Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Igrzyska na urągowisku    -   10/5/2009
Toleranek 5
„...gdyby któregoś niedzielnego poranka zabrakło w tym miejscu "Toleranka" to będziecie Państwo wiedzieć, jak to interpretować...” Nasze koguciki witają Was ponownie, co oznacza, że „jeszcze można”. Tym razem postanowiliśmy przyjrzeć się m.in. igrzyskom zwanym „wyborami”, lustrując przy okazji również sam budynek europarlamentu. Odświeżamy ponadto nasze „narodowe srebra”, bo zawsze to dobrze sobie przypominać, jakie to świętości wnoszone do Unii Europejskiej są dziś polską racją stanu.

Ogloszenie
>

Olejniczak pokazuje, co w nim najlepszego
No to nastał nam czas igrzysk pod nazwą „wybory do europarlamentu”. O co w tym wszystkim chodzi, wyjaśnił w „Dzienniku” Robertowi Mazurkowi Wojciech Olejniczak, który wcześniej obnażył swój tors na okładce „Wprost”. No cóż, każdy zachwala swoje wdzięki jak umie i zgodnie z tą zasadą z pewnością pan Wojciech pokazał to, co w nim najlepszego. Szef klubu SLD sam zresztą przy tym stwierdza, że rozebrał się dlatego, „żeby jakoś przyciągnąć uwagę do spraw europejskich, opowiedzieć przy okazji, o co w tych wyborach chodzi”. Przeprowadzający wywiad Robert Mazurek przytomnie wówczas zauważył, że w wyborach chodzi zatem o „klatę”; my ze swojej strony jeszcze dorzucamy, że w całej tej Unii Europejskiej w wyborach do Europarlamentu nie chodzi o ów tors sam w sobie, ani o tors Olejniczaka nawet, ale o „tors obnażony”; esencją i istotą UE jest po prostu obnażanie się w ogóle i trudno winić pana Olejniczaka o obnażenie akurat torsu – skoro tylko tors miał do zaoferowania, mężczyzną będąc - bo gdyby był kobietą, z pewnością jak sądzę obnażyłby piersi. Z gestu oraz wyznania lidera SLD płynie taki jeszcze pożytek, że skoro o to właśnie w całej tej kampanii chodzi, w następnej kolejności, wiedziona przykładem, coś obnażyć powinna Joanna Senyszyn – no chyba że pani Joanna uzna, że jednak ma coś lepszego niż Olejniczak do pokazania tudzież zaoferowania.
Ale powróćmy do pana Olejniczaka. Jego wspomnienia z owej pamiętnej fotograficznej sesji dla „Wprost” ujmują dziewiczą prostotą i ufnością: „była miła atmosfera, fotograf poprosił, bym zdjął krawat, a może jeszcze rozpiął koszulę, jeszcze jeden guzik, OK., na wszystko się zgodziłem”. Gdyby wspomniany wywiad miał miejsce na antenie radiowej, z intymnymi wrażeniami Wojciecha Olejniczaka wyniesionymi z sesji z panem fotografem doskonale korespondowałaby lecąca w tle melodia „Czerwone korale”: „Potem mnie na wycieczkę wziął - I na wycieczce tej - Mą bieluźką bluzkę zmiął - Wszyscy mi zazdrościli tam - Gdy wróciłam i gdy - W pomiętej bluzeczce szłam”. Wobec takiej ufności (mamy tu rzecz jasna na myśli ufność wobec fotografa) jakżeby wyborca nie miał zaufać panu Olejniczakowi.
Czytając wzmiankowany wywiad w „Dzienniku” trudno nie oprzeć się również wrażeniu, że podobne jak nam skojarzenia chodziły po głowie panu Mazurkowi, na co może wskazywać poniższy fragment rozmowy, który zostawiamy jako puentę; Mazurek pyta: „Skąd ta opalenizna? – Ze spotkań z wyborcami. – W solarium się spotykacie? – Ale proszę wybaczyć, o, tu jestem nieopalony (Wojciech Olejniczak podnosi nogi i podciąga nogawki do kolan). – Czuję się nieco skrępowany. Czy w ramach rewanżu też powinienem pokazać panu łydkę?”
Oj, panie Mazurek, my tam byśmy chętnie, ten tego, łydkę, i to z potężnym rozmachem...

