To jest strona archiwalna
   Co to był za portal ?   
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
OGŁOSZENIA i REKLAMY (arch.)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
  Tym razem spoźniony, ze względu na długi weekend i ... własną obszerność ...    -   05/5/2009
Toleranek (4)
Uspokajamy. Brak Toleranka w niedzielny poranek 3 maja miał powody, tkwiące jedynie po stronie redakcji. Jeden z redaktorów oddawał się wypoczynkowym urokom najkrótszego od lat długiego weekendu a drugi - nieposkromionej w tym czasie innymi obowiązkami, obszernej pisaninie, którą wszak ktoś musiał przejrzeć, bo przecież pięcioletnia obecność w Unii Europejskiej (o której w najnowszym odcinku piszemy najwięcej) do czegoś zobowiązuje. Tak czy owak, za opóźnienie wypada Tolerankowiczów przeprosić. Koguciki już na płocie.

Ogloszenie
>

Oblicza totalitaryzmu: cenzura w sieci

Nie ustają wysiłki Komisji Europejskiej pracującej intensywnie nad tym, by tych nielicznych mieszkańców Eurokołchozu którzy jeszcze myślą samodzielnie, mocniej trzymać za mordę. Okazuje się, że okupujące Unię Europejską lewactwo i wolnomularstwo, mimo dzierżenia w swych rękach wszystkich „liczących się” opiniotwórczych mediów i patronatu nad prawie wszystkimi "liczącymi się" środowiskami , nie wszystkim jeszcze wyprała mózgi, czego wyrazem była chociażby konieczność zablokowania referendów w sprawie Eurokonstytucji, zwanej dla niepoznaki Traktatem z Lizbony – a to w obawie przed demokratyczną wolą społeczeństw, a także konieczność powtarzania referendum tegoż w Irlandii aż do skutku. Dlatego za kilka dni Parlament Europejski głosować będzie nad „Pakietem Telekomunikacyjnym”, który wprowadzi w Internecie – jedynym obecnie źródle wymiany niezależnej myśli - nowoczesną cenzurę! Ale po kolei... Zapraszamy do kolejnego „Tolerankowego” przeglądu wydarzeń minionego tygodnia.

Oblicza kryzysu
Najsamprzód wieści gospodarcze, czyli o kryzysie i nie tylko. Myliłby się ten, kto by pomyślał, że koncerny farmaceutyczne handlują lekarstwami. One kupczą strachem, co pokazały jakiś czas temu reklamy straszące pneumokokami i menigokokami. Od czasu do czasu dobrze też wynaleźć jakieś choróbsko. Od kilku lat w modzie jest grypa – jako że ptasia sprawdziła się doskonale, teraz przerabiamy świńską. Pewnie w magazynach zalegało za dużo szczepionek. Poza tym to znakomity sposób na ożywienie dołujących juz tyle czasu giełd. W związku z pojawieniem się świńskiej grypy akcje koncernów farmaceutycznych, mimo kryzysu, natychmiast poszły w górę. Nieco inne wiadomości nadeszły ze świata bankowości. W ubiegłym roku szef Deutsche Banku odmówił przyjęcia finansowej pomocy rządu, stwierdzając, że wstydziłby się wziąć pieniądze od państwa. Rząd zareagował wówczas oburzeniem, nazywając to podważaniem „pakietu ratunkowego” dla niemieckich banków. Dziś wszystkie te instytucje mimo pomocy dołują, tymczasem Deutsche Bank wykazał w pierwszym kwartale tego roku zysk 1,2 mld euro. Potwierdza to starą prawdę o socjale – branża finansowa czy motoryzacyjna tak długo będzie w „kryzysie”, jak długo będzie się dało doić z pieniędzy podatnika.
Rzecz jasna w tyle nie mogliśmy pozostać i my, zatem wzorem przodujących państw, w których publiczną pomoc instytucje finansowe zagrożone upadłością zaraz wypłaciły swoim dyrektorom, podobne rozwiązania chce zastosować Platforma. Nazywa się to „pakietem antykryzysowym”. Ma on bowiem m.in. znieść niektóre bariery wynikające z ustawy kominowej. Jak podała „Rzeczpospolita”, tacy na przykład „członkowie organów zarządzających jednoosobowych spółek prawa handlowego utworzonych przez Skarb Państwa lub w których udział Skarbu Państwa przekracza 50 procent liczby akcji” będą teraz mogli zarabiać sobie ile dusza zapragnie. Wysokość ich zarobków określi rada nadzorcza. Jako, że państwowe spółki obsadzone są - zapewne przez roztargnienie - przez partię miłościwie nam panującą (jej obrzydzenie do obsadzania "swoimi" stanowisk w tychże spółkach jest powszechnie znane), przeto wiemy już, na czym ta walka z kryzysem ma polegać...

Pajace w Pleplemencie
Tymczasem zawiadujący Eurokołchozem Wielcy Komisarze mają nie lada zgryz, bo coraz większej liczbie osób ten kołchoz coraz mniej się zaczyna podobać. A szczególnie już pomysły „ściślejszej integracji” której np. najbardziej chyba unioentuzajstycznie nastawieni Polacy, według badań zwyczajnie sobie nie życzą. Miarą kontestacji Wielkiej Loży jest również fakt, iż coraz mniej jewropejczyków bierze udział w wyborach do Europleplementu (w Polsce może to być nawet poniżej 20 procent), jako że lud się wreszcie na tym poznał, iż w organie tym na ciepłych synekurkach zasiada z górą ośmiuset pajaców, którzy nie mają prawie nic do powiedzenia, nie posiadając mocy ustawodawczej, jako że prawdziwe, nie wybieralne demokratycznie organa władzy znajdują się gdzie indziej - a jednym z zadań tychże organów jest wydalanie z siebie coraz to bardziej absurdalnych regulacji, żeby nasi pleplementarzyści mieli czym się zajmować i mogli do woli w poczuciu własnej ważności się utwierdzać.
Wracając do statystyk – z nimi bywa rzecz wysoce niebezpieczna i to nawet jeżeli zamówi się badanie „ze wskazaniem na” i uwzględnieniem tego kto, kogo, jak i o co tak naprawdę pyta, bo zawsze to może z tego wyniknąć coś nieprzyjemnego. Prawdę tę pojęły władze niektórych polskich publicznych spółek, które przy okazji różnych rankingów firm, odmówiły jednej z ogólnopolskich gazet podania swoich najświeższych wyników. I słusznie! Jeszcze dalej poszły władze Rosji, które w związku z kryzysem zabroniły publikacji danych o bezrobociu w ogóle. Też słusznie – wystarczy że ogłosimy, że czegoś nie ma, to nie ma, a jak jest, to jest, i basta!

Produkcja -fobii i –izmów
Ta ostatnia reguła okazuje się mieć również zastosowanie w temacie tropienia antysemityzmu, homofobii i różnych innych takich błazeństw, z postępującą rozbudową funkcjonariuszy służb socjalnych włącznie. Już bowiem ekonomiści zauważyli, że to zapotrzebowanie rodzi podaż. Im więc więcej Unia przeznacza środków na „równouprawnienie”, „monitoring”, „równanie szans” i wyszukiwanie wszelkich przejawów ciemnogrodztwa, mnożąc rozmaite agendy, pompując stowarzyszenia i fundacje, tym więcej przejawów owych udaje się odnaleźć, a nawet zbudować i to nawet bez potrzeby Żydów malujących na synagogach nocą antysemickie hasła, jak to miało miejsce w USA, a o czym wspomina w jednej ze swoich książek Waldemar Łysiak. Istnieje jednak szansa, że owe „otwarte na świat”, tolerancyjne środowiska, walczące w imię tolerancji z katolicyzmem, walczące o prawo eutanazji, zawierania małżeństw przez homosiów i adopcję przez nich dzieci, o prawo do mordowania nienarodzonych dzieci - same z siebie wyginą, a to wskutek swojego zamiłowania i troski o poszanowanie ginących roślinek, zwierzątek i wiary w efekt cieplarniany (no bo w coś wierzyć wypada) - ale dlaczego przy okazji mielibyśmy dręczyć się także my? Mam tu na myśli pionierskie badania opublikowane m.in. w niemieckim czasopiśmie „Die Welt”, z których wynika że 100 osób w pomieszczeniu o powierzchni 200 metrów kwadratowych i wysokości 4 metrów w ciągu godziny powoduje stężenie dwutlenku węgla dziesięciokrotnie wyższe, niż na kuli ziemskiej. Ponieważ ekolodzy już nie jedną bzdurę nie mającą potwierdzenia w naukowych faktach nam wepchnęli (nawiasem mówiąc człowiek jest odpowiedzialny za zaledwie parę procent C02 na planecie), tylko czekać, aż lewizna i inni zieloni w Eurokołchozie zaczną promować chodzenie w maseczkach, następnie wprowadzą noszenia ich obowiązek, a na samym końcu zaordynują dopuszczalną liczbę wdechów i wydechów na minutę, tak jak wcześniej wyznaczali krzywiznę bananów i przynależność marchewki do wielkiej rodziny owoców. I tylko wówczas istnieje szansa, że trochę tych euroszkodników wyzdycha, o ile wcześniej nie dorżną ich Muzułmanie, którzy najpóźniej do 2050 roku w niektórych krajach UE stanowić będą ponad połowę ludności – dodać trzeba ludności „nie integrującej się” z „naszą” cywilizacją, czemu z kolei dziwić mi się coraz trudniej.

Awangarda postępu
W awangardziej tej, na rodzimym urągowisku, znajdujemy coraz to nowe propozycje PO (o tym jeszcze innym razem). Wart jest zauważenia i należytego docenienia pomysł, aby konkubinaty mogły adoptować dzieci. Oczywiście w ramach „ułatwienia procedury adopcyjnej”. Dlaczego para, która nie dorosła do tego, żeby choćby zawrzeć ślub cywilny, jest dorosła do tego, aby wychowywać cudze, wypożyczone na chwilę z „bidulca” dzieci – tego nie wiem; otwartym pozostaje pytanie, co począć z dzieckiem, gdy się już parze żyjącej na kocią łapę znudzi, bo ona lub on spakuje walizki. Zapewne w ślad za tym podniosą się głosy, że jak konkubinat to i „związek partnera A i partnera B” też chce się trochę pobawić w mamusię i tatusia. Ten dyskretny ukłon w stronę homosi nie może być przypadkowy, PO z ugrupowania różowego robi się coraz bardziej czerwone, podbierając wyborców lewicy. To ostatnie zaś mogło zarejestrować swoje komitety wyborcze dzięki... głosom homosi właśnie. Lewica miała problem z zebraniem podpisów, szukało więc głosów w klubach i środowiskach gejowskich. „Poprosiliśmy o pomoc „drag queen” - przyznał „Dziennikowi” Łukasz Pałucki z SdPl, kandydat w wyborach do europarlamentu z województwa kujawsko-pomorskiego. (...)Dzięki tej akcji zarejestrowaliśmy już prawie wszędzie listy wyborcze” - chwali się Arkadiusz Kasznia, pełnomocnik koalicyjnego komitetu wyborczego Porozumienie dla Przyszłości - Centrolewica.”
Wracając do kwestii rodzinnych – PO swymi pomysłami w tej mierze nie wypadła sroce spod ogona, wszak trzeba „doganiać Europę”. No to doganiamy. Jewropa zaś proponuje, aby sądy rozpatrujące sprawy rozwodowe par składających się z obywateli różnych państw lub obcokrajowców, stosowały prawo obowiązujące w krajach pochodzenia małżonków. Skutkiem tego w całej UE, również w Polsce, w niektórych przypadkach prawem nadrzędnym wobec np. prawa polskiego będzie szarijat. Oznacza to także, że dwóch homosiów którzy wzięli ślub w Holandii, będzie mogło rozwodzić się przed sądem w Polsce. Cóż, od lat piszemy, że w UE ten rodzaj postępu nie ustaje nigdy i rozmaite regulacje będą wprowadzane „bocznymi drzwiami” – np. to nic, że nie ratyfikowaliśmy Karty Praw Podstawowych, skoro powołana została Agenda Praw Podstawowych, której działalność w każdej chwili może zostać rozszerzona na uprawnienia „dochodzeniowo śledcze”, co postuluje stosowny dokument. Ot, strażnik Wielkiego Brata na gruncie politycznej poprawności...

W szponach lewactwa
Generalnie na całym świecie, także w USA widać tryumfalny pochód lewactwa, czego wyrazem faktycznym jest chociażby to, iż prezydentem Stanów Zjednoczonych jest Obama, zaś symbolicznym - historia Miss Kalifornia, która utraciła szansę na koronę Miss Ameryka z tego też względu, iż miała czelność określić małżeństwo jako związek między kobietą i mężczyzną (nawiasem mówiąc kto do jury konkursu kobiecej piękności wpuścił homosia?). Sponsorzy odważnej Miss z rodzimego stanu nalegają, by publicznie przeprosiła homoseksualistów za „uwłaczającą ich godności uwagę” i wycofała się z „narzucania innym swej chrześcijańskiej wiary.”
Innym przykładem mogą być niedawne „pochody pierwszomajowe” lewicowych demonstrantów, np. w Berlinie, gdzie ci pokój miłujący, tolerancyjni ludzie niszczyli mienie i przez pięć godzin walczyli z policją, rzucając w nią koktajlami Mołotowa. Nieco wcześniej z kolei, bo w wielkanocny poniedziałek, pewne pacyfistyczne ugrupowanie podpaliło koszary Bundeswehry w Dreźnie...
Nawiasem mówiąc osoby takie jak Ulrike Meinhoff z terrorystycznej Frakcji Czerwonej Armii jest tam „ikoną popkultury” i o ile w Niemczech i w całej Europie tropi się „antysemityzm”, „homofobię” i „faszyzm”, o tyle jakoś nie zapadają wyroki w sprawie gloryfikacji komunizmu, stalinizmu etc., o takiej np. ekstradycji do Polski stalinowskich zbrodniarzy z Wielkiej Brytanii czy Izraela, opluwających Polaków na odległość, nie wspominając.
Nie ma się jednak czemu dziwić, że Jewroparlament ma kłopoty z uznawaniem systemu sowieckiego za totalitarny i uznawaniem popełnionych w nim zbrodni ludobójstwa, skoro większość eurodeputowanych posiada lewackie korzenie, sięgające rewolty 1968 roku, zaś kulturowe „trendy” w UE wyznaczają zboczeńcy. Tytułem przykładu: Daniel Cohn Bendit, eurodeputowany, pedofil, który pracując w przedszkolu „odpowiadał jedynie na seksualne potrzeby dzieci”, bratnia dusza Adama Michnika (obaj panowie wyrażają się o sobie w samych superlatywach). W normalnym kraju pan ów przebywałby w więzieniu, być może od czasu do czasu normalność tę naruszałyby gwałty dokonywane na pedofilu przez współwięźniów, a nie np. pouczał i strofował prezydenta naszych południowych sąsiadów. I znów trudno się dziwić, że w UE coraz głośniej odzywają się jawnie pedofiliskie lobby domagając się nie uznawania za pedofilię i przestępstwo obcowania z dziećmi wchodzącymi w okres płciowego dojrzewania. Takich tematów się jednak jakoś dziwnie nad Wisłą nie nagłaśnia, słusznie podejrzewając, że .
Kolejny przykład: niemiecki polityk Joschka Fisher, szef MSZ za rządów Gerharda Schrödera, fascynujący się postaciami Marksa czy Mao Tse Tunga (jak wielu innych), od 1968 roku członek skrajnej lewicowej organizacji „Walka rewolucyjna”, który pomagał terrorystom ze wspomnianej Frakcji Czerwonej Armii (wraz z innymi lewakami odwiedzał nawet Ulrikę Meinhoff w więzieniu by sprawdzić, czy przebywa „w godnych” warunkach). Również włos mu z głowy nie spadł. Jeszcze inny przykład – w latach 80-tych Valery Giscard d` Estegne i paru innych jeszcze urzędasów odbyło tajną naradę z wysoko postawionymi przedstawicielami Kremla, na której ustalono „politykę konwergencji” zmierzającej do połączenia zjednoczonej Europy z ZSRR – Związek Radziecki miał wpuścić trochę świeżego powietrza – kapitalizmu i demokracji, zaś Europa miała stawać się coraz bardziej socjalistyczna, aż te dwa systemy spotkają się ze sobą. W przypadku UE tak się właśnie dzieje – zmierza ona wręcz w stronę totalitaryzmu. (Rozmowa ta ujrzała światło dzienne za sprawą rosyjskiego dysydenta Władimira Bukowskiego, który wykorzystał krótki okres w którym otwarte zostały „archiwa Gorbaczowa”). W zasobach naszego portalu znajdują się obszerne nagrania wypowiedzi Władimira Bukowskiego.

UE – czas podsumowań
Na początek - kolejny już raz powtórzenie z naszej strony. To, co jest niewątpliwym sukcesem minionego pięciolecia - zniesienie ceł i wprowadzenie innych zasad wolnego handlu a także zniesienie granic wewnątrz krajów członkowskich - wbrew temu, co przypisuje się UE, nie jest jej zasługą, o czym zaświadcza przykład krajów z dobrodziejstw tych korzystających, a które do politycznego, coraz groźniejszego tworu, jakim Unia chce się stawać, nie przystąpiły.
W rozlicznych podsumowaniach naszego członkostwa w UE (o którym dziś mówi się już prawie bez nabożeństwa, co uznać można za niemały sukces eurorealistów) brak nam jakoś choćby próby podsumowania tego „co straciliśmy”, czyli „czego nie widać”, a więc skutków dostosowania naszego prawa do unijnego. Choć właściwie pewne rzeczy widać, jak likwidowanie pod dyktando Unii kolejnych dziedzin gospodarki, m.in. za sprawą limitów. Najświeższym przykładem może tu być upadek stoczni, z czego taki oto mamy pożytek, że przynajmniej ponad wszelką wątpliwość wiemy już, że odpowiada za to właśnie Unia Europejska, a to za sprawą pierwszego wyroku sądu, uznającego, iż spot wyborczy PiS obciążający odpowiedzialnością w tym względzie PO, zawierał nieprawdziwe informacje.
Do UE weszliśmy bez wątpienia na ugiętych kolanach – proszę sobie przypomnieć symboliczne dopłaty dla rolników, znacznie mniejsze niż w innych krajach, albowiem jesteśmy państwem „drugiej kategorii”. Mniej więcej gdzieś koło 2013 roku mieliśmy osiągnąć pełny poziom dopłat, tymczasem czeka nas wówczas reforma wspólnego rynku rolnego i znów obejdziemy się smakiem, tak jak obeszliśmy się smakiem zrobieni w bambuko godząc się na unieważnienie „Nicei”.
Tymczasem z rozbawieniem czytamy w „Dzienniku” tekst, w którym autor pisze, iż eurosceptycy ostrzegali, iż po przystąpieniu do UE Polska straci suwerenność i będzie musiała podporządkować się „dyktatowi Brukseli”, na co jego rozmówca stwierdza: „nie, co prawda dwie trzecie ustaw przyjmowanych przez Sejm wynika z ustaleń przyjętych w Brukseli. Jednak w przeważającym stopniu chodzi o normy towarów, usług czy zasady współpracy gospodarczej, które w globalnym świecie i tak wymagałyby międzynarodowych norm.” No właśnie, znów kłania się przykład stoczni. Osobom mniej spostrzegawczym przekonstruuję to zdanie: „co prawda dwie trzecie polskiego prawa stanowione jest w Berlinie, Paryżu i Brukseli ale pozostajemy państwem suwerennym i niepodległym”.
Poza tym ostatnie dni przyniosły serię kolejnych publikacji - bredni straszących z jednej strony kryzysem, a z drugiej, jako remedium, szermujące przystąpieniem do strefy euro i „ściślejszą integrację” Eurokołchozu.
Jeszcze inne tajemnice odkrywają się przed nami za sprawą wywiadu z profesorem Stanisławem Gomułką (także w „Dzienniku”). Pan profesor ostrożnie stwierdza, że największą korzyścią z naszej akcesji „wbrew pozorom nie są ogromne środki, które dostaliśmy”, tylko „rozwiązania prawne i wysoka jakość ustaw, jaką na nas wymusiła Bruksela”. Szkoda, że pan profesor nie rozwinął tej myśli i nie wskazał tych ustaw i ich dobrodziejstw i warto byłoby pokusić się o inny felieton i zrobić w nim to za niego. Przy okazji pan profesor odsłania niechcący ułamek prawdy na temat propagandy, którą nas karmiono przed referendum akcesyjnym; albowiem jak stwierdza: „Kiedy, jako doradca premiera Belki brałem udział w przygotowaniu Polski do wejścia do Unii, obawialiśmy się, że nasz kraj w pierwszych latach członkostwa nie tylko nie „zarobi” zbyt dużo na przystąpieniu do UE, ale wręcz będzie na minusie.” (ostatecznie podobno wyszliśmy na plus). Jakże to tak, panie profesorze, przecież mówiliście nam wtedy tylko o stuprocentowo pewnych strumieniach płynących do nas pieniędzy?!

Oblicza totalitaryzmu
System totalitarny to jak wiadomo taki system, w którym obowiązuje jedna linia myślenia, na straży której stoją odpowiedni strażnicy kontrolujący naszą korespondencję, to o czym rozmawiamy i podpowiadający jak mamy myśleć. To ostatnie czynić można za pomocą indokrtynacji – w Polsce jedynie słuszną myśl dyktuje „Gazeta Wyborcza”, największy polski szkodnik od 1989 roku. Indoktrynować trzeba jednak już od najmłodszych lat. Swego czasu nabijaliśm się, że wobec „kół europejskich” w szkołach i przedszkolach, które zastąpiły dawne Towarzystwa Przyjaźni Polsko – Radzieckiej, najlepiej mają ci, których z dawnych czerwonych flag zachowali drzewce, bo wystarczyło zmienić płótno na niebieskie i z gwiazdkami. Okazuje się jednak że sięga się już u nas coraz głębiej po zamierzchłe wzorce. Jak się jednak dowiadujemy : „MEN uważa, że sześcioletnie dzieci mogą być poddawane unijnej indoktrynacji - z zamkniętymi oczami muszą recytować grafomańskie wiersze sławiące UE.” Oto fraza z wierszyka zamieszczonego w podręczniku „Nasza klasa” autorstwa Wiesławy Żaby-Żabińskiej i Czesława Cyrańskiego (te nazwiska powinny zostać zapamiętane): “Do Unii też - należeć chcę,- to drugi dom, - więc cieszę się”. Tak trzymać towarzysze nauczyciele, ministerialni urzędnicy i towarzysze autorzy! W stosownym czasie wasza służba zostanie z pewnością zauważona i doceniona! Jak za PRL, gdy was i wam podobnych nagradzano stanowiskami, „drukowaniem”, „cytowaniem” i zakupami na stoiskach „za firankami”, dostępnymi tylko dla partyjnych aparatczyków i innej esbecji!
Oprócz indoktrynacji stosuje się również metodę zastraszania, lub niszczenia ludzi wyrzucając ich poza „obieg” społeczny, o odcinaniu dostępu do „konfitur” nie wspominając. Tu również doskonałym strażnikiem jest „Salon” oraz jego organy, czyli „Gazeta Wyborcza” i szereg pomniejszych salonowych pisemek. No i zawsze dobrze to sięgnąć po broń ostateczną -„łatkę antysemity”, „ciemnogrodu”. Doświadczyło tego wielu, w tym ulubiony pisarz jednego z nas Waldemar Łysiak, opluwany w iście esbeckim stylu – choć ostatnio w jego przypadku obowiązuje linia „przemilczania”, mimo iż nakłady książek nominowanych do nagrody literackiej „Nike” nie dorastają mu do pięt.
I może jeszcze jeden przykład, innej metody. Jedna z najbardziej znanych recenzentek teatralnych pani Stankiewicz – Podhorecka, zaliczająca się do tych nielicznych krytyków, którzy ośmielają się nazywać rzeczy po imieniu i która przed „kopulacyjno-nowofalowymi sztukami” nie klęka. Owej pani Teatr na Woli odmówił zaproszenia na spektakl „Żydówek nie obsługujemy” (czyżby teatr ten nie obsługiwał Polek?), zaś Teatr Dramatyczny w Warszawie skreślił ją z listy krytyków (za „Frondą”). Podobno pani głośno się zachowywała na jednym ze spektakli, co objawiało się szeptanym komentowaniem wydarzeń na scenie do ucha siedzącej obok osoby. Na takie szarganie świętości wyczulone uszy zbitych z pantałyku aktorów nie mogły sobie pozwolić – bo oto naruszona została nabożna dla ich scenicznych wygibasów cisza. I znów słusznie! To niedopuszczalne, by jakieś tam babsko miało czelność uświadamiać ludziom, że jeden czy drugi „modny” autor, jeden czy drugi „modny” spektakl to intelektualna kupa na podobieństwo tzw. „sztuki współczesnej” o której jeden z odważnych krytyków, zwiedzając jakąś Galerię Sztuki Nowoczesnej powiedział niegdyś: „walały się tam różne przedmioty ze sztuką nie mające nic wspólnego” (cytuję z pamięci za jedną z książek Łysiaka). Cóż, widocznie aktorzy i dyrekcja nadmiernie przywykli do tej wysublimowanej estetycznie publiczności oglądającej z uniesieniem rozkrzyczane widowiska – kopulatoria, z takimi dajmy na to „Monologami waginy” na czele. Recenzent z „Wyborczej” wystarczy! To musiał być dla nich wszystkich szok poznawczy, albowiem publiczność wrażliwa, potrafiąca wygwizdać i wytupać wciskaną im chałę, odeszła w niebyt wymordowana, jak większość inteligencji, przez Niemców i Sowietów...

Cenzura w sieci
No i wreszcie kwestia kontroli korespondencji. Oczywiście pod szyldem walki z terroryzmem i troski o bezpieczeństwo obywateli. Tu przykład dają USA – proponowany tam przez takiego jednego „demokratę” „Akt cyberbezeceństwa” zakłada nieograniczony dostęp rządowych służb do prywatnych informacji, do prywatnej korespondencji w sieci, bez uzyskiwania jakichkolwiek pozwoleń.
Podobnie i w naszym eurokołchozie. Początkiem maja eurodeputowani będą głosować nad „Pakietem Telekomunikacyjnym” (zapewne w ramach „rozwoju społeczeństwa informacyjnego”). Warto sprawdzić, jak kto nad nim będzie głosował, albowiem pakiet ten zawiera propozycje, aby dostawcy Internetu mogli legalnie ograniczać liczbę stron, jakie można przeglądać, sprzedając swoje usługi „w pakietach”. Czyli praktycznie jedynie najdroższy „pakiet” gwarantowałby pełen dostęp do wszystkich witryn. Tym samym ci, których na pełny pakiet nie będzie stać, stracą możliwość np. surfowania po niszowych portalach tematycznych, społecznościowych, nowoutworzonych witrynach, czy np. nie będą mogli korzystać z niektórych komunikatorów. Tym samym wszyscy ci, którzy rozpoczynają swoją działalność gospodarczą prowadzoną za pośrednictwem sieci, stają na straconej pozycji. Mówi się, ze to skutek lobby wielkich koncernów, które dzięki temu będą miały monopol na rynku.
Osobiście jednak sądzimy, że unijni decydenci, w wyrafinowany trzeba przyznać sposób, tak naprawdę chcą zaprowadzić cenzurę. O ile w Chinach dostęp do Internetu jest ograniczony i kontrolowany (niektóre strony są w ogóle zablokowane), o tyle w „cywilizowanej” Unii aż tak bezpośrednio zadziałać się nie da, i trzeba cenzurę zaprowadzić „w jedwabnych rękawiczkach”. Skończy się to wszystko tak, że „z przyczyn ekonomicznych” znaczna część społeczeństw nie będzie miała dostępu do wolnościowych, niepoprawnych politycznie portali internetowych. A w razie czego, zawsze można jeszcze sięgnąć po „prawo antydyskryminacyjne” i Agencję Praw Podstawowych i niebezpiecznych, bo myślących samodzielnie publicystów zamknąć lub zniszczyć finansowo karą za „homofobię”, jak to się przydarzyło pewnemu księdzu za nazwanie homoseksualizmu grzechem. Sygnał poszedł, albowiem już dawno pisaliśmy, powołując się na jedno z czasopism, że pewna grupa polskich uczonych Polskiej Akademii Nauk na zlecenie pewnej unijnej agendy opracowała raport o homofobii w polskich mediach – a w raporcie tym wymieniono wszystkie media „wolnościowe”, „nieprawomyślne” i niezależne, argumentując przy tym, że (cytuję z pamięci oddając sedno tego stwierdzenia) „sam fakt przedstawiania rzeczywistości w kontrze „my – oni”, czyli Unia Europejska, jest przejawem homofobii”.

Nie ma się co dziwić, albowiem każdy ustrój totalitarny, niczego się tak nie boi jak prawdy, jak samodzielności i niezależności swoich obywateli, która zawsze jest zagrożeniem dla tyranów. Tak krok po kroku Europa staje się krainą coraz bardziej „wolną”, „tolerancyjną” i „demokratyczną”. W takim samym stopniu (choć innymi, bardziej siermiężnymi metodami), w jakim PRL był krajem „demokracji”, rzecz jasna „ludowej”...

Na zakończenie jedna dobra wiadomość, wpisująca się w ten piękny, rocznicowy czas, a dotycząca „Okrągłego Stołu” czyli tryumfu sił światła nad siłami ciemności. Otóż, wiemy już ponad wszelką wątpliwość, że „Okrągły Stół” został przygotowany przez naszą „bezpiekę”, będąc w istocie takim „hokus pokus” dla mas umożliwiającym ocalenie tyłków i uwłaszczenie się na majątku państwowym czerwonej nomenklaturze. Chlapnęło się o tym dopiero co generałowi Czesławowi Kiszczakowi, który, jak podały media, na procesie w sprawie stanu wojennego przedstawił siebie jako „głównego architekta” tego okrągłego mebla, przy którym „miano ustalić, iż nie będzie on pociągnięty do odpowiedzialności za swą działalność przed rokiem 1989”. No jakże tak, panie generale, przecie „stan wojenny uchronił Polskę przed rozpadem państwa” i „interwencją Układu Warszawskiego”, więc o odpowiedzialności za jakąż to niedobrą działalność pan mówi ? W każdym razie, słowa generała przywracają cześć tym reprezentantom „ciemnogrodu, którzy twierdzą wręcz, iż „Okrągły Stół” powinien być symbolem narodowej zdrady i że dogadywała się tam „bezpieka” ze swoimi „tajnymi współpracownikami” lub naiwnymi jeszcze wtedy działaczami, czyli opozycją koncesjonowaną. W prawdziwość słów pana generała o „Okrągłym Stole” nie sposób przecież nie wierzyć. W końcu jest „człowiekiem honoru”.

MP, PD

Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?

Warning: mysql_connect() [function.mysql-connect]: Unknown MySQL server host 'mysql5-3.premium' (1) in /home/intarnet/www/www1.atlas.okay.pl/poll/include/class_mysql.php on line 32
Connection Error
MySQL Error : Connection Error
Error Number: 0 
Date        : Sat, March 2, 2024 12:38:23
IP          : 3.235.145.108
Browser     : CCBot/2.0 (https://commoncrawl.org/faq/)
Referer     : 
PHP Version : 4.4.9
OS          : Linux
Server      : Apache
Server Name : www.intarnet.pl
Script Name : /www1.atlas.okay.pl/index_full.html