To jest strona archiwalna
   Co to był za portal ?   
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
OGŁOSZENIA i REKLAMY (arch.)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Poświatowski odpowiada prezesowi MPK na list, z którego treścią ... prezes nie zechciał zapoznać naszej redakcji    -   05/11/2009
Z etyką pod wiatr
Na wrześniowej sesji Rady Miasta Tarnowa zaistniał nasz, złożony z dwóch części artykuł poświęcony sytuacji w MPK. Obecny na sali obrad przedstawiciel władz tej miejskiej spółki – dyrektor Robert Grela zdecydował wówczas, że „z uwagi na obszerność tekstu”, zarząd MPK ustosunkuje się do niego na sesji kolejnej. Podczas rozmowy telefonicznej, zainicjowanej przez dyr. Grelę, wyjaśnienie takie obiecał on przesłać też do naszej redakcji. I „rzeczywiście” – Prezydent Miasta Tarnowa, Rada Nadzorcza, Prokuratura Rejonowa a nawet zakładowa „tablica ogłoszeń” otrzymały pisemne stanowisko prezesa Jerzego Wiatra, w którym to kuriozalnym, pełnym przeinaczeń i manipulacji dokumencie pan prezes zarzuca mi brak rzetelności, przekraczanie granic dobrego smaku, prawa, stronniczość, podawanie nieprawdziwych informacji i opluwanie przedsiębiorstwa. Innymi słowy: napisałem nieprawdę, wykazując przy tym brak zasad etycznych. Bardzo to dowcipne ze strony pana prezesa, że zachowując wysokie rzecz jasna standardy moralne, nie raczył jedynie tego pisma przesłać do naszej redakcji...

Ogloszenie
>

Pismo, datowane na dzień 29 września dotarło do nas dopiero niedawno i to bardzo okrężną drogą. Gdyby trafiło do nas od razu i bezpośrednio, chętnie zajęlibyśmy wobec niego stanowisko już wtedy, ba – gdyby ktoś zwrócił się do nas z taką propozycją - zamieścilibyśmy go wówczas w całości. Pan prezes Wiatr uznał jednak najwyraźniej, że nie ma potrzeby wdawać się w dyskusje z osobą i redakcją, której wiarygodność jednostronnie, za jej plecami, można przecież spróbować podważyć, wprowadzając przy tym w błąd prezydenta, radę nadzorczą oraz radnych. Ale po kolei...

Modelowy przykład braku rzetelności
Jak czytamy w piśmie: ”rzeczony artykuł jest modelowym przykładem braku rzetelności dziennikarskiej, zawiera wiele nieprawdziwych informacji, jest stronniczy, nieobiektywny i mylący począwszy od samego tytułu tejże publikacji. Tekst przede wszystkim dotyczy dwóch kwestii: wymontowania czujnika zmiany ciśnienia i uszczelnienia pokrywy zbiorników gazowych silikonem. Obydwie kwestie były dogłębnie analizowane przez tarnowską Prokuraturę, która posiłkując się opinią biegłego sądowego z Politechniki Łódzkiej odrzuciła zarzuty Pana Jana Gutego wydając ostateczne postanowienie w dniu 30.06.2009. Autor artykułu skupia się na postanowieniu sądu w sprawie zażalenia na pierwsze postanowienie Prokuratora Prokuratury Rejonowej w Tarnowie o odmowie wszczęcia dochodzenia z dnia 22.08.2008. Użycie stwierdzenia „Sąd na decyzji prokuratury nie zostawia suchej nitki” jest nadużyciem, gdyż Sąd po prostu nakazał tarnowskiej Prokuraturze dokładniejsze zbadanie kwestii naruszenia zasad bezpieczeństwa w autobusach MPK. Jak wynika ze wspomnianego wcześniej ostatecznego postanowienia Prokuratury z 30.06.2009, pierwotna decyzja o odrzuceniu zarzutów Jana Gutego była trafna, trudno bowiem dyskutować z opinią biegłego sądowego z instytutu samochodów Politechniki Łódzkiej, który stwierdził, że „niesprawność czujnika indukcyjnego w autobusie marki Volvo B10BLE i uszczelnienie otworów konstrukcyjnych występujących w komorach z butlami gazowymi CNG wraz z instalacją nie stanowiły bezpośredniego zagrożenia w ruchu lądowym”... Dziennikarz piszący ten artykuł bardzo selektywnie podchodzi do oceny rzeczywistości. Gdyby wykazał się prawdziwą rzetelnością dziennikarską, na pewno zwróciłby uwagę na inne stwierdzenie Sądu we ww orzeczeniu, które dotyczy Pana Jana Gutego: „... a zwłaszcza wypada poddać zdecydowanej krytyce próby instrumentalnego wykorzystania mechanizmów postępowania karnego jako środka nacisku jednej ze stron w ramach wspomnianych konfliktów”. (...)”