Pleplement, diabeł i święcona woda
Z tym całym Parlamentem Europejskim to jest w ogóle dziwna i delikatna sprawa. No bo praca w nim może okazać się niebezpieczna, skoro w 2008 roku zawaliła się część dachu w sali plenarnej w Strasburgu. Naszym kandydatom na eurodeputowanych rzecz to jednak nie straszna i gotowi są oni do największych poświęceń, byle tylko móc godnie bronić naszych interesów. Tyle że z tymi interesami i innymi wartościami to jednak też nic pewnego, bo przynajmniej w przypadku niektórych kandydatów należałoby mówić raczej o obronie i propagowaniu „wartości europejskich” w Polsce, niż polskich w Europie.
Ale wróćmy do gmaszyska Europarlamentu. Otóż okazało się właśnie, że najpoważniejszym zagrożeniem dla jego konstrukcji nie jest bynajmniej fuszerka budowlana, ulewne deszcze, silne wiatry, przeciążenia wynikające z nadmiaru eurodeputowanych i urzędników czy inne zagrożenia, w tym rzecz jasna zmiany klimatyczne wynikające z modnego ostatnio efektu cieplarnianego, już teraz objawiającego się rozstrojem umysłowym pleplementarzystów. Otóż PE wydał właśnie nowy przepis, w myśl którego woda święcona i dym kadzidła mógłby niebezpiecznie zagrozić konstrukcji owego budynku. Stąd też ci deputowani, którzy będą chcieli poświęcić swoje biura, będą zmuszeni dokonać tego bez użycia wody święconej i kadzideł. Skoro kilka kropel wody święconej i kadzidło „źle wpływa na wnętrze budynku”, należy nie tylko drżeć o życie naszych reprezentantów obradujących w pomieszczeniach o tak delikatnej, choć niewątpliwie zgodnej z unijnymi normami konstrukcji, ale w ogóle należy domniemywać, że poprzednie zawalenie się dachu było bezpośrednim następstwem użycia poświęconej przez kapłana wody. Odpowiedni funkcjonariusze służb powinni sprawdzić, któryż to z polskich eurodeputowanych spowodował tak poważne uszkodzenia tego przybytku. Poza tym, aż strach pomyśleć, jakiż to kataklizm dotknąć musiałby niechybnie ten cały europarlament, gdyby niektórzy posłowie przeprowadzili w nim jakąś procesję, o egzorcyzmach nie wspominając. Na szczęście katastrofa ta nam nie straszna, jeśli tylko do jewroparlamentu zostaną wybrani odpowiedni kandydaci, walczący o „wolność światopoglądową”, potępiający zabobony, zmagający się z dyskryminacją i wszelkimi przejawami „narzucania” innym katolickiej wiary. Nie wiemy wprawdzie, czy taki np. Olejniczak lub pani Senyszyn też, wzorem postępowych eurodeputowanych, boją się jak diabeł święconej wody, ale podejrzewam, że przynajmniej czosnek im nie straszny. Rzecz jasna może zagrażać im jeszcze osinowy kołek, ale i ten problem da się stopniowo rozwiązać – takie na przykład Niemcy chcą bowiem zaostrzyć przepisy dotyczące posiadania broni, w tym wprowadzić zakaz gier symulujących zabijanie, jak paintball. Jak postuluje ktoś w komentarzu zamieszczonym pod tą informacją na stronie „Najwyższego Czasu!” w następnej kolejności należałoby też zakazać trenowania boksu czy innych sztuk walki. Współzawodnictwo w grze w piłkę nożną również jest dostatecznym bodźcem do morderstwa (biedy Donek). Zaś z uwagi na fakt, iż wiele masowych morderstw popełnionych zostało w ostatnich latach przez osoby nie karane, bycie osobą nie karaną świadczy niewątpliwie o „spaczonej psychice i planowanym masowym morderstwie zakończonym samobójstwem”.

