tym roku będzie to 9 listopada. Podczas mszy biskup wyczytuje z imienia i nazwiska każde dziecko, a rodzina która przyjeżdża, świeci lampkę za to dziecko lampkę. Kiedy nie ma nikogo z rodziny, wówczas robimy to my. I zawsze przerażenie mnie ogarnia, gdy u stóp ołtarza jest po prostu mnóstwo tych lampek, taka cała wielka łuna... I kościół jest zwykle pełen ludzi... Kiedy pomysł ten się narodził, cztery lata temu, poprosiłam księdza proboszcza z parafii naprzeciwko naszej kliniki o taką możliwość, ale to jest mały kościół i nie zmieściliśmy się w nim. Więc następnego roku poprosiłam biskupa o katedrę i też ta katedra zawsze trzeszczy w szwach... Kiedyś myślałam sobie, że ludzie nas nie będą chcieli widzieć, nie będą chcieli przyjechać, a to nieprawda; z całej Polski przyjeżdżają. Sądzę że to jest podnoszące przeżycie podnoszące na duchu. My nigdy nie zapominamy naszych pacjentów i pamiętamy ich zawsze...

„Kiedy pani Agata odeszła, dzieci pod kliniką zapaliły lampki...”
Uznałam za ważne, żeby wziąć udział w pogrzebie pani Agaty, choć tego dnia miałam jechać na posiedzenie Komisji ds. Tytułów Naukowych. I nie przyjechałam do Tarnowa jako pani Chybicka, tylko przyjechałam w imieniu wszystkich dzieci z kliniki, ich rodziców i całego naszego zespołu. Ja tu w pewnym sensie reprezentuję bardzo wiele osób, które zaprzyjaźniły się z panią Agatą, z jej mężem, które jej kibicowały; ona była w naszej klinice osobą szczególną przede wszystkim dla dzieci - przy czym podkreślam, że my o wszystkich chorych walczymy jednakowo. Natomiast dzieci chodziły do niej po autografy, ona z nimi rozmawiała, zaprzyjaźniła się z dzieciakami na wszystkich piętrach, a gdy została już zamknięta w sterylnej sali, to nawet wtedy one przychodziły, razem z matkami, zaglądać do niej przez szybkę. I kiedy pani Agata odeszła, wówczas dzieci pod kliniką zaświeciły lampki, zrobiły taki jakby mały ołtarzyk ku jej pamięci... Więc nie wyobrażam sobie, żeby mnie miało na pogrzebie zabraknąć...

Polska: 35 tysięcy dawców; Niemcy: 3 miliony
Sądzę, że to jest wręcz konieczność, aby odejście pani Agaty nie pozostało nie zauważone i nie przyniosło tego, o czym ona marzyła. Otóż ona chciała całą swoją procedurę przeszczepową sfilmować po to, żeby namówić ludzi aby zostali dawcami. Dlatego że Polska na tle Europy i świata wygląda pod tym względem żałośnie – my mamy 35 tysięcy dawców we wszystkich bankach w Polsce, natomiast Niemcy, których populacja jest tylko dwa razy większa, mają trzy miliony. Mi jest zawsze bardzo przykro, gdy dostajemy wydruk z dawcami dla danego pacjenta i jest tam 20 Niemców, 10 Włochów, 5 Francuzów, kilku Anglików, jacyś Amerykanie, nawet trafił nam się Hindus, natomiast nie ma ani jednego Polaka. A jeśli już jest, to jest jeden jedyny i zawsze wtedy jego wybieramy na dawcę, ponieważ chodź komputer wyrzuca tych, którzy są zgodni w układzie HLA (układ zgodności tkankowej) to jednak dobór nigdy nie będzie idealny. Bo my oznaczamy raptem 10 bardzo ważnych antygentów, a Polak będzie zawsze lepiej pasował do Polaka w tych antygenach, który nie oznaczamy. Po drugie dawca taki jest pod ręką. Bo np. gdyby u pani Agaty ten przeszczep nie udał się w innym sensie, tzn. został odrzucony, wówczas trzeba by było wykonać ponownie przeszczep. A to oznacza, że po raz kolejny kurier jechałby do Niemiec, daleko, tam trzeba tego dawcę jeszcze zmobilizować... Nie wspominając już o kosztach – przygotowanie takiego szpiku od dawcy z Niemiec kosztuje 20 tysięcy Euro, a w Polsce obróbka tego szpiku kosztuje 20 tys. zł.