Cóż, stosując poetykę listu pana prezesa, jego autor „bardzo selektywnie podchodzi do oceny rzeczywistości”. Gdyby chciał się wykazać rzetelnością, na pewno zwróciłby uwagę na inne stwierdzenie biegłego, który orzeka, iż np. autobus z wymontowanym czujnikiem nie powinien być dopuszczony do ruchu. Moim prawem jest natomiast, jak każdego obywatela, posiadanie krytycznego zdania na temat innych sformułowań tej opinii – gdyby bowiem ocenę biegłego przyłożyć do sytuacji panującej w kopalni, to z „bezpośrednim zagrożeniem” mielibyśmy do czynienia nie wówczas, gdy ktoś w tejże kopalni „pozakleja” szyby wentylacyjne i wyłączy czujniki metanu, tylko wówczas, gdy metan ten właśnie wybucha.
Nie jest również nadużyciem z mojej strony stwierdzenie, zgodnie z którym sąd na decyzji prokuratury „nie zostawia suchej nitki” – bo tak jest w istocie: sąd wytknął prokuraturze szereg rażących błędów i można się z nimi w każdej chwili zapoznać, czytając uważnie tekst „Jeździliśmy tykającymi bombami ?”.
Nieprawdziwa jest również zawarta w zacytowanym akapicie sugestia, jakoby sprawa była zamknięta, do czego jeszcze wrócę.
Co zaś się tyczy ostatniego akapitu – zarzutu iż nie zacytowałem fragmentu orzeczenia Sądu, który miał być swego rodzaju przyganą pod adresem Jana Gutego – akapit ów dotyczył drugiego wniosku, dotyczącego utrudniania działalności związkowej a nie naruszenia zasad i przepisów bezpieczeństwa, co było tematem mojego i tak obszernego artykułu. Trudno oczekiwać, abym w tekście który ma być strawny do przeczytania, zamieszczał w całości wszystkie dokumenty i paragrafy w pełnym ich brzmieniu. Bardzo obszernie cytuję natomiast te, które odnoszą się do opisywanej przeze mnie sprawy.

Wrażenie, że Prokuratura jest stronnicza
W dalszej części pisma pan Wiatr, posiłkując się selektywnie wybranymi z mojego artykułu stwierdzeniami, pisze, iż ”Takie stwierdzenia mają na celu stworzenie w oczach czytelnika wrażenia, że Prokuratura jest przychylna dla Zarządu MPK lub co najmniej stronnicza. Uważamy, że używając takich sformułowań autor przekracza nie tylko granice dobrego smaku, ale i prawa!”
Szanowny Panie Prezesie! Otóż wcale nie muszę stwarzać u czytelnika opisanego wrażenia. Powstaje ono bowiem niejako samoistnie i nieuchronnie po zapoznaniu się z przedstawionymi w poprzednich dwóch moich artykułach faktami. Trudno zatem nie odnieść takiego wrażenia w sytuacji, w której tarnowska Prokuratura odmawia stronie składającej zawiadomienie wglądu w dokumenty, uznając, iż składający zawiadomienie związek zawodowy – nie jest stroną. I to w sytuacji gdy w postępowaniu dotyczącym tego samego problemu sąd, w odróżnieniu od Prokuratury, uznał związek za „instytucję społeczną”, która posiada możliwość zaskarżania decyzji prokuratury, składania zażaleń. Co więcej – odmowa dostępu do akt, w tym prawa do zapoznania się z opinią biegłego, pozbawiła Solidarność, a także samego Jana Gutego, dochodzenia swoich praw i złożenia skutecznego zażalenia na Prokuraturę. Co więcej, od ostatecznej decyzji prokuratury, uzależniony był (i jest) również wyrok w postępowaniu toczącym się w sprawie Jana Gutego przed Sądem Pracy. Co więcej, wspomniany związkowiec, zgłaszając się do Prokuratury, po wydaniu przez nią postanowienia, celem zapoznania się z dokumentami które teraz z mocy prawa stały się dostępne, usłyszał sugestię, żeby zaczekał, bo zostaną one przecież przesłane do Sądu Pracy. Z kolei tenże Sąd Pracy, zniecierpliwiony przedłużającym się oczekiwaniem na akta, również interweniował w Prokuraturze. Dodajmy – tej samej Prokuraturze, do której Jan Guty kilkakrotnie kierował pisma, w których wnosił o przesłuchanie w związku z nowymi faktami mającymi wpływ na sprawę i w związku z nowym materiałem dowodowym. Konkretnie, ww. związkowiec stosowne pismo złożył w Prokuraturze w dniu 14 lipca. 30 lipca otrzymał odpowiedź, że wniosek zostanie rozpatrzony po podjęciu zawieszonego postępowania. Wobec braku działań ze strony Prokuratury (i to już jest nowa informacja), Jan Guty w dniu 23 października zwrócił się do Prokuratury ponownie o przesłuchanie oraz o zabezpieczenie dokumentów znajdujących się w Wydziale Komunikacji UMT (wszelkich badań technicznych wykonywanych przez stację diagnostyczną MPK na autobusach miejskich celem wymiany dowodów rejestracyjnych na nowe od października 2007).

Na marginesie, warto chyba przywołać jeszcze jedną dziwną okoliczność: otóż, prowadzący sprawę prokurator nie zadał sobie trudu, by dokonać tak wydawałoby się elementarnej w postępowaniu czynności, jak przesłuchanie osób dokonujących na polecenie przełożonych zaklejeń wzmiankowanych wcześniej otworów w pokrywach komór, w których znajdują się butle ze sprężonym gazem ziemnym.
Oczywiście mógłbym jeszcze przytoczyć różne zbiegi okoliczności, o których wiedza uzupełnia niejako moje ogólne wrażenie. Na przykład wiedza o tym, że - jak pisałem –dokładnie tego samego dnia, w którym Prokuratura wydała decyzję o odmowie wszczęcia postępowania – zanim więc decyzja ta mogła do kogokolwiek dotrzeć, Jan Guty otrzymał zwolnienie dyscyplinarne, ale to oczywiście - zbieg okoliczności.

Prokuratura nie jest instytucją nieomylną i z mocy samego prawa wyjętą spod krytyki. Wręcz przeciwnie. Z postanowieniami i działaniami prokuratora może polemizować nie tylko adwokat.
O tym, że prokuratorzy się mylą, popełniają gafy, a nawet podlegają politycznym wpływom i łamią prawo, słyszymy codziennie. Podczas niedawnej debaty poprzedzającej uchwalenie przez Sejm kontrowersyjnej ustawy o uniezależnieniu Prokuratury, usłyszeliśmy dziesiątki przykładów na „dziwne” decyzje prokuratorów, przykłady łamania prawa i stawania ponad nim. W odpowiedzi na istotne zapotrzebowanie społeczne działają przecież w Polsce stowarzyszenia przeciw bezprawiu sądów, prokuratur – jedno z nich ma siedzibę bodaj w Bielsku-Białej.
Warto w tym miejscu zauważyć również dużą liczbę spraw, które dotyczą wymiaru sprawiedliwości właśnie, a które Polska przegrywa przed międzynarodowymi trybunałami.
I właśnie w tym zakresie media w wolnym i demokratycznym kraju pełnią, a przynajmniej powinny pełnić, pewną funkcję kontrolną – także, a może nawet zwłaszcza wobec wymiaru sprawiedliwości, bo to on jest właśnie, kto wie czy nie najważniejszym fundamentem warunkującym istnienie państwa i regulującym zasady współżycia społecznego. Z drugiej strony rzecz biorąc – również i my, dziennikarze, podlegamy w swoich publikacjach temuż wymiarowi sprawiedliwości, ponosząc odpowiedzialność za pisane słowo.
Natomiast z całą pewnością nie twierdzę i nie twierdziłem, jak próbuje to sugerować pan Wiatr, że prokuratura złamała prawo. Piszę natomiast, że w mojej ocenie postępowanie prokuratury jest dziwne i istotnie powstaje wrażenie, że Prokuratura sprzyja zarządowi MPK – wrażenie to jednak wynika nie z moich stwierdzeń, ale z przytaczanych faktów.

Jeżeli zatem prezes Wiatr uważa, że „przekroczyłem nie tylko granice dobrego smaku, ale i prawa” – to pragnę zaznaczyć, że od tego są sądy i jeden proces więcej nie powinien panu prezesowi zaszkodzić – chętnie oddam się do dyspozycji sądu. I ufam, że do dyspozycji sądu oddałby się również pan Wiatr, gdyby chciało mi się skarżyć go za pomówienia, albowiem w moim odczuciu, zwłaszcza wobec braku możliwości zapoznania się z listem pana Wiatra w stosownym terminie – cały ów list jest jednym wielkim pomówieniem pod moim adresem, naruszającym moje dobre imię. Niepotrzebnie natomiast pan prezes stawia się w roli obrońcy Prokuratury, bo prokuratura sama sobie bez pomocy pana prezesa potrafi poradzić i jeśli któryś z nie wymienionych z nazwiska prokuratorów poczuł się tą, lub którąś z poprzednich moich publikacji dotknięty, z pewnością się rychło o tym przekonam.

Nieprecyzyjna konfrontacja
A oto kolejny akapit: ”Dziennikarz oparł się na tezach przedstawionych przez Pana Gutego zamiast skonfrontować je precyzyjnie z władzami MPK. Świadczy o tym fakt, że Pan Poświatowski, jak sam pisze, interesował się opisywaną sprawą już rok temu, na pewno nad tak obszernym materiałem pracował wiele dni, a dwudziestominutowe spotkanie z Zarządem MPK odbył na kilka dni przed publikacją w internecie.”
Szanowny Panie Prezesie! Prosiłbym, aby to dziennikarzom i redaktorom naczelnym pozostawił Pan decyzję co do tego, ile czasu trzeba poświęcić na przygotowanie artykułu. Sprawą interesowałem się już rok temu, w takim samym stopniu jak półtora roku temu jeden z czytelników zwracał się do mnie z interwencją dotyczącą podejrzenia nieprawidłowości w jeszcze innej sprawie, a ja dotąd nie znalazłem czasu by temat podjąć – i zapewniam, nie była to na przestrzeni tego czasu jedyna „sprawa”. Trudno natomiast, bym pracę nad artykułem dotyczącym MPK zaczynał od spotkania z zarządem spółki w sytuacji, gdy stroną zawiadamiającą mnie o podejrzeniu zaistnienia nieprawidłowości w tejże spółce, jest nie zarząd, ale związek zawodowy. Nie wiedząc o co chodzi, nie miałbym o czym z Panami rozmawiać. Natomiast gdyby to właśnie zarząd MPK zwrócił się do mnie z interwencją dotyczącą np. podejrzenia „działania na szkodę spółki” przez związek zawodowy „Solidarność” i pana Jana Gutego, artykuł mój z pewnością wyglądałby inaczej – ale obawiam się, że jego wymowa byłaby identyczna jak wymowa tekstu, który napisałem. W każdym razie: podczas tej dwudziestominutowej odbytej z Panami rozmowy, wyłuszczyłem wszystkie najważniejsze zarzuty i wątpliwości zawarte w moim tekście i Panowie żeście się do nich ustosunkowali. Jeżeli uważacie, że nie była to konfrontacja precyzyjna, to proszę mi wskazać w którym miejscu. Czy może moje pytania były nieprecyzyjne? Czy tez nieprecyzyjne były może Panów odpowiedzi? Ja ze swej strony nie mam nic do ukrycia. Można się o tym przekonać, odsłuchując zamieszczone na naszym portalu nagranie z tej rozmowy.

Było źle, jest dobrze, będzie jeszcze lepiej
Do wiadomości, w dobrej wierze przyjmuję natomiast kolejny fragment listu, w którym pan prezes Wiatr stwierdza, że nie wykonanie kilkuset kilometrów w styczniu 2008 miało związek „ze złym stanem technicznym taboru, jaki zastał obecny Zarząd Spółki” i że sytuacja ulegała poprawie, bo kolejnej zimy „nie zdarzyło się niewykonanie ani 1 kilometra ze względów pogodowych”. Ufam zatem, że tej zimy, w razie gdyby w odróżnieniu od zimy poprzedniej okazała się ona mroźna, tabor znajdował się będzie w stanie technicznym zdolnym „dać zimie odpór”, a obsługa techniczna autobusów jest już i będzie dokonywana w porę, a nie jak w lutym 2008, gdy niektóre samochody zamiast co 5 tys. kilometrów, obsługiwane technicznie były nawet po przejechaniu z pasażerami 8 czy 9 tys. km.

Ten sam dokument w dwóch wersjach
I kolejny fragment: ”Sugestie, że wyjaśniając sprawę czujnika spadku ciśnienia przedstawiliśmy prokuraturze sfałszowany dokument jest typową dla tego artykułu demagogią i naginaniem faktów dla swoich potrzeb. Prawda jest taka, że przedstawiliśmy duplikat zlecenia oznaczony słowem DUPLIKAT, gdyż oryginał zaginął. Dziwnym trafem Jan Guty w swoim doniesieniu do prokuratury posługiwał się tym właśnie oryginałem... Sprawę kradzieży dokumentu zgłosiliśmy na policję.”
Cóż, nie wiem doprawdy jak wytłumaczyć fakt, że ów „oryginał” (ja widziałem kopię oryginału), poświadczony właściwą datą, podpisem, różni się od DUPLIKATU posiadanego przez Jerzego Wiatra? Jeżeli pan Guty dysponuje oryginałem lub kopią oryginału, o kradzież którego to dokumentu oskarża prezes związkowca, i oryginał ów przedstawia coś zgoła innego niż przedłożony przez zarząd MPK „duplikat”, to przepraszam bardzo – ale duplikat „czego” w takim razie przedstawił zarząd Prokuraturze? Z pewnością mamy w tym wypadku do czynienia z fałszowaniem dokumentów.

Fałszowanie dokumentów, czyli prezes mija się z prawdą
”Kolejną kwestią poruszoną w artykule było rzekome fałszowanie dowodów rejestracyjnych. Posiadane przez nas dowody rejestracyjne świadczą, że ich podbicie nastąpiło po przybyciu pojazdów z naprawy w firmie zewnętrznej. Ani Zarządowi, ani Dyrekcji nie są znane przypadki podbijania dowodów rejestracyjnych autobusów bez fizycznego sprawdzenia autobusu. W przypadku, jeżeli takie zdarzenie potwierdziłoby się wyciągniemy surowe konsekwencje służbowe względem osoby odpowiedzialnej.”
Cóż, mamy słowo przeciw słowu. Tyle, że pan prezes delikatnie mówiąc, jest mało wiarygodny, albowiem, o czym pisałem, jedną z przyczyn zwolnienia dyscyplinarnego pana Gutego miało być „nie poinformowanie przełożonych o praktyce fałszowania dokumentów stacji diagnostycznej”. No, skoro pan prezes Wiatr najpierw zwalnia pracownika pod pretekstem nie poinformowania o fałszowaniu dokumentów stacji, a parę miesięcy później stwierdza iż nic mu o fałszowaniu nie wiadomo – to doprawdy mamy do czynienia albo z kłamstwem, albo z rozdwojeniem jaźni. Co więcej, o praktyce podbijania badań technicznych bez oględzin autobusów już pisałem, cytując zeznania jednego z pracowników przed Sądem Pracy. Jeżeli pan prezes uważa, że pracownik ów poświadcza nieprawdę, pora żeby wytoczył kolejny w swojej karierze proces lub zgłosił kolejne zawiadomienie. Obawiam się jednak, że wobec tej eskalacji „dialogu” toczonego przez pana prezesa w sądach powszechnych, sądach pracy, prokuraturach i na policji, panu prezesowi rychło może zabraknąć czasu na zarządzanie spółką.
Wychodzi więc na to, że pan Wiatr, rzekomo odnosząc się do mojego artykułu, albo ma kłopoty ze zrozumieniem tego co czyta, albo odnosi się tylko do tego, co mu wygodne, na przekór faktom, albo po prostu nie panuje nad sytuacją w zarządzanej przez siebie spółce.
Jak wcześniej wspomniałem, Jan Guty wystąpił o zabezpieczenie dokumentów w Wydziale Komunikacji. Związkowiec wspomniał o tym również na koniec październikowej sesji Rady Miasta Tarnowa, dziwiąc się przy tym, że prezydent Ryszard Ścigała redukuje wszystkie skandaliczne, opisane sytuacje, do sporu między nim, a prezesem Wiatrem.

Dobra kondycja MPK
Dalej w liście pana prezesa czytamy, iż aktualną kondycję MPK (ekonomiczną i zachodzące w spółce zmiany) pozytywnie oceniają Zarząd, Rada Nadzorcza, Biegli Rewidenci, Niezależny Ekspert ECC, Biuro Nadzoru Właścicielskiego oraz Komisja Ekonomiczna Rady Miasta Tarnowa. To akurat stwierdzenie pozostawiłbym chętnie opatrując je jedynie niewielkim pytaniem – „dlaczego?”. Ale myślę, że oprócz opisanych w poprzednim dwuczęściowym tekście nieprawidłowości, kondycję przedsiębiorstwa zarządzanego przez pana Wiatra dobrze podsumowuje jeszcze jedno zdarzenie, o którym dotąd nie pisałem – nie chcąc słyszeć zarzutów, że się na kogoś uwziąłem. Ale skoro już zostałem wywołany do tablicy...
Otóż niedługo po publikacji poprzedniego artykułu doszło do sytuacji, w której uszkodzony autobus holowany był przez inny autobus, do tego rodzaju zadań nie przystosowany. Pojazd przeznaczony do holowania znajdował się wówczas... w remoncie. W MPK naprędce zmajstrowano specjalną konstrukcję do holowania i w ten sposób 10-tonowy autobus pociągnął autobus 12-tonowy. Mimo prędkości 20 km na godzinę wystarczyło gwałtowne hamowanie przed wchodzącym na jezdnię pieszym, by hol uległ skrzywieniu i autobusy zczepiły się, doprowadzając do kolizji. Całe szczęście, że skończyło się tylko na tym, a nie na najechaniu na pieszego. Sądząc z pisma, które otrzymała z MPK NSZZ Solidarność, nic się nie stało, bo żadne przepisy nie zostały złamane, a owa „prowizorka” „nie ma znamion istotnych zmian konstrukcyjnych, nie dokonano żadnych wpisów w dowodzie rejestracyjnym”. Tymczasem, jak czytamy w piśmie skierowanym przez „Solidarność” również do Urzędu Miasta Tarnowa, zgodnie z Prawem o Ruchu Drogowym, zespół obu autobusów przekraczał dopuszczalną długość. Co więcej, zgodnie z opinią Transportowego Dozoru Technicznego i Okręgowej Stacji Diagnostycznej, każda przeróbka konstrukcyjna powinna być poddana oględzinom rzeczoznawcy i po otrzymaniu akceptacji, zainteresowany, w związku ze zmianą przeznaczenia pojazdu powinien wymienić dowód rejestracyjny w miejscowym urzędzie. W dowodzie rejestracyjnym autobusu holującego nie ma stosownej adnotacji. I nikt przy zdrowych zmysłach takiej adnotacji w urzędzie, w opisanym przypadku prawdopodobnie by nie uczynił. Albowiem w dowodzie rejestracyjnym znajdują się specjalne rubryki, w których wpisana jest dopuszczalna waga holowanego pojazdu (przyczepy) – z hamulcem i bez hamulca. I tak np. samochód osobowy Polonez może holować, a taki „Matiz” już nie. A w dowodzie rejestracyjnym holującego autobusu rubryki opisujące dopuszczalny ciężar możliwy do holowania były puste – innymi słowy, pojazdowi temu nie wolno było holować czegokolwiek.
A oto fragment wzmiankowanego wcześniej pisma: ”Istotne jest że opinia diagnosty uzyskana przez nas była negatywna co do możliwości użycia autobusu PR 110 JELCZ ponieważ posiada on konstrukcję szkieletową, która wyklucza holowanie znacznych ciężarów.” Tak więc tylko dzięki refleksowi kierowcy nie doszło do tragedii. Złamano też prawo. Żeby było ciekawiej, kierownik sekcji BHP MPK nie uznał całego zdarzenia drogowego jako „wypadek” – a wtedy musiałyby być uruchomione procedury związane z dochodzeniem powypadkowym. Skoro zderzenie dwóch autobusów, w tym autobusu, który żadną miarą nie powinien holować drugiego i w którym dokonano niedozwolonych przeróbek nie jest „wypadkiem”, to otwartym pozostaje pytanie, jakież to zdarzenie drogowe i z udziałem ilu autobusów, w przypadku tarnowskiego MPK pod zarządem prezesa Wiatra wypadkiem już by się stało?
I jeszcze jedno: na autobus holujący karty drogowe na stację diagnostyczną zostały wydane „in blanco” z miesięcznym wyprzedzeniem na każdy dzień osobno – z pieczątką dyspozytora i bez jego podpisu. Dla prezesa Wiatra jednak, jak czytamy w piśmie z 28 września, ”karta drogowa jest dokumentem do wypełnienia, który nabiera charakteru dokumentu po jego wypełnieniu przez danego kierowcę”. Jeśli tak jest w istocie, to – jak stwierdził na październikowej sesji RM Jan Guty – co w niej robi pieczątka dyspozytora i do czego jest potrzebna? Zaiste, coraz więcej „dziwnych” zdarzeń ma miejsce w tarnowskim MPK pod zarządem pana Wiatra...

Jeszcze o nierzetelności
Ale powróćmy do naszego listu – pod jego koniec pan prezes pisze m.in.: ”Gdyby pan M. Poświatowski poszedł w kierunku stworzenia rzetelnego tekstu i zorientował się jak finansowana jest komunikacja w naszym mieście nie pisałby insynuacji o nierównym traktowaniu MPK i prywatnych przewoźników. Przecież do przetargów linii stają MPK i prywatni przewoźnicy na takich samych zasadach. Zdarza się, że wygrywa podmiot prywatny (np. PKS). Dotacja przekazywana jest przez Miasto do Zarządu Komunikacji, który finansuje z niej swoją działalność, a nie MPK. Dotacja do komunikacji miejskiej stosowana jest we wszystkich dużych miastach na świecie, co jest zupełnie naturalne. W pierwszej kolejności pokrywa ona koszty ulg dla dzieci i młodzieży, emerytów, osób starszych, krwiodawców, kobiet w ciąży i innych uprawnionych.”
Cóż, w swoim komentarzu pisałem o „komunikacji miejskiej” i dopłacaniu do niej w ogóle. Faktem jest, że głównym beneficjentem dopłat do tej komunikacji jest spółka miejska MPK. Mam prawo wyrażać swoje opinie na ten temat (uczyniłem to – podkreślam - w precyzyjnie oddzielonym od treści artykułu komentarzu) i je wyrażam – a uważam, powtórzę to raz jeszcze, zapewne na przekór opinii pracowników, zarządu MPK a i samych związkowców – że jestem zwolennikiem prywatyzacji i nie widzę powodu, dla którego poprzez system „redystrybucji” pieniądze podatnika – i to częstokroć podatnika, który autobusami nie jeździ – kiedy to te pieniądze, po przejściu przez kosztowne administracyjne tryby, dotują komunikację miejską. Fakt, że robi się tak w wielu krajach na świecie, stanowi dla mnie jedynie dowód na to, że w wielu krajach na świecie nie brak jak widać osób wierzących w Świętego Mikołaja, czyli w to, że to „państwo” albo „samorząd” wytwarza jakieś pieniądze i im je przekazuje w formie ulg, zniżek czy innych dotacji.
Natomiast, tak na marginesie, ciekaw jestem, jaki w swoich planach prezes Jerzy Wiatr zakładał koszt za wykonanie jednego wozokilometra w 2008 i 2009 roku, a jaka jest odpłatność rzeczywista?

”Przestrzegamy etyki w każdym aspekcie naszej pracy”
W dalszej części listu mamy pean pochwalny na temat sytuacji spółki, w szczególności zaś jej planów. Uwagę zwraca akapit ”Przestrzegamy prawa i etyki w każdym aspekcie naszej pracy.” Dalszej części tego fragmentu listu cytował nie będę, bo to już podchodziłoby pod reklamę albo artykuł sponsorowany – i nie chcę odbierać zarządowi MPK możliwości odpłatnego zareklamowania się w naszym portalu, zwłaszcza gdy tak prężnie rozwijającą się dzięki dopłatom firmę stać na sponsoring imprez kulturalnych i inne formy promocji.

Opluwanie MPK, czyli „prywatne rozgrywki” i „dