To jest strona archiwalna
   Co to był za portal ?   
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
  Podsumowanie prezydentury Ryszarda Ścigały - cz.1.    -   15/12/2008
Prezydent po półmetku
W tych dniach minęła druga rocznica objęcia urzędu przez Prezydenta Ryszarda Ścigałę. Półmetek kadencji stwarza okazję do podsumowania tego, co ta prezydentura przyniosła tarnowianom dotychczas. Dziś - pierwszy głos redakcyjny w tej sprawie. Niebawem głos drugi, ale już w najbliższych dniach na inTARnautów czeka też zapis rozmowy - naszej i innych tarnowskich dziennikarzy – odbytej w trakcie minionego weekendu, w trakcie której nasze oceny i opinie starliśmy z samooceną Prezydenta i kilku osób z jego otoczenia (na zdjęciu fragment tej rozmowy).

Ogloszenie

Choć bilans dwuletnich rządów Prezydenta Ścigały uznać należy za dodatni, oceniając je nie mogę oprzeć się wrażeniu pewnego zawodu.
Miała to być bowiem prezydentura wybitna, a na razie jest co najwyżej poprawna. Sprawcami zawodu, o którym piszę, są najpewniej baaaardzo duże oczekiwania, które jednak sam Ryszard Ścigała rozbudził a potem w umiejętny sposób rozegrał w trakcie wyborów 2006 roku. Najlepszym dowodem na to, jak duże nadzieje wiązali Tarnowianie z osobą byłego prezesa Zakładów Azotowych, znakomicie przygotowanego i doświadczonego managera, jest przecież skala udzielonego mu podczas wyborów poparcia - największego, jakie kiedykolwiek otrzymał kandydat na urząd prezydenta miasta.

