Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Tylko w inTARnecie niedzielę możecie teraz rozpoczynać jak przed laty ...    -   17/5/2009
Toleranek (6)
Tęskniąc za charakterycznym kogucikiem na płocie, nie możemy dziś stronić od "ducha czasu". Tym razem w naszym cotygodniowym, niedzielnym cyklu, wykraczającym poza lokalne opłotki, próbujemy zgłębić fenomen medialnej krucjaty, jaką w trakcie trwającej kampanii wyborczej zapewniono partii Libertas oraz inicjatywie legislacyjnej, która już za kilka dni procedowana będzie w polskim Sejmie a dotyczącej penalizacji zachowań agresywnych wobec osób o "odmiennej" orientacji seksualnej.

Ogloszenie
To wprost niewiarygodne, jak wiele uwagi ogólnopolskie media poświęcają paneuropejskiej partii Libertas, którą w naszym kraju organizują politycy związani z niewielkimi i mało znaczącymi partyjkami prawicowymi (i takimi, którym wydaje się, że są prawicowe). Najpierw w jej reklamowanie zaangażowała się pani Lis i spółka, odmawiając przeprowadzenia wywiadu z liderem tego ugrupowania, potem po swojemu Libertas „uwiarygodnił” Lech Wałęsa i w ogóle od jakiegoś czasu we wszystkim mediach nic, tylko „Libertas”, „Libertas”, „Libertas”. Taki np. „Dziennik” w piątkowym numerze z 15 maja o partii tej pisze na wszystkich pierwszych sześciu stronach: „Wałęsa rękę w rękę z Ganleyem” – krzyczy nagłówek, „Bohater z politycznej wyprzedaży” – pisze w komentarzach na drugiej stronie Cezary Michalski; wreszcie strona trzecia: „Platforma ostrzega Wałęsę” i „Marszałek Komorowski zamyka drzwi przed Libertas”; strona czwarta: „Partia miliardera chce uciułać milion” i „Egzotyczne układy Ganleya bez szans w eurowyborach”, strona piąta donosi o uczestnictwie Wałęsy w wiecu Libertas w Madrycie: „TVP nie transmitowała Lecha Wałęsy” (nawiasem mówiąc strach pomyśleć co by to się stało z naszą narodową świętością, gdyby Lechu „został transmitowany” – tylko gdzie?); również strona szósta w całości poświęcona jest wiadomemu zagadnieniu (np. tekst „Wałęsa robi duży błąd, wiążąc się z Libertas” – tak radzi abp Tadeusz Gocłowski).

Wobec takiej bezcennej, gratisowej reklamy, zaczęliśmy się zastanawiać, jaka to tajemnica kryje się za tym cudownym pi-arem, albowiem w polityce, gdy już zdarzają się jakieś „zbiegi okoliczności”, to są one starannie aranżowane. Zadając sobie zatem pytanie „kto na tym korzysta” nie sposób odnieść wrażenia, że... Platforma. PO traktuje „Libertas” jak polityczny folklor i plankton. Można go jednak umiejętnie wykorzystać, przeciągając część prawicowych, uniosceptycznych i patriotycznie usposobionych wyborców z elektoratu PiS do Libertas właśnie, osłabiając w ten sposób przed eurowyborami Prawo i Sprawiedliwość, co w kontekście skomplikowanej ordynacji forującej zdecydowanych zwycięzców, może zapewnić PO kilka mandatów europoselskich więcej. W tym kontekście, owa reklama ugrupowania, które nawet uniosceptycznym za bardzo nie jest – bo jego naczelnym celem jest jedynie demokratyzacja procesów decyzyjnych w łonie UE i sprzeciw wobec antydemokratycznych zapisów Traktatu z Lizbony – staje się jak najbardziej pożądana, ze wskazaniem na treści demonizujące to ugrupowanie, przyprawiające mu gębę tworu hamulcowego, antyrozwojowego i w ogóle. Nie powinny zatem dziwić ani wysiłki marszałka sejmu, zmierzające do usunięcia Libertas z korytarzy sejmowych, ani starania posła Palikota, który promuje Libertas słowami: „To jest partia prorosyjska, w tym też z elementami faszyzmu. Powinno się przed tym chronić (...)”. I taka jest właśnie cała tajemnica tego medialnego cyrku.

Nieco inną taktykę stosuje się natomiast względem cieszącego się, przynajmniej na starcie eurokampanii, podobnie niewielkim jak Libertas, poparciem - UPR. Z dziwnych względów Unię Polityki Realnej pomija się w zamieszczanych w mediach statystykach, podczas, gdy te same statystyki potrafią uwzględniać cieszący się jeszcze mniejszym poparciem plankton. Pewne światło rzuca na ów fakt jeden z kilku podobnych listów, które otrzymał od czytelników „Najwyższy Czas!” Podpisany z imienia i nazwiska czytelnik pisze, jak w związku z kampanią wyborczą do Parlamentu Europejskiego otrzymał „sondażowy” telefon z GfK Polonia, w którym pan po drugiej stronie słuchawki zapytał się, na kogo ów czytelnik zamierza głosować, podając listę komitetów wyborczych, na której brakowało UPR właśnie. Ankietowany zareagował sugestią, żeby GfK Polonia raz jeszcze przyjrzało się, jakie komitety zarejestrowały się w Państwowej Komisji Wyborczej w tym okręgu, po czym mężczyzna z „sondażowni” tłumacząc się złą jakością połączenia odłożył słuchawkę. Cytuję co było dalej: „Po kilku minutach zadzwoniła panienka, też z GfK (...) zaproponowałem, przesłanie linku do PKW, by sobie sprawę ostatecznie wyklarowała. Niby łaskawie zapisała sobie coś na boku, że głosuję na UPR, ale zaraz zapytała: „A jeśli nie na UPR, to na co innego?”
Między innym tak, drodzy Państwo, powstają w Polsce sondaże, które następnie śledzicie w telewizorach. Podobnie manipuluje się informacjami, metodą przeinaczeń, przemilczeń – np. gdy podaje się, że tylu i tylu uczestników „Parady Schumana” opowiedziało się za tym i owym, bez dodawania, iż impreza ta jest paradą euroentuzjastów, na których składa się elektorat Lewicy i różowej PO, albo gdy tytułuje się wiadomość „Gdańsk przeciw związkowcom” (czy jakoś tak) podczas gdy w istocie chodzi o protest prezydenta tego miasta.

A skoro już o PO mowa – pół żartem pół serio można stwierdzić, iż fakt kandydowania do PE pani Róży Thun może podatników drogo kosztować. Otóż okazało się jakiś czas temu, że pani Róża musi znaleźć się na kartce do głosowania pod swoim pełnym nazwiskiem. To zaś jest niezwykle długie i pełne tytułów i na owej kartce się nie mieści. Jako że wydrukowanie jej nazwiska mniejszą czcionką mogłoby zaraz zostać zaskarżone, jako wyróżniające kandydata i podważające wynik wyborów, mogę domniemywać, że PKW będzie musiała wydrukować karty do głosowania na nowo. Pytanie, czy dopuszczalne jest, by w różnych okręgach wyborczych obowiązywały różne wzory takich kart ? Być może zatem, Państwowa Komisja Wyborcza będzie musiała wydrukować nowe karty dla wszystkich okręgów w kraju. Abstrahując od kosztów takiego przedsięwzięcia, należy wyrazić wątpliwość czy zdąży, tym bardziej, iż obowiązują chyba jakieś procedury przetargowe no i nie wiem – czy wzór karty opracowywany jest w drodze ustawy, czy np. ministerialnego rozporządzenia?

Tak czy owak, obserwując kolejne zbliżające się wybory, trudno nie zauważyć, że obecne w parlamencie, utrzymywane przez nas partie, przede wszystkim zaś PiS i PO robią wszystko, by pokazać, że nie ma dla nich alternatywy. Pseudoliberalne PO i pseudoprawicowy, socjalizujący PiS korzystają z tego, że przez lata różowy „Salon”, mając media, prał ludziom mózgi, wyczyniał z opinią publiczną różne hokus pokus, bo też i niewielu ma czas, ochotę, możliwości i umiejętności patrzenia na różne „sensacje” i „fakty medialne” przez pryzmat innych, w cieniu rozgrywających się wydarzeń. Ów Łysiakowy, jak najbardziej realny „Salon” potrafił zawsze zakrzyczeć, zakłamać, zrelatywizować, przykryć łatkę oszołomów kogo chciał. W tym kontekście cieszą informacje o tym, że potężna, potrafiąca odwoływać konferencje na katolickiej uczelni i zwalniać ludzi ze stanowisk „Gazeta Wyborcza” ma się jakby gorzej – koncern „Agora” ogłosił niedawno że duża redukcja zatrudnienia będzie jeszcze większa niż planowano, a sama „GW” spadła na trzecie miejsce najczęściej cytowanych gazet, za inne ogólnopolskie dzienniki, mające znacznie mniejszy nakład – czyli: przestaje być opiniotwórcza.

