Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Niemiecki Trybunał Konstytucyjny pokazał niebezpieczeństwa „Lizbony”    -   26/7/2009
Cisza nad Traktatem
W lipcu niemiecki Trybunał Konstytucyjny orzekł, że Niemcy mogą wprawdzie ratyfikować Traktat z Lizbony, ale dopiero wtedy, gdy wprowadzona zostanie „ustawa zabezpieczająca”, która stanowić będzie, iż żadne unijne regulacje nie będą mogły obowiązywać na terenie tego kraju, bez uprzedniej zgody tamtejszego parlamentu. Trudno w tej sytuacji nie żywić szacunku dla naszych zachodnich sąsiadów, albowiem tym samym po zakończeniu procesu ratyfikacyjnego przez wszystkie kraje Unii Europejskiej, Niemcy uzyskają status kraju uprzywilejowanego, który jako jedyny w UE będzie mógł sobie sam decydować, które to brukselskie regulacje będą go obowiązywać, a które nie. Tym samym uzyskaliśmy odpowiedź na pytanie, czy „Lizbona” pozbawia kraje członkowskie resztek suwerenności. Nie powinno więc dziwić, że w polskich mediach na wieść o zapewne najbardziej brzemiennej w skutki decyzji zapadłej w Europie w ostatnich latach, zapadła cisza. Przepraszam, najpierw było odtrąbienie sukcesu, że Traktat jest zgody z niemiecką konstytucją, cisza była zaraz potem. Smród bowiem rozszedł się po pełnym piewców Lizbony Salonie, którego bywalcom pozostało jedynie udawać, że nic nie śmierdzi, że rozchodząca się wokół woń jest wonią zachwycającą i ożywczą, niby krystaliczne powietrze w uzdrowisku Baden-Baden. Poza tym, gdy tylko trochę czasu upłynie, do smrodu wszyscy przywykną i stanie się on czymś naturalnym i niezauważalnym – dotychczas ta taktyka euroentuzjastycznej kołtunerii doskonale się sprawdzała i zwykle okazywało się, przy udziale usłużnych, politycznie poprawnych mediów, że nie ten powietrze kala, kto bąka puszcza, ale ten, kto uwagę zwraca, że woniajet nie fiołkami, ale wychodkiem.

Ogloszenie

Pamiętam wciąż gorące zapewnienia polityków, że Traktat z Lizbony to nasza racja stanu, której bronić trzeba jak niepodległości w Targowicy; pamiętam stanowcze deklaracje, że w żaden sposób nie godzi on w suwerenność Rzeczypospolitej Polskiej. Pamiętaj dzień hańby, kiedy nasi parlamentarzyści przyjmowali dokument, którego nie czytali (nawet nie było wówczas polskojęzycznej wersji jednolitej), co przyznawała nawet pani poseł Urszula Augustyn argumentując, że przecież czytała odpowiednie na temat Traktatu z Lizbony opracowanie ekspertów, a poza tym jest to dokument trudny, a „zarówno pan jak i ja nie jesteśmy prawnikami”. Pani poseł zapewniła mnie jednak wówczas, że Traktat żadnych zagrożeń z sobą nie niesie. Kompromitujące znamię hańby nosi też wielu posłów PiS, którzy poparli „Lizbonę”. Mam nadzieję, że panowie posłowie przynajmniej zaciągając prywatny kredyt, czytają umowę z bankiem, zanim ją podpiszą. Więc może rzeczywiście parlamentarzyści nie są nam potrzebni – niech prawo stanowią „eksperci”, prawnicy czy urzędnicy? Rzecz jest warta zastanowienia, odkąd to ministerialni urzędnicy właśnie, a więc organ wykonawczy, wytwarzają projekty ustaw, wyręczając w ten sposób Sejm, czyli organ ustawodawczy, zaś posłowie bawią się w komisje śledcze, wyręczając organy wykonawcze polskiego państwa. Ale odłóżmy te dywagacje na inną okazję...

Z powyższej perspektywy nie powinno dziwić milczenie naszych nie tylko parlamentarnych reprezentantów, po niedawnym orzeczeniu niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego który stwierdził, że Niemcy mogą wprawdzie „Lizbonę” ratyfikować, ale dopiero wówczas gdy wprowadzą „ustawę zabezpieczającą” która stanowić będzie, iż żadne unijne regulacje nie będą mogły obowiązywać na terenie tego kraju, bez uprzedniej zgody tamtejszego parlamentu. Nasi zachodni sąsiedzi chcą w ten sposób zabezpieczyć swoją suwerenność przed odbierającym tą suwerenność Traktatem z Lizbony.
Decyzja niemieckiego trybunału pokazała tę głoszoną przez Stanisława Michalkiewicza tezę, że państwa dzielą się na poważne i na niepoważne i Polska najwyraźniej zalicza się do tej drugiej kategorii. Decyzja niemieckiego trybunału wzbudziła też moją zazdrość, albowiem trybunał polski wsławił się wielokrotnie oceną zgodności polskich ustaw – z prawem unijnym, zamiast z konstytucją. Teoretycznie należałoby więc wyrazić radość, że kierunki polskiej polityki we wszystkich sferach pośrednio wyznaczać będą wreszcie poważne organy poważnego państwa, zamiast organów może i własnych, ale jakby poważnych mniej.

Jasno więc widać, że po wejściu Lizbony w życie, Niemcy będą państwem uprzywilejowanym względem innych – wszystkie kraje członkowskie Unii zdane będą na dyktat, powiedzmy umownie: Brukseli, za wyjątkiem naszego zachodniego sąsiada, który implementował będzie do swojego systemu prawnego tylko te wymysły (przede wszystkim własnych) eurokratów, które mu się spodobają. Europa podzieli się na Ubermenschen i Untermenschen, zaś Niemcy będą mogły bez skrępowania, a w dodatku bez czołgów i armat realizować swój odwieczny sen, co przynajmniej w sensie metodologii stanowi duży cywilizacyjny postęp tego kraju. Trudno się zresztą dziwić, że kraj który tyle lat dopłacał do projektu o nazwie Unia Europejska, coś wreszcie chce z tego mieć. Co więcej, znaczące milczenie opiniotwórczych środowisk i mediów wobec tak poważnej w skutkach decyzji niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego oznacza, że niektóre środowiska już gdzieś tam się zapisały, aspirując jeśli nie do miana Ubermenschen, to przynajmniej do miana Volskdeutcha, nawet jeśli akces pod Volkslistą formalnie nie zwał się z niemiecka, tylko tak jakoś bardziej po „europejsku”.

Jednym z nielicznych wyłomów w tej tajemniczej aurze milczenia był artykuł profesor prawa Krystyny Pawłowicz zamieszczony w „Rzeczpospolitej”. Pani profesor pisała m.in., iż UE „żywi się kompetencjami i funkcjami suwerennych państw”, zaś wynikająca z Traktatu integracja w celu tworzenia państwa europejskiego jest „zaprzeczeniem tradycyjnych reguł działania państw demokratycznych.” Jak czytamy, postanowienia Traktatu są „bezczelnie antydemokratyczne” i „demoralizująco odrzucają sens prawa w jego wielowiekowym, dwutysiącletnim, rzymskim znaczeniu, zastępując je unijnym pojęciem „aktualnie obowiązujący system wartości”.” System, który w każdej chwili można zmienić na inny, obowiązujący, „w zależności od mądrości etapu”, jak to zapewne dodałby Stanisław Michalkiewicz. Profesor Krystyna Pawłowicz stwierdza również iż w „Lizbonie”, nie dość że następuje przekazanie resztek kompetencji narodowych parlamentów, to „jednostka i państwa stają się przedmiotem zobowiązanym do wykonywania różnych, całkowicie niejasnych „celów i interesów” integracyjnych i ogólnie postępowych.”

Tymczasem już dziś polski parlament pełni jedynie rolę fasadową – skoro 80 procent prawa stanowione jest w Unii i to tak naprawdę nawet nie przez Europarlament. Przykładów jest bez liku, od krzywizny banana, aż po socjalistyczne „stymulowanie” gospodarki limitami i dopłatami i likwidowanie całych dziedzin przemysłu. O tym, ile jest warta nasza suwerenność przekonuje także świeżutki wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości który właśnie uznał, że Polska nie wprowadzając roślin genetycznie modyfikowanych, łamie unijne dyrektywy. „Odwołanie do obaw o środowisko i zdrowie publiczne oraz silny opór społeczeństwa polskiego wobec GMO nie spełniają, zdaniem Trybunału, wymogu dowodowego. Nie przekonało go także, że sejmiki wojewódzkie przyjęły uchwały ogłaszające terytoria województw strefami wolnymi od upraw genetycznie zmodyfikowanych.” - podała „Fronda”. Oto i polska suwerenność w Zjednoczonej Europie – oto suwerenność kraju, w którym wedle konstytucji suwerenem jest naród.
Z tej perspektywy nasz rodzimy parlament tym bardziej jest niepotrzebny – być może nasi pleplementarzyści podskórnie to przeczuwają i stąd biorą się te różne żenujące parlamentarne „gry i zabawy ludu polskiego” sprowadzające się do skoku na kasę i walki o wpływy tej czy innej koterii. Przypomina to trochę bitwę o władzę toczoną między więźniami w więzieniu – zwycięskie ugrupowanie polityczne zdobywa władzę, ale porównywalną właśnie do tej za kratami, których wprawdzie nie widać, ale rychło odezwać się może elektroniczna obroża na szyi.

Smród więc po niemieckim orzeczeniu poszedł, ale autorytety milczą. Bywalcom „Salonu” pozostało jedynie udawać, że nic nie śmierdzi, że rozchodząca się wokół woń jest wonią zachwycającą i ożywczą, niby krystaliczne powietrze w uzdrowisku Baden-Baden. Poza tym, gdy tylko trochę czasu upłynie, do smrodu wszyscy przywykną i stanie się on czymś naturalnym i niezauważalnym – dotychczas ta taktyka euroentuzjastycznej kołtunerii doskonale się sprawdzała i zwykle okazywało się, przy udziale usłużnych, politycznie poprawnych mediów, że nie ten powietrze kala, kto bąka puszcza, ale ten, kto uwagę zwraca, że woniajet nie fiołkami, ale wychodkiem.
Ciekawe tylko, kiedy i w jaki sposób Herr Donald, z pomocą podległych mu parlamentarzystów znów grzmieć będzie na prezydenta Polski, by Traktat co rychlej ratyfikował, bo bycie untermenschen - podczłowiekiem, to przecie nasza wielowiekowa tradycja. Potem naszym elitom pozostanie już tylko ucieczka „do przodu”. Zresztą, z tej perspektywy nie powinno dziwić parcie Tuska Premiera na prezydencki stolec. Wszakże zadanie musi zostać wykonane...

Tyle że zadanie to równie dobrze może dokonać ktoś inny. Niedługo po tym, jak generał Czesław Kiszczak przyznał, iż to on był architektem Okrągłego Stołu, w podobnym tonie wypowiedział się generał Gromosław Czempiński, wieloletni pracownik Wywiadu PRL i szef UOP, który stwierdził, że to dzięki jego rozmowom z politykami powstała PO. „Przede wszystkim musiałem przekonać Olechowskiego i Piskorskiego do pewnej koncepcji, którą później oni świetnie realizowali” - stwierdził w Polsat News. Przy okazji wypowiedzi zamieszczonych w różnych mediach, generał wyraził również swoje rozczarowanie Platformą, która najwyraźniej w oczach tych, którzy rządzą naszym krajem naprawdę, wykonała już swoje zadanie lub nie jest więcej potrzebna, a rychło stać się może kulą u nogi. Dlatego też niedługo przed tym oświadczeniem pana generała, nagle w mediach brylować zaczęli wyciągnięci z niebytu panowie Olechowski i Piskorski właśnie, nagle w centrum uwagi znalazło się Stronnictwo Demokratyczne, pojawiły się rozmaite sondaże niezbyt przychylne PO, z kapelusza wyciągano również jakieś Jolanty Kwaśniewskie, deliberując nad szansami w walce o fotel prezydencki specjalistki od jedzenia bezy – słowem nagle jakoś powiało chłodem. Widocznie Donek czymś się naraził mocodawcom, może z czymś sobie nie poradził, z jakiejś obietnicy nie wywiązał? Tak czy owak, straszak na PO i alternatywa dla niej jest konstruowana i rychło możemy się przekonać, że światły i postępowy Europejczyk głosować powinien jednak na jakieś inne ugrupowanie, które się lepiej „wywiąże”. O co tak naprawdę chodzi i służby którego kraju jaki kawałek wezmą z polskiego tortu, zapewne przekonamy się w najbliższych miesiącach, uważnie śledząc doniesienia medialne, ze wskazaniem na to, czemu poświęcone zostanie najwięcej uwagi, a co ujdzie oczom zawsze przecież tak czujnych mediów, które eksponując i kreując każdą medialną pierdołę, ostatnio przezornie uznały, iż przyjęcie przez polski Sejm uchwały uznającej za ludobójstwo masowych rzezi dokonywanych na polskich Kresach przez ukraińskich nacjonalistów, nie jest godne nawet jednej wzmianki prasowej. Rozkaz poszedł i służbowa czujność zachowana została więc nawet i na tym odcinku... Tym bardziej czujność wykazana została w przypadku postraszenia alternatywą dla PO, czujność zachowano także przy Traktacie z Lizbony i dlatego jesienią zobaczymy jeszcze niejedno hokus-pokus. W końcu przecie rozkaz poszedł. W taki czy inny sposób, zadanie musi być wykonane. Kraje poważne podchodzą do takich zadań w sposób poważny... Szkoda tylko, że do ich grona nie zalicza się Polska...

M. Poświatowski

Na marginesie: oczywiście moje wątpliwości wzbudza problem, czy można zabezpieczyć się ustawą przed skutkami traktatu, w sytuacji gdy staje się on aktem nadrzędnym, czy też ratyfikować go wybiórczo. Na pewno nie można tego uczynić nie mającej mocy prawnej uchwałą, którą PiS dołączyło do ustawy ratyfikacyjnej (o ile dobrze pamiętam chodziło tu jedynie o Kartę Praw Podstawowych, której regulacje i tak są wprowadzane bocznymi drzwiami m.in. za pomocą unijnej Agendy Praw Podstawowych i kolaborujących z nią polskich organizacji pozarządowych, fundacji). W każdym razie, w UE pokazano nam jednak już nie raz, że można zmieniać reguły w trakcie gry (Nicea) oraz że są państwa równe i równiejsze (np rolnicze dopłaty). W odróżnieniu od Polski, z pewnością jednak Niemcy, jako kraj poważny, sobie z tym problemem poradzą.

Foto: autorski montaż – godło Niemiec połączone z unijną flagą pobraną specjalnie ze strony VI Wojewódzkiego Festiwalu Piosenki Europejskiej dla uczniów Szkół Podstawowych w Lublinie, który odbył się 21 marca b.r.
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 

Komentarze internautów:   (Liczba komentarzy : 13)Dodaj komentarz
(26-07-2009) ~PO :
Wielki szacunek dla Pana Prezydenta RP !!!!