Centralną kwestią pierwszych dwóch lat swej kadencji Pan Prezydent uczynił kwestię wizerunku (rozpoznawalności) miasta. Słusznie.
Marki Tarnowa, który choćby ze względu na swoją wielkość i historię, na taką markę zasługuje, wciąż przecież nie ma. Tarnów nadal najczęściej kojarzy się osobom z zewnątrz z ... Tarnowskimi Górami.
Jako tarnocentrysta, z entuzjazmem podchodziłem i podchodzę do wszelkich działań, które mogą zmienić ten stan rzeczy. Zarówno zabiegi nad wylansowaniem, odziedziczonego w spadku po poprzedniikach - "Polskiego Bieguna Ciepła", jak i hasło "Tarnów - Pierwsze Niepodległe", równolegle promowane przez obecną ekipę, zasługują na pochwałę, choć do zakorzenienia tych marek jeszcze bardzo daleka droga. Nie wdaję się w tym miejscu w dywagacje, czy tezy zawarte w obu hasłach są wystarczająco uzasadnione. Osobiście bliższa mi jest ta, odwołująca się do historii miasta tworzonej przez jego mieszkańców, ale ta związana z klimatem jest z kolei bardziej elastyczna. Obie mogą się świetnie uzupełniać. Podobnie nie chcę oceniać estetyki, czy symboliki nowego logo Tarnowa, które wciąż (lokalnie) wzbudza tyle kontrowersji. Specjaliści od PR wiedzą najlepiej, że w takich działaniach najważniejsza i praktycznie gwarantująca sukces jest konsekwencja. Chwała więc Prezydentowi za to, że zauważa te prawidłowości. Mam przy tym nadzieję, że nie liczy na efekty od razu (może ich nie być przed kolejnymi wyborami) i będzie działał w tej materii systematycznie.
Niestety, mamy już do czynienia z symptomami niekonsekwencji i dowodami na brak systematycznych, długookresowych planów. Kompletnie zmarnowany dla promocji marki „Tarnów – Pierwsze Niepodległe” (na zewnątrz miasta) był np. listopad br., który przecież powinien być czasem kulminacji dla tej kampanii. Tymczasem z miejskich służb odpowiedzialnych za promocję zupełnie uszło powietrze (bynajmniej nie zarzucam im lenistwa, jak zwykle zostali zmuszeni do zajęcia się trzeciorzędnymi – biorąc pod uwagę promocyjne interesy Miasta - obowiązkami) i po 30 października zapadła na ten temat dziwna, zupełnie niewytłumaczalna, wręcz kompromitująca cisza. Jeśli z taką sytuacją spotykamy się w okresie newralgicznym dla inauguracji projektu, to perspektywy na konsekwentne i systematyczne pociągnięcie tematu w kolejnych miesiącach i latach, w których przecież braknie już rocznicowego ciśnienia, nie wyglądają dobrze.
Co z tego bowiem, że pomysłów na promocję nie brakuje i chwilami wygląda to naprawdę sensownie, skoro możliwości nie są należycie wykorzystywane i nadal brak rzetelnego programu, z którego można by rozliczać odpowiednie osoby. Na pewno byłoby łatwiej, gdyby nareszcie powstał dokument jasno potwierdzający priorytety strategii promocyjnej Tarnowa i plany jej realizacji na co najmniej kilka lat naprzód. Promocja nie może być przecież oparta o działania doraźne. A przecież przykład Tarnowskiego Centrum Informacji – swoistej perły w koronie tarnowskiej, subregionalnej promocji - jasno dowodzi do czego mogą prowadzić: jasno określona wizja i systematycznie, od lat, podejmowane na jej rzecz działania. Tarnów nigdy nie będzie turystyczną Mekką, jednak aktywność TCI optymalnie chyba wykorzystuje nasz ograniczony potencjał w tej sferze. Udział Miasta w sukcesach tej instytucji wciąż nie jest jednak proporcjonalny do korzyści jakie wynikają z ogromu pozytywistycznej pracy skromnego zespołu TCI w Tarnowie i daleko poza nim.
Mimo braku strategii, co po 2 latach rządów może już budzić niepokój (była obiecywana po pół roku rządów Ryszarda Ścigały), nawet owe doraźne zabiegi Prezydenta dotyczące szukania i utrwalenia marki Tarnowa są jednym z jaśniejszych akcentów jego prezydentury. Ze względu na brak weryfikowalnego planu, nie wiemy dziś jednak, czy posłużyły tylko do nadania odpowiedniego blasku dwóm pierwszym latom rządów Ryszarda Ścigały, czy też będzie z nich wynikać – poprzez systematyczną kontynuację – coś trwałego i dobrego dla postrzegania Tarnowa w kraju.
Mam bowiem wrażenie, że dbałość o wizerunek Miasta często miesza się u Prezydenta Ścigały i w jego otoczeniu z dbałością o wizerunek własny (i/lub Urzędu) . To niekoniecznie jest zarzut, bo ambicje, choćby lokalnego polityka, wcale nie muszą przecież stać w sprzeczności z interesami Miasta. Coraz częściej mamy jednak do czynienia z przesadnymi reakcjami. Nawet drobna krytyka jakiegoś magistrackiego pomysłu lub przedsięwzięcia wzbudza nieuzasadnioną podejrzliwość u Prezydenta i/lub jego nieco nadgorliwych doradców. Nie tylko nie służy to merytorycznej dyskusji, która powinna Prezydentowi pomagać, dostarczając wiedzy i inspirując, ale coraz częściej zabija prawdziwą i otwartą debatę o problemach Tarnowa w ogóle, zniechęcając do wyraźniejszego angażowania się w sprawy miasta przez wiele wybitnych osób i co najmniej kilka ważnych środowisk.

Z oceną relacji Prezydenta ze zorganizowanymi częściami lokalnej społeczności mam zresztą duży problem.
Z jednej strony Prezydent bardzo często podkreśla znaczenie budowy społeczeństwa obywatelskiego, które ma być filarem lokalnej samorządności i podaje racjonalne argumenty, świadczące o tym, że oddolna aktywność jest znacznie bardziej efektywna niż aktywność odgórna.
Na kontakt z magistratem nie narzekają np. radni osiedlowi, chwalący reakcje Prezydenta i podległych mu służb, podejmowane w odpowiedzi na ich inicjatywy. Dzięki temu na wielu osiedlach, Miasto przedsięwzięło wiele naprawdę ważnych i potrzebnych, a przez lata odkładanych, działań, służących poprawie bezpieczeństwa i infrastruktury (chodniki, parkingi, osiedlowe drogi). Na pochwałę zasługuje fakt, że nie ma raczej w tych działaniach zaburzeń w ich symetrii, co niestety zdarzało się w poprzednich kadencjach. Spora już suma tych drobnych działań dotyczy terenu całego miasta, a nie jednej czy dwóch dzielnic i trzeba to obecnej ekipie oddać.
Jest jednak wiele przykładów świadczących o tym, że Prezydentowi brakuje spójnego, systematycznego programu współpracy z organizacjami pozarządowymi i zagospodarowania potencjału w nich tkwiącego. Urząd i sam Prezydent widzi i woli widzieć w tych organizacjach raczej swoich klientów a nie partnerów.
O braku konsekwencji świadczy np. projekt przyszłorocznego budżetu, gdzie środki na pomoc grantową dla stowarzyszeń zostały, w stosunku do roku obecnego, znacząco uszczuplone.
Na II Prezydencki Raut Charytatywny, zorganizowany w przeddzień Święta Niepodległości, który skądinąd staje się dobrą tradycją wprowadzoną przez Ryszarda Ścigałę, nie zostali zaproszeni przedstawiciele wielu stowarzyszeń, które zresztą zorganizowały cały szereg przedsięwzięć, korelujących z obchodami 90. rocznicy Odzyskania Niepodległości.
Wymowa tego gestu została przez szefów tych stowarzyszeń odebrana jednoznacznie. Według nich Prezydent wydał następujący komunikat: nie jesteście mi do niczego potrzebni, nie uważam waszej działalności za wartą większej uwagi.
Co gorsza, nic nie wskazuje na to, że coś szybko się zmieni we wzajemnym odbiorze a temperatura relacji wzrośnie. Prezydent nie ma ( na własne życzenie) żadnej płaszczyzny do porozumiewania się ze stowarzyszeniami. Okazję do poznawania danej organizacji, jej działalności i pomysłów, daje mu co najwyżej lektura suchych formularzy wniosków grantowych i rzadkie rozmowy, o które zabiegają same stowarzyszenia, próbując załatwiać doraźne problemy. Na palcach jednej ręki można wymienić stowarzyszenia, które dostąpiły swoistego zaszczytu odwiedzenia ich przedsięwzięć (w wielu przypadkach cyklicznych, tzn. takich, w których okazja była wielokrotna) przez Prezydenta lub kogoś kompetentnego z jego najbliższego otoczenia (tzn. zajmującego się tematyką działalności danego zrzeszenia).
A przecież nadzieję na większe niż u poprzednika zrozumienie dla roli i aktywności organizacji pozarządowych dawały wyborcze i powyborcze deklaracje Prezydenta i jego środowiska, które koniecznie nie chciało się rozpraszać, nawet po zakończonych sukcesem wyborach. Samo zamierzenie należy pochwalić, bo np. stowarzyszenia stanowiące zaplecze poprzedników (Prawy Tarnów dla J.Rojka i Nasz Dom Tarnów dla M.Bienia) o swoim istnieniu przypominały wyłącznie w okresie przedwyborczych kampanii.Zamiast jednak odegrać rolę skądinąd bardzo potrzebnego forum tarnowskich zrzeszeń, naturalnego pomostu między Prezydentem a innymi nie-politycznymi organizacjami, zamiast integrować różne środowiska wokół spraw ważnych dla miasta, stowarzyszenie „Tarnowianie” wybrało formułę funkcjonowania jako osobny byt, w pewnym sensie konkurencyjny wobec już istniejących a często zasłużonych i doświadczonych organizacji.
W ten sposób kolejna "prezydencka" nadzieja nie doczekała się realizacji, a swoistym post scriptum do rozstania się z tą nadzieją, była groteskowa sytuacja ze stycznia br., gdy Ryszard Ścigała musiał odżegnywać się od związków ze ... stowarzyszeniem „Tarnowianie”, które uprzednio otrzymało na swój projekt (jedyny dotąd zresztą projekt "Tarnowian", o którym cokolwiek wiadomo publicznie) kilkanaście tysięcy złotych miejskiej dotacji.
W każdym razie cena, jaką zapłacił Prezydent i jego środowisko za to ewidentne faux pas, była wysoka i chyba nie warto było jej ponosić.

Pewnym dowodem zamykania się urzędu na dopływ świeżych pomysłów i inicjatyw jest także przykład hucznie ogłaszanego jesienią 2007 roku portalu konsultacji społecznych, który działa jeszcze siłą początkowego rozpędu ale po ponad roku nie jest już przez Miasto w jakikolwiek sposób promowany. Spodziewana przeze mnie odpowiedź na pytanie: jak wielu Tarnowian słyszało o tym serwisie i możliwości skorzystania z niego ? w sposób naturalny rodzi podejrzenia o wyłącznie propagandowy charakter tego przedsięwzięcia (można je zresztą wielokrotnie jeszcze wykorzystać, poprzez wzmiankowanie samego faktu istnienia takiej internetowej platformy). Przez ostatni rok żadnymi, nawet najprostszymi działaniami, magistrat nie wykazał jednak, że portal konsultacji społecznych jest dla niego ważnym instrumentem kontaktu z mieszkańcami i że traktuje go jako coś więcej niż tylko jeden z wielu medialnych „dodatków”, który zawsze można odkurzyć i powiedzieć "no, przecież jest...".

A przecież czego, jak czego, ale dbałości o koncyliarność, w deklarowanym (podkreślam: deklarowanym) przez niego modelu sprawowania urzędu, Ryszardowi Ścigale odmówić nie można.
Zauważałem i cenię wysiłki Ryszarda Ścigały na rzecz „odpolitycznienia” tarnowskiego samorządu. Upartyjnienie wyborów samorządowych i składu wybranych rad - podobnie jak on - uważam za wielkie nieszczęście. Już samą próbę zaangażowania do rządzenia, „ponad podziałami”, wszystkich liczących się sił w mieście- poprzez powołanie swoich zastępców z ich grona - uważam za spory sukces obecnego włodarza miasta. Moim zdaniem poświęcił jednak tym zabiegom za dużo czasu i energii w stosunku do dotychczasowych efektów. Nie ma co przecież ukrywać, że bez przychylności politycznego układu rządzącego krajem i swoistego patronatu, jaki roztoczył nad tą prezydenturą (i to już w momencie pojawienia się tej skądinąd świetnej kandydatury, która ożywiła kampanię przed 2 laty) najpierw jeden z rzeczników gabinetu cieni PO a potem wpływowy minister rządu w Warszawie, Ryszardowi Ścigale nie pomogłaby żadna szeroka koalicja w Radzie i Zarządzie. Jakbyśmy bowiem nie chcieli uciec od partyjnej polityki w samorządzie, to dla forsowania ambitnych projektów rozwojowych miasta coś więcej niż nawet nienaganne relacje prezydenta (Tarnowa) z rządem są niezbędne.
A właśnie ...
Najczęściej odmienianym w kampanii wyborczej Ryszarda Ścigały słowem był „rozwój”.
W pierwszych wywiadach udzielanych przez Prezydenta, po jego zainstalowaniu się na ul. Mickiewicza, najgłośniej zabrzmiały słowa żalu, że tak mało prorozwojowych projektów inwestycyjnych pozostawili w szufladach magistratu poprzednicy. Dziś jednak, gdy miasto jest rozkopane i możemy się tylko cieszyć z ilości koparek i budowlanych żurawi, które w mieście pracują, nie możemy nie zauważyć, że to przecież realizacja projektów inicjowanych przez tychże poprzedników ...
Zasługą obecnego Prezydenta będzie na pewno doprowadzenie tych projektów do szczęśliwego finału i już choćby za to warto wystawić mu pochlebną cenzurkę na półmetku kadencji, ale chciałbym nareszcie coś więcej usłyszeć o „strategicznych prorozwojowych projektach inwestycyjnych” będących autorskimi pomysłami obecnego zarządu, o których tyle (choć za każdym razem bardzo ogólnie - konkrety miały się pojawić po objęciu urzędu) mówił R.Ścigała podczas kampanii wyborczej. Mimo wyjątkowej wagi przywiązywanej przez obecną ekipę rządzącą miastem do polityki wizerunkowej i publicity, co przecież powinno czynić rzetelną politykę informacyjną szczególnie ważnym instrumentem rządzenia, poza powtarzanymi ogólnikami, wciąż nie wiemy do jakich konkretnych celów rozwojowych prowadzi Miasto ta prezydentura. Zauważając jej potencjał, wciąż mało jednak wiemy, o tym, co będzie się działo w mieście w kolejnych latach. Nie można przecież uznać za systematyczną i przemyślaną w szczegółach, wizję rozwoju miasta opartą o kilkanaście nawet remontów miejskiej sieci drogowej i ideę przyciągania lub koordynacji inwestycji uruchamianych, realizowanych lub planowanych przez Marszałka Województwa, czy Generalną Dyrekcję Dróg i Autostrad, nawet jeśli większość z tych planów suflowana jest z gabinetów przy Mickiewicza 2 lub powstaje jako efekt kooperacji.
Z dwóch ogłoszonych w tym roku publicznie, premierowych konkretów - projektowanych centrów turystyczno-sportowo-rekreacyjnych - na Górze św. Marcina i przy Romanowicza/Piłsudskiego, tylko ten drugi kompleks ma w obecnej sytuacji szansę na częściową przynajmniej realizację (dzięki tegorocznym pieniądzom z rezerwy budżetowej państwa). Ale czy na tym kończy się lista konkretnych projektów opracowywanych dziś w magistracie ?
Co w szufladach obecnej ekipy znajdą następcy, za 2 lub 6 lat ?