Każdy może uratować komuś życie
Żeby zostać dawcą, trzeba mieć do 50 lat, bo komórki u ludzi młodych są bardziej żywotne. Drugim warunkiem jest zdrowie, bo nie możemy stworzyć zagrożenia dla biorcy. Jeżeli ktoś jest po żółtaczce zakaźnej, ma przewlekłą infekcję wirusową, to odpada. Każdy normalny zdrowy człowiek może zostać dawcą i nic go to nie kosztuje. Oddanie szpiku jest jak honorowe oddanie krwi. Inaczej mówiąc, podobne jest to trochę do wyjścia wysoko w góry, a przy tym w dodatku szpik dostaje pozytywny bodziec, żeby trochę więcej naprodukować tych krwinek. Sama procedura jest kompletnie bezbolesna, bo można się dać uśpić. Szpik pobierany jest igłą. Nie ma żadnego rąbania młotem w kości, bo mnie kiedyś student AWF zapytał, czy on potem operacje plastyczną będzie miał. Żadnego rąbania młotem nie ma, to się cienką igiełką pobiera i za przeproszeniem, w siedzeniu zostają dwie dziurki jak po zastrzykach, a robi się to w znieczuleniu ogólnym. Można też podłączyć się do tzw. separatora, oddzielającego komórki z krwi, co większość dawców woli i my też wolimy przeszczepiać komórki macierzyste z obwodu - krew idzie przez maszynę, ona odbiera potrzebne komórki, a resztę oddaje. Ta strata jest niezauważalna dla organizmu, można siedzieć, czytać gazetę, oglądać telewizję. Jest jeszcze forma autoprzeszczepu – od chorego dziecka pobieramy jego komórki macierzyste, następnie wyzerowujemy szpik, przy czym tu celem jest zniszczenie odpornych na standardowe dawki komórek nowotworowych i potem podaje się komórki własne dziecka; one się łatwo zaszczepiają, nie ma odrzutów ani innych negatywnych zjawisk. To jest bardzo prosta procedura przeszczepowa.

Problemem są pieniądze
Najlepiej jest zgłaszać albo do znanych banków dawców, albo do klinik hematologii. Problem spoczywa oczywiście w pieniądzach. W naszym kraju pieniędzy na profilaktykę, a to w pewnym sensie jest profilaktyka – nie ma. U nas z trudem wystarcza pieniędzy na leczenie. Już na takie rzeczy, jak tworzenie banku dawców, tych środków jest zdecydowanie za mało. Mi jest zawsze bardzo przykro, kiedy idę na jakąś wyższą uczelnię i tam się zgłasza trzystu, pięciuset studentów, ale nie ma pieniędzy, nie ma za co ich wytypować. I oni stoją w kolejce, w międzyczasie się rozmyślą, zanim te pieniądze nadejdą. W związku z czym, śladem niektórych stowarzyszeń, staramy się zawsze pozyskać sponsorów, bo inaczej takie akcje mają mniejszy sens. Dlatego najlepiej jest najpierw mieć sponsora lub pieniądze państwowe w zanadrzu i dopiero wtedy szukać dawców.