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(26-07-2009) Ney :
A więc Platformę też założyli komuniści. Interesujące

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(26-07-2009) Do Ney :
Tak oczywisego faktu nie wiedziałes ,to wrecz oczywiste choćby Olechowski wręcz POtwierdza ścisłe związki z PZPR i przyznaje się do TW .Tusk i Nocna Zmiana to oczywiste dowody na POchodzenie POzostałe ,POmyśli i sam dojdziesz do POdstaw

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(26-07-2009) hm :
proszę zwrócić uwagę na kolor żółty obrazka, jak się ślicznie gwiazdki z godłem komponują

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(27-07-2009) Do "do Ney" :
A od którego z wielkich "autorytetów" zaczerpnąłeś te "mądrości"? Rydzyka, Nowaka, Gwiazdy, Cenckiewicza?

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(27-07-2009) hmm :
widzę po raz kolejny że pewne środowiska nie przyjmują do wiadomości faktów i publicznych wypowiedzi, o czy świadczy wpis powyższy. Środowiska zapatrzone w autorytety moralne i ludzi honoru pokroju Michnika, Kiszczaka itp są na fakty odporne

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(27-07-2009) Do hmm: :
Szkoda wysiłku ,jak stwierdzasz "pewne środowiska nie przyjmujado wiadomości"itd Te środowiska nie posiadaja czegoś takiego jak samodzielne i logiczne myślenie ,są odporni na fakty wiedze ,liczy sie tylko sympatja i propaganda -to debilizm POd kryptonimem Profesor ..Pozdrawiam miło przeczytać samodzielny i logiczny komentarz.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(27-07-2009) :) :
Wy za to samodzielnie i logicznie myślicie... Widać to dobitnie po powyższych wypocinach, bo komentarzem na poziomie trudno to nazwać...

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(28-07-2009) ucieszony :
Inteligentny czytelnik może sobie wyrobić pogląd czym sie różni rzetelny komentarz od produktu, który wytworzył redaktor KUPA Poswiatowski-------------Niemi ecki Trybunał w składzie ośmiu sędziów stwierdził jednoznacznie i do tego jednomyślnie, że Traktat nie stoi w sprzeczności z niemiecką konstytucją. Uznał jednak, że zanim prezydent Niemiec, Horst Köhler podpisze ustawę o jego ratyfikacji, należy na gruncie prawa krajowego wzmocnić pozycję obu izb parlamentu: Bundestagu i Bundesratu w unijnym procesie decyzyjnym. "Poprawienia wymaga niemiecka ustawa, regulująca udział parlamentu narodowego we wdrażaniu unijnych przepisów. Ustawa zasadnicza mówi "tak" dla Lizbony, wymaga jednak na płaszczyźnie narodowej wzmocnienia parlamentarnej odpowiedzialności za proces integracji, powiedział wiceprzewodniczący Trybunału Andreas Vosskühle. Wyraził przekonanie, że "ostatnia przeszkoda" na drodze do złożenia dokumentów ratyfikacyjnych Traktatu Lizbońskiego zostanie szybko pokonana. Skąd więc owe prawie 150 stron sentencji... Jeszcze nigdy w historii niemiecki Trybunał nie zajmował się tak gruntownie i kategorycznie tematyką przyszłości stosunków Unii Europejskiej i ich granic możliwości prawnych. Trybunał z Karlsruhe stwierdził, że niemiecka ustawa zasadnicza (konstytucja) jest nastawiona do Europy przyjaźnie. Tym samym Trybunał wyraża właściwie tylko to, co w konstytucji już dawno zapisano. Jednocześnie jednak niemiecki TK zwraca uwagę na fakt, że zarówno rząd federalny, jak i parlament niemiecki, Bundestag, w przyszłości zwracać będą zmuszone uwagę na to, by Unia nie przejmowała w swe ręce kompetencji znajdujących się w ich gestii. Co jeszcze ważniejsze, Unia nie może zdaniem TK, naruszać tożsamości konstytucyjnej państw członkowskich. W RFN, w myśl tamtejszej konstytucji, są to przede wszystkim wszelkie zasady demokratyczne, których likwidacji lub ograniczania jurysdykcja unijna spowodować nie może. Państwom członkowskim UE pozostać musi również wolne prawo do decydowania o swych kwestiach gospodarczych, społecznych i kulturalnych, podkreślają zgodnie sędziowie. Określają oni przy okazji szczegółowo katalog tematyczny obszarów, których kompetencje przekazywane mogą być (w pewnym i ograniczonym zakresie) na rzecz Unii. Są to: prawo karne, działania policji i wojska, zasadnicze decyzje z obszaru działania władz fiskalnych, tematyka medialna, edukacyjna, wychowanie i stosunek do poszczególnych wyznań. Ustępstwa we wszystkich tych dziedzinach, uważają sędziowie niemieckiego TK, możliwe są jedynie po odbyciu narodowej debaty na dany temat. Państwa członkowskie Unii kwestie dotyczące tych obszarów tematycznych rozstrzygać winny w sposób, odpowiadający zasadzie tożsamości z narodowymi zwyczajami i potrzebami, i według ich własnego uznania. Krótko mówiąc, sędziowie z Karlsruhe zwracają jednoznacznie uwagę na to, że jeśli Unia posunie się w tej materii za daleko, to niemiecki TK pociągnie za hamulec bezpieczeństwa. Niemiecki Trybunał widzi tym samym swoją rolę jako kontrolera zachowania niemieckiej tożsamości narodowej. Wyrok niemieckiego Trybunału przyjęty został w RFN przeważnie bardzo pozytywnie. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego, polityk niemieckiej chadecji (CDU), Hans-Gert Pöttering stwierdził, iż tym samym otworem stoi droga do ratyfikacji w RFN dokumentu z Lizbony. Rozstrzygnięcie sędziów Pöttering nazwał bardzo dobrym sygnałem, który jednocześnie dodaje odwagi tym krajom Unii, których podpisu nadal brak pod Traktatem. Pöttering nie wymienił Polski z imienia. Wśród polityków z szeregów niemieckiej socjaldemokracji dosłyszeć można było pogląd, iż fakt, że niemiecki TK zastrzegł sobie na przyszłość prawo do wyrażania swej kontrolnej opinii, sprawić może, że Niemcy staną się swego rodzaju hamulcowym w procesie europejskiej integracji. Szczególnie spowalniającym może być również prawo Bundestagu do debatowania, a przede wszystkim głosowania nad kolejnymi zmianami kompetencyjnymi, zwłaszcza że wymagana będzie większość dwóch trzecich głosów. Tym samym RFN przerodzić się może w przyszłości w kraj, jeśli nie blokujący, to być może spowalniający procesy europejskiej integracji. Czy Europa powinna za każdym razem czekać na Niemcy...- pyta polityk SPD, współautor Traktatu z Lizbony, Jo Leinen. Niebezpieczeństwa takiego nie widzi natomiast niemiecki minister spraw wewnętrznych, Wolfgang Schäuble (CDU), który uważa że dzień powszedni Unii nie zmieni się znacząco w wyniku najnowszego wyroku TK. Bowiem tylko w kwestiach, w których państwo przekazać będzie musiało jakieś nowe kompetencje na rzecz UE istotnym będzie zdanie Trybunału. A to przecież w niczym nie różni się do dotychczas przyjętej i stosowanej praktyki, wyjaśnia Schäuble. Na październik zaplanowano kolejne referendum w Irlandii. Jeśli tym razem Irlandczycy nie zanegują Traktatu z Lizbony, to droga do jego ostatecznego przyjęcia będzie całkowicie otwarta. Obok Irlandii, Niemiec, Czech i Polski, wszystkie pozostałe kraje członkowskie Unii ratyfikowały go już i podpisały. W obejmującej właśnie pierwszego lipca br. prezydencję w Unii Szwecji, mówi się nawet odważnie o tym, że być może jeszcze za szwedzkiej kadencji Traktat wejść mógłby w życie. Nowe zasady funkcjonowania klubu 27 europejskich państw ustalono już w grudniu 2007, podczas prezydencji portugalskiej. Prowadzić maja one, mówiąc w największym skrócie, do uproszczenia procedur decyzyjnych i do zwiększenia operatywności UE. Zmienić mają się zasady wspólnego decydowania (podwójna większość). Ułatwione mają być jednocześnie reguły zwlekania z wdrażaniem postanowień Unii w życie w poszczególnych krajach (Joanina) lub odstępstw od przyjmowania ich do realizacji w ogóle. SZANOWNY PANIE REDAKTORZE GRATULUJĘ STWORZENIA I PRZEWODNICTWA W GRUPIE "KUPA". Rzadko autor tak precyzyjnie określa produkt ,który wytwarza. HOWGH ! Zwolennicy Traktatu z Lizbony mówią o wielkiej reformie zasad działania Unii. Jego krytycy z kolei o tym, że zasadniczo nie wnosi on niczego nowego w stosunku do obowiązującej obecnie eurokonstytucji. Dotychczas sam Traktat zdaje się być przede wszystkim idealną pożywką dla wszelkiej maści eurosceptyków. Dyskusja nad nim daje im (i ich zdaniem) ogromne pole do popisu, by zaprezentować się jako jedyni i prawdziwi, a tym samym tylko teoretyczni, obrońcy narodowej tożsamości. I czynią to również wtedy, gdy wcześniej sami podpisali się pod jego projektem. Lech Kaczyński jest tego najlepszym przykładem.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(28-07-2009) ucieszony :
Jeszcze raz końcowe gratulacje: SZANOWNY PANIE REDAKTORZE GRATULUJĘ STWORZENIA I PRZEWODNICTWA W GRUPIE "KUPA". Rzadko autor tak precyzyjnie określa produkt, który wytwarza. HOWGH!