Zagrożeniem dla rozwoju miasta mogą być napięte stosunki z władzami ościennych gmin.
Kompletnie nie rozumiem przyjętego przez Prezydenta i jego urzędników scenariusza działań wobec nich, które przecież nie tylko nie posuwają dyskusji o rozszerzeniu tarnowskiej aglomeracji, ale wręcz mogą ją opóźnić. Boję się, że eskalacja obecnej sytuacji może doprowadzić do swoistej zimnej wojny między samorządami, które przecież muszą współpracować, żeby zrównoważony rozwój Tarnowa i najbliższej okolicy w ogóle był możliwy. To kolejny zgrzyt, który pojawia się, gdy za dobrą monetę weźmiemy deklarowaną przez Prezydenta koncyliarność. Chyba, że debaty na temat poszerzenia granic administracyjnych Tarnowa magistrat wcale sobie nie życzy...

Reasumując: już teraz nie jest to prezydentura, której musielibyśmy się wstydzić, ale to wciąż prezydentura nie w pełni jednoznaczna, w wielu miejscach niekonsekwentna.
Mam nadzieję, że Prezydent chce się uczyć na popełnionych już błędach i obraz drugiej połówki prezydentury będzie znacznie korzystniejszy. Potencjał jest ogromny.
Wyjątkowo korzystnej koniunkturze wewnętrznej (o którą zadbał sam Prezydent, tworząc „Wielką Koalicję”) towarzyszy przecież znakomita koniunktura w samorządzie regionalnym (głównie dzięki marszałkowi Ciepieli), wsparta naprawdę dużymi środkami zewnętrznymi, o które Miasto może się skutecznie ubiegać. Ważnym i prawdopodobnie najważniejszym elementem tej koniunktury są świetne relacje z rządem – via minister Grad. Konstelacji tych niepowtarzalnych dotychczas okoliczności, która może się nie powtórzyć całymi latami, nie można nie wykorzystać.
Ostateczne powodzenie tej prezydentury zależy jednak od tego, czy doczekamy się nareszcie skonkretyzowania wizji rozwoju miasta i czy Prezydent, dopuszczając do głosu nie tylko swoich dotychczasowych doradców, wykaże się odwagą w jej wdrażaniu, nawet jeśli oznaczało to będzie działania niepopularne.

Piotr Dziża
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?

Warning: mysql_connect() [function.mysql-connect]: Unknown MySQL server host 'mysql5-3.premium' (1) in /home/intarnet/www/www1.atlas.okay.pl/poll/include/class_mysql.php on line 32
Connection Error
MySQL Error : Connection Error
Error Number: 0 
Date        : Sun, October 2, 2022 22:36:49
IP          : 100.25.42.211
Browser     : CCBot/2.0 (https://commoncrawl.org/faq/)
Referer     : 
PHP Version : 4.4.9
OS          : Linux
Server      : Apache
Server Name : www.intarnet.pl
Script Name : /www1.atlas.okay.pl/index_full.html