Na koniec powróćmy do początku. Otóż, jeśli nieoczekiwana promocja „Libertas”, obliczona jest istotnie na osłabienie PiS, na czym skorzystałoby przede wszystkim PO, mogłoby to być szansą dla autentycznej, polskiej prawicy – gdyby takie ugrupowania jak UPR utworzyły z Libertasem wspólny front. Tak się jednak nie stało i znów możemy mieć rozdrobnienie głosów, zniechęcony, nie interesujący się elektorat i tych samych macherów przy żłobie. Może więc mimo wszystko warto pójść do urny i zagłosować na kogoś innego niż dotąd, na „oszołomów” i „zaplutych karłów reakcji”?

Homofobia groźniejsza od faszyzmu, czyli homoseksualny faszyzm

Jednocześnie w mediach i rozmaitych kuluarach, oprócz wyborczej, toczyła się jeszcze inna ofensywa. Otóż, grupa posłów PO, SLD i Centrolewicy chce, „po wcześniejszych staraniach” Kampanii Przeciw Homofobii i Rzecznika Praw Obywatelskich, zapewne z braku innych pomysłów i sukcesów, znowelizować kodeks karny, wprowadzając zapis o obrażaniu osób o "odmiennej" orientacji seksualnej". Za agresywny czyn wobec nich groziłaby kara do pięciu lat więzienia. Tym samym, jak zauważa to redakcja „Frondy”, znieważanie homosia byłoby zagrożone karą wyższą, niż ta jaka została przewidziana za propagowanie faszyzmu (dwa lata)! Wszystko rzecz jasna w ramach „przystosowania polskiego prawa do standardów panujących w Unii Europejskiej”.

Nie dziwota więc, że jak pisaliśmy poprzednim razem, katolicka uczelnia o nazwie UKSW odwołała konferencję naukową, na której miano mówić m.in. o leczeniu homoseksualizmu. Nawiasem mówiąc część środowiska naukowego stanęła w obronie wolności dociekań naukowych i wystosowała list otwarty. Ten sam Rzecznik Praw Obywatelskich, który promuje dziś penalizację złowrogich zachowań wobec osób kochających się inaczej, sam przyłączył się do chóru zaniepokojonych decyzją rektora UKSW.
Potwierdziła się również teza, iż prawdziwą przyczyną odwołania konferencji „Homoseksualizm z naukowego i religijnego punktu widzenia” była obawa przed utratą unijnych dotacji, o czym powiedział jeden z pracowników naukowych UKSW. Skoro takie rzeczy potrafią się dziać w przypadku Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, strach pomyśleć, jakież to nabożeństwa odbywać się będą w Świątyni Opatrzności Bożej, gdy i tam uda się ściągnąć jakieś unijne „granty”. Ot, przyczynek do rozważań o niemoralności zasiłków i dotacji, w charakterze głównego lub jednego z podstawowych źródeł utrzymania; dotacji i zasiłków jako „motora rozwoju i postępu” z braku tępionego przez ów motor wolnego rynku. Czyli do rozważań o gospodarczym i kulturowym socjalizmie w UE.

Teoretycznie proponowana zmiana (w istocie rozszerzenie istniejącego zapisu w KK) może bronić również nas, "heteryków" , przed agresywnymi zachowaniami ze strony homoseksualistów. Dziwnie jakoś nikt nie zauważa jednak, że ów przepis stosować będzie można również wobec agresywnych pederastów. Czyżby unijne, anty-dyskryminacyjne warsztaty organizowane od lat dla polskich sędziów i innych funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości, odniosły już pożądany przez lobby gejowskie skutek ?

Tak czy owak o tym, w jaki jedynie dopuszczalny sposób należy mówić obecnie o homoseksualizmie, przekonuje nas, wyznaczając nowe standardy, Uniwersytet Warszawski, na którym dopiero co odbyła się konferencja o prawach homoseksualistów do „własnych” dzieci i związków „małżeńskich”. Konferencja przygotowana rzecz jasna przez gejowskie lobby, z Robertem Biedroniem z KPH na czele. O leczeniu dewiacji, oczywiście – ani słowa. Czyżby w tym wypadku władze UW nie obawiały się napaści ze strony homofobicznych, faszystowskich, prawicowych ugrupowań, dla których takie nacechowane przemocą działania są ponoć „przyrodzone”?

Faktem jest, że homosiowe lobby aktywnie sprzeciwia się ponownego uznania zboczenia za chorobę – mamy więc do czynienia jedynie z „odmienną orientacją seksualną”, tak jak „odmienną orientacją” jest zoofilia czy homofobia. Małego psikusa sprawiło im wprawdzie Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, któremu mimo starań nie udało się udowodnić istnienia „gejowskiego” genu, który udowodniłby tezę, że z homoseksualizmem się człowiek rodzi, nie zaś go po drodze nabywa. Zatem wychodzi na to, że jak coś się nabywa, to można jednak się z tego próbować leczyć, jeżeli tylko się chce. Na osłodę łez pozostaje rodzimym homoterrorystom i cenzorom politycznej poprawności chociaż parę postępowych artykułów wiszących sobie jednego tylko dnia na głównej stronie „onetu”, zdaniem którego najwyraźniej większość internautów chciałaby się w pierwszej kolejności dowiedzieć „Kiedy gej traci dziewictwo” i zanurzyć się w „Gejowski portal randkowy”.

Tymczasem o szkodach wyrządzanych przez homoseksualne lobby naszej cywilizacji mówi redakcji „Najwyższego Czasu!” (bieżący numer) profesor Paul Cameron, jeden z prelegentów tej samej konferencji, której tak bardzo wystraszyła się wspomniana wcześniej, katolicka uczelnia. W wywiadzie profesor stwierdza i uzasadnia, dlaczego homoseksualizm jest niebezpieczny dla zdrowia publicznego. Jak mówi „fundamentalną niesprawiedliwością jest to, że ludzie produktywni, pomnażający swój majątek i przyczyniający się do bogactwa innych muszą klęczeć finansowa przed osobami nieproduktywnymi i łożyć na ich utrzymanie”. Albowiem by naród, państwo mogło się rozwijać, jego obywatele muszą produkować więcej niż są w stanie skonsumować oraz założyć rodzinę i mieć potomstwo. Tymczasem do kryzysu na świecie przyczynia się kryzys demograficzny – w Polsce zastępowalność pokoleń następuje gdy jedna kobieta rodzi 2,1 dziecka, tymczasem obecnie średnia wynosi 1,3. Tym samym, jak dowodzi Cameron, za 35 lat Polaków będzie o połowę mniej (podobnie w przypadku innych europejskich nacji, jeśli nie brać pod uwagę mnożących się na potęgę muzułmanów). Jednocześnie rośnie i będzie rosła liczba osób – emerytów, na których pracować musi statystyczny Kowalski. Jaki ma to związek z homoseksualizmem? Ano taki, że po pierwsze: niewielu homoseksualistów chce posiadać i wychowywać dzieci (choć zdarza się że „homoseksualiści” okazują się „biseksualistami” i mają własne dzieci), a po drugie, według badań, wysoki odsetek dzieci wychowujących się w „rodzinie” homoseksualnej nie jest w stanie wejść w związek heteroseksualny. Około jedna trzecia takich dzieci praktykuje później homoseksualizm, nie przyczyniając się wtedy do wzrostu demograficznego, zastępowalności pokoleń, co wiąże się z tym że nie będzie miał kto łożyć na emerytów itd. I jeszcze fragment wywiadu: ”(...) około jednej piątej córek podobali się mężczyźni o gejowskim stylu, sposobie ubierania, wyglądzie itp. Jest to naturalne, bowiem wśród kandydatów na mężów dziewczęta poszukują ludzi mających cechy ich ojców”. Taka sama jedna piąta córek stwierdziła, że nie wie, jak należy postępować z mężczyznami. Co więcej, Cameron dowodzi iż osoby o skłonnościach homoseksualnych według statystyk USA i Kanady częściej popadają w konflikt z prawem i częściej uczestniczą w pobiciach. Z uwagi na sposób prowadzenia się (częste zmiany partnerów, często występujący skrywany biseksualizm), więcej też kosztuje ich leczenie – w USA każdy zarażony HIV dostaje na koszt podatnika zestaw leków o wartości 45 tys. dolarów rocznie. I tak dalej, i tak dalej...

De facto więc, homoseksualiści, ze szczególnym wskazaniem na aktywistów homoseksualnych, są w świetle statystyk zagrożeniem dla każdego społeczeństwa – homoseksualista wychowuje dziecko na homoseksualistę, zaś proces ten się nasila pod wpływem walczących z „homofobią” lobby gejowskich, terroryzujących ludzi hetero, czyniących wysiłki, aby nawet uznawanie homoseksualizmu za chorobę, było karane jako właśnie „przejaw homofobii”, jako „znieważenie” – np. wspomnianą karą do 5 lat pozbawienia wolności. Nietrudno zatem zauważyć, iż środowiska te w perspektywie paru pokoleń wprost prowadzą nie tylko do upadku kulturowego, ale stanowią zagrożenie dla fizycznego funkcjonowania społeczeństw, państwa w jego gospodarczym aspekcie i w aspekcie przyszłego dobrobytu (czyli biedy) jego obywateli. Mógłbym tu jeszcze pisać o różnych wyrządzanych szkodach, o których już pisałem – tytułem przykładu przypomnę tylko rodzinę brytyjskich Zielonoświątkowców, która wychowała ponad dwadzieścioro dzieci, a której odmówiono adopcji kolejnego dziecka z „bidulca” tylko dlatego, iż rodzice oświadczyli, że nie zamierzają uczyć przybranego syna że homoseksualizm to coś dobrego. I to była jedyna kwestia interesująca „opiekę społeczną”...

W każdym razie - o ile do tej pory homoseksualizm funkcjonował jako czyjaś prywatna sfera, tak jak sferą prywatną i intymną w ogóle powinny pozostawać kwestie dotyczące seksu, tak odkąd stał się on sztandarem i jednym z fundamentów wartości Unii Europejskiej, wtłaczanym w prawodawstwo państw członkowskich – należałoby, w świetle powyższych argumentów, całkiem na poważnie rozważyć odpowiednie regulacje prawne i sankcje karne wobec osób o orientacji homoseksualnej, a w szczególności aktywistów gejowskiego lobby – w imię ochrony praw większości, w obronie podatników, którzy nie powinni łożyć na igraszki ludzi nieodpowiedzialnych oraz przede wszystkim – w imię racji stanu, dbałości o normalne funkcjonowanie państwa. To przykre, ale im dłużej rozpasanie agresywnego lobby homosiów będzie trwało, przybierając coraz bardziej intensywne formy, tym dotkliwszy, prawidłem historycznego „wahadła”, będzie cios jaki dotknie te środowiska, wkrótce po tym, gdy następstwa tej antykulturowej gejowskiej krucjaty dotkną nas – zwłaszcza po kieszeniach. Obawiam się, że za jakiś czas znów „zapłoną” takie czy inne „stosy” – tak w przypadku walczących z katolicyzmem i produkujących antysemityzm Żydów, jak i w przypadku gejowskiego lobby, produkującego homofobów. My do tych stosów ręki nie przyłożymy, ciekawi jednak jesteśmy, czy oni wszyscy zrozumieją, że sami go rozniecili...

I na koniec jeszcze jedno – środowiska homoseksualne na argument, że jedna trzecia pedofilów to homosie odpowiadają, że w takim razie dwie trzecie pedofilów to osoby heteroseksualne. Istotnie. Należy jednak przy tym zauważyć, że z uwagi na niewielki odsetek terroryzującej większość mniejszości homoseksualnej, oznacza to ni mniej ni więcej, iż statystycznie najwięcej przypadków pedofilii przydarza się w grupie osób homoseksualnych, a odsetek ten jest wiele, wiele razy mniejszy w grupie hetero. Oznacza to zatem, iż w przypadku homosiów istnieje większe niż u nas prawdopodobieństwo, że odkryją oni w sobie skłonności pedofilskie. I będą szukać takiego zajęcia, by być bliżej naszych dzieci.

Ale przecież to co piszemy to czysta „homofobia”. Oj, nie wiem jak to będzie z kolejnym „Tolerankiem”...
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 

Komentarze internautów:   (Liczba komentarzy : 1)Dodaj komentarz
(17-05-2009) veri :
EU-macherzy nie są aż tacy głupi żeby nie wiedzieć, że zdrowa tkanka europejskich narodów odrzuca lewacką EU-ideę. Aby skupić w jednym miejscu euro-sceptyków i potem skutecznie ich zneutralizować EU-mędrcy cichcem powołali "Libertas" - szefowie wiedzą co do nich należy ,co mają robić ... i wielu dało się na to złapać. Gdy połączycie sobie to kto w Polsce zakładał "prawicowe" partie z tym (między innymi ) kto się teraz garnie do "Libertas" to obraz jest bardziej niż przejrzysty. W Unii nie ma miejsca dla jej oponentów !!! Klocki powoli się układają ... ... a ten medialny szum i opór wokół "Libertas" jest po to aby ich (czyli swoich) uwiarygodnić w oczach "ciemnego ludu" .

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


W związku z pracami modernizacyjnymi na portalu możliwość komentowania artykułów została wstrzymana do momentu oddania nowej wersji serwisów. Prosimy o cierpliwość, przepraszając za niedogodności.

Portal inTARnet.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy. Redakcja zastrzega sobie jednak prawo do usunięcia lub skrótu komentarza naruszającego prawo, zasady współżycia społecznego lub NETykiety. Jeżeli uważasz, że którykolwiek wpis narusza czyjeś dobra - zgłoś nadużycie, wysyłając e-mail na adres:
redakcja@intarnet.pl


© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947