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(29-07-2009) Do ucieszonego :
Nic niestety nie zrozumiałeś z tego , co czytałeś. Najprawdopodobniej zresztą nie czytałeś , bo wystarczyło ci nazwisko autora. Na szczęście inni myślą podobnie. Fronda zbiera podpisy pod apelem do polskich władz o ochronę suwerenności podobną jak TK Niemiec proponuje swojemu krajowi. Podpisało się już wielu znanych ludzi, nie tylko eurosceptyków.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(29-07-2009) ucieszony :
Dobrze, że na prawo od p. red. Kupy-Poświatowskiego jest jeszcze Fronda, bo by sie bidak ciągle rozbijał o ścianę..... a że Fronda coś zbiera, przeciwko czemuś, to dla mnie znowu sygnał do uciechy, że znowu coś dobrego się stało i oszołomy świrują.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(15-08-2009) CĂłra Elizejska :
Brawo! Krótko, wyraziście i w samo sedno! Jedynie ilustrację uważam za mało trafioną... To powinien być czarny orzeł z dwunastoma gwiazdkami na piersi, a nie czarny orzeł "uwięziony" w okręgu z dwunastu gwiazdek.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


W związku z pracami modernizacyjnymi na portalu możliwość komentowania artykułów została wstrzymana do momentu oddania nowej wersji serwisów. Prosimy o cierpliwość, przepraszając za niedogodności.

Portal inTARnet.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy. Redakcja zastrzega sobie jednak prawo do usunięcia lub skrótu komentarza naruszającego prawo, zasady współżycia społecznego lub NETykiety. Jeżeli uważasz, że którykolwiek wpis narusza czyjeś dobra - zgłoś nadużycie, wysyłając e-mail na adres:
redakcja@intarnet.pl


© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947