Liczba nowotworów rośnie...
To jest ogólnie znana rzecz, że liczba nowotworów na świecie rośnie, to nie dotyczy tylko naszego kraju. Mogłabym wymieniać całe mnóstwo osób znanych, medialnych, takich jak redaktor Durczok, Krzysztof Kolberger, Irena Santor... Choruje coraz więcej osób, ale i wyleczalność jest dość wysoka. Tyle że nowotwory są pierwszą przyczyną zgonu ze wszystkich chorób wśród dzieci. Ale mogę też wyliczyć mnóstwo takich pacjentów, którzy według wszelkich książek właściwie nie mieli żadnych szans na przeżycie. Każdy swój wykład kończę pokazując takiego Krzysia z Warszawy, który jest po przeszczepie szpiku, a który przez dwa miesiące był podłączony do respiratora i wszyscy już kładli na nim krzyżyk, a on żyje i ma się dobrze, jest dziś większy ode mnie. Ja takich pacjentów mam bardzo wielu, spotykamy się raz do roku w Teatrze Polskim we Wrocławiu, w grudniowy poniedziałek, wtedy teatr daje nam swoje podwoje za darmo... Rzecz jasna jesteśmy kliniką dla dzieci, ale nie ma osobnych specjalizacji z transplantologii dziecięcej i dla dorosłych. Nasza najstarsza pacjentka uratowana procedurą transplantacji szpiku miała 44 lata; mogę tyle tylko zdradzić, że jest to aktorka, u której ślad po tej chorobie nowotworowej nie został, dziewczyna nadal pracuje i wygląda cudnie. To są wszystko powody, dla których uważamy, że warto walczyć. I taki jest cały nasz zespół dwustu osób, fantastycznych lekarzy, pielęgniarek, laboratorium, ludzi zaangażowanych całym sercem, bo nie zaangażowani już u nas nie pracują. Wychodzimy z założenia, że jeśli pacjent ma odejść, to niech odejdzie z wyroku Boskiego, a nie z nieudolności urzędniczej, braku pieniędzy, czyjegoś niechlujstwa czy nie przestrzegania jakichś procedur...

O każdego pacjenta walczymy tak samo...
Zazwyczaj jest tak, że gdy potrzebujemy krwi, to my pędzimy do mediów, z którymi nam się wspaniale współpracuje i błagamy: szukajcie grupy takiej a takiej, bo tu leży Asia, Marysia czy Krzyś. Tymczasem w przypadku pani Agaty odbyło się jakby samo. Ta pomoc od społeczeństwa dla Agaty przyszła sama, o to nie musieliśmy walczyć, jak w przypadku innych pacjentów, którymi czasami nikt się nie interesuje. Bo przecież zdarzają się tacy chorzy, których rodzina zostawia, niczym się nie interesuje, nikt przy pacjencie siedzieć nie chce. Oni są wówczas w jeszcze trudniejszej sytuacji. Wtedy my walczymy, my musimy zapełnić to puste miejsce, posadzić wolontariusza, zdobywać wszystko. My naprawdę walczymy o każdego pacjenta tak samo...

„Przesłanie” Agaty
To jest zawsze tak, że z jednej strony na jednej szali mamy śmierć, a na drugiej życie i człowiek nigdy nie wie, na którą stronę ta waga się przechyli. Tak naprawdę wiedziałam, że Agata nie ma szans, o godzinie 8. rano, na dwie godziny przed jej odejściem. Wtedy wiedziałam, że nic nie da się już zrobić, ale dopiero wtedy, bo jeszcze o 23. poprzedniego dnia zrobiliśmy konsylium i miałyśmy pomysły, co tu jeszcze można zrobić i wierzyłyśmy, że się uda. A pani Agata, dokładnie poinformowana o wszystkich zagrożeniach, też była pełna wiary. My każdego pacjenta nastawiamy tak, jak my myślimy, czyli że „jest to groźne, wszystko stać się może, ale z drugiej strony trzeba wierzyć że się uda”. I ona była nastawiona absolutnie na walkę.
Do końca.
Pani Agata Mróz na pewno patrzy tam teraz z góry i będzie szczęśliwa, jeśli pomimo tego, że jej się nie udało, w szwach będzie trzeszczał nasz polski bank dawców. Jeśli ludzie będą się zgłaszali – wtedy naprawdę ludzie chorzy będą mieli większą szansę na przeżycie. I druga rzecz – trzeba panią Agatę zapamiętać taką, jaka była – czyli jako fantastyczną dziewczynę, zawsze uśmiechniętą, wyciągającą pomocną rękę do wszystkich dookoła, bo taka ona była w naszej klinice i pewnie także poza nią...
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 



© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947