UE – ile to nas tak naprawdę kosztuje
Dlatego też wkrótce w UE ludzie będą się dzielić na „już ukaranych” i „jeszcze nie ukaranych”. Rzecz jasna poza wyjątkową grupą brukselskich decydentów, eurodeputowanych – pedofili, eurodeputowanych – terrorystów itp., o czym podając przykłady pisaliśmy w poprzednim felietonie. Stanie się tak za sprawą mnożących się unijnych regulacji, których państwa członkowskie nie są już w stanie ogarniać. Jak podał w „Najwyższym Czasie!” Dariusz Kos, powołując się na dane brytyjskiej fundacji „Open Europe”, w roku 1998 zbiór wszystkich praw Wspólnot Europejskich obejmował 10.800 aktów prawnych, które powstały w ciągu 40 lat. Po ostatnich 10 latach, mamy już 26.500 unijnych dyrektyw i rozporządzeń. Co roku powstaje ich w Brukseli prawie 1.600...
Zjawisko to ma jeszcze jeden wymiar – otóż myliliśmy się pisząc w poprzednim felietonie, że nikt nie pokusił się o policzenie ile wynoszą koszty członkostwa w UE, ze szczególnym wskazaniem na koszty dostosowania prawa. W wspomnianym artykule znajdujemy takie wyliczenie. Cytuję: „Realizacja praw, dyrektyw i rozporządzeń Komisji Europejskiej kosztuje Polskę prawie 5 miliardów euro rocznie. W ciągu pierwszych pięciu lat członkostwa w WE wydaliśmy prawie 28 miliardów euro na zrealizowanie unijnego prawa. (...) Rocznie wydawaliśmy na dostosowanie polskiego prawa do wspólnotowych rozwiązań 4,8 mld euro, czyli 21 mld zł – to tyle ile fiskus przez dwa lata zbiera pieniędzy z akcyzy na paliwa i niewiele mniej niż wynosi deficyt polskiego budżetu państwa. (...) Minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz ogłosił właśnie, iż w ciągu ostatnich pięciu lat nasze państwo jest na „plusie” 14 mld euro. (...) Porównajmy to z kosztami realizacji przez 5 lat wspólnotowego prawa – 24 mld euro – daje nam to 10 mld euro strat.” Roczny koszt wdrażania unijnego prawa dla gospodarek 27 państw to prawie 161,5 mld euro...

Narodowe srebra: Wałęsa, Juszczenko i homosie
I jeszcze jedna wiadomość z rodzimego Urągowiska. Otóż okazało się, że do naszej skarbnicy świętości narodowych przynależy nie tylko Lech Wałęsa, którego co prędzej do konstytucji należy wpisać. W skarbnicy tej powinna znaleźć się również, zapewne jako jakaś mniejszość, Ukraińska Powstańcza Armia i jej podobne organizacje, słynne bestialskim ludobójstwem dokonanym m.in. na polskiej ludności cywilnej. Tak przynajmniej zawyrokował Katolicki Uniwersytet Lubelski, który chce przyznać doktorat honoris causa Wiktorowi Juszczence, pod którego światłym przewodem trwa właśnie na Ukrainie akcja gloryfikowania bandytów i zwyrodnialców z UPA i stawiania im pomników. Przypomnijmy – że gloryfikacja UPA jest naszą obecną racją stanu, przekonał nas swoim przykładem prezydent RP, jak wiadomo z „patriotycznego” ugrupowania o nazwie PIS, który wycofał w ostatniej chwili swój patronat nad uroczystościami upamiętniającym ludobójstwo Polaków na Kresach, by przyjąć patronat nad odbywającym się w tym samy czasie festiwalem kultury ukraińskiej. Tak czy owak, to kolejny przejaw procesu, w którym z nazwy Katolicki Uniwersytet Lubelski, prawdziwy staje się co najwyżej jeden wyraz: Lubelski.
Kolejna mniejszość trafiająca do naszego panteonu a najlepiej i konstytucji, to homosie. Tak chce Rzecznik Praw Obywatelskich i Kampania Przeciw Homofobii. Na tym odcinku rewolucyjną czujność wykazała jeszcze inna uczelnia – UKSW. Jej rektor odwołał konferencję „Homoseksualizm z naukowego i religijnego punktu widzenia”, dołączając tym samym kierowaną przez się placówkę do grona tych uczelni, w których o swobodnej wymianie myśli nie ma mowy. Jako że swobodna wymiana myśli jest gwarantem nauki, otwartym pozostaje pytanie czym wobec tego UKSW się zajmuje. Kolegium Rektorskie UKSW w oświadczeniu napisało, że ta decyzja to nie efekt presji mediów, ale „obawa o bezpieczeństwo studentów”. A oto i fragmenty oświadczenia: „UKSW – jak każdy uniwersytet - jest miejscem poszukiwania prawdy i jego społeczność nie boi się podejmowania trudnych tematów. (...) Odwołanie konferencji nt. homoseksualizmu podyktowane zostało troską o bezpieczeństwo studentów oraz całego środowiska uniwersyteckiego. Różne grupy zainteresowane konferencją, na krótko przed terminem rozpoczęcia sesji, zapowiedziały jej zakłócenia. Mieliśmy zbyt mało czasu, aby zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom spotkania. W tej sytuacji studenci przenieśli obrady poza obszar Uniwersytetu” (przytulił ich Dom Rekolekcyjno – Formacyjny przy ul. Dewajtis w Warszawie i to w ciągu kilku godzin).
Nie trudno odgadnąć, jakież to stwarzające zagrożenie grupy miało na myśli kolegium. Jedyne środowisko zainteresowane zakłóceniem tej konferencji to lobby gejowskie. Tym samym czcigodni rektorzy wskazali, iż odwołali konferencję ze strachu przed zadymiarzami z organizacji w rodzaju Cośtam Przeciw Homofobii. Piszę „zadymiarze”, no bo przecie „zagrożenie dla studentów” mogą stwarzać tylko „zadymiarze” i huligani. Z tej perspektywy opinia pana rektora obawiającego się, że bezpieczeństwo studentów może zostać zagrożone z wiadomej strony jest bezcenna – może wreszcie na listach polskich specsłużb, obok skinów, kiboli, faszystów oraz patriotów nazywanych antysemitami, narodowcami czy faszystami, jako środowiska niebezpieczne, stwarzające zagrożenie dla polskiego państwa, porządku społecznego i polskiej racji stanu, a więc wymagające infiltracji - znajdą się także aktywiści spod tęczowego znaku. Tylko czy aby zachowanie rektora, który nie pozwolił wyszaleć się wiadomym aktywistom, uniemożliwiając im wykrzyczenie swojego jedynie słusznego protestu w obronie ich gwałconych konferencją praw, nie trąci aby homofobią? Przecież ci weseli, tęczowi ludkowie zostali w ten sposób ocenzurowani...

Zakaz trzymania na łańcuchu - tylko dla psów, nie dla ludzi
Na zakończenie jeszcze jedna dobra wiadomość, nie tylko a propos unijnej, legislacyjnej biegunki. Otóż, kiedy również i nam zabronią bawić się w paintbal, o wyobrażaniu sobie w roli wrogów naszych światłym reprezentantów nie wspominając, zawszeć to, przynajmniej teoretycznie, jednego czy drugiego pleplementarzystę będziemy mogli poszczuć psem. Albowiem nasza eurodeputowana Urszula Gacek złożyła w trybie pilnym zapytanie do Komisji Europejskiej zapytanie w sprawie... wprowadzenia na poziomie Unii Europejskiej zakazu przetrzymywania psów na łańcuchach. Jak czytamy: „Organizacje i towarzystwa, których statutowym celem jest ochrona zwierząt, na przykład poprzez akcję ”Zerwij łańcuchy”, walczą o wprowadzenie przepisów prawnych zabraniających trzymania psów na łańcuchu lub innego rodzaju uwięzi.”
Cóż, zwierzęta w Unii mają się dziś lepiej niż ludzie, zwłaszcza nienarodzone dzieci, o które w PE nie ma się kto upomnieć. A człowiek, hmm – też, jak pies na coraz krótszym łańcuchu, tyle że niewidzialnym – łańcuch ten natychmiast wszakże szarpnie objawiając swoją obecność, gdy wybiegnie się poza małe, gówniane klepisko politycznej poprawności i obywatelskiej wolności... Niektórzy nawet sami potrafią się za łańcuch szarpnąć – jak ów rektor uczelni, obawiający się najwyraźniej utraty rozmaitych unijnych grantów. W końcu, jak to zauważa Stanisław Michalkiewicz, przyznanie grantu zależy m.in. od „reputacji” uczelni, tu zaś jednym z kryteriów jest nieobecność na niej... przejawów homofobii...

MP, PD
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 

Komentarze internautów:   (Liczba komentarzy : 4)Dodaj komentarz
(10-05-2009) JAK :
Na ciekawe grono autorytetów powołują się felietoniści: w poprzednim tekście był Łysiak, w niniejszym - periodyk "Najwyższy Czas". Bez komentarza.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(10-05-2009) heh :
moze sie od zyzaka nauczyli

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(10-05-2009) ech :
po co wam to czytać. Wyborcza wystarczy. Michnik jako autorytet podpowie, co o tym myśleć. Jak widać, nauka nie poszła w las

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(11-05-2009) jasmina :
Tym razem całkiem fajny felieton. Mało osobistych wycieczek, a więcej humoru. Tak trzymać panie P.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


W związku z pracami modernizacyjnymi na portalu możliwość komentowania artykułów została wstrzymana do momentu oddania nowej wersji serwisów. Prosimy o cierpliwość, przepraszając za niedogodności.

Portal inTARnet.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy. Redakcja zastrzega sobie jednak prawo do usunięcia lub skrótu komentarza naruszającego prawo, zasady współżycia społecznego lub NETykiety. Jeżeli uważasz, że którykolwiek wpis narusza czyjeś dobra - zgłoś nadużycie, wysyłając e-mail na adres:
redakcja@intarnet.pl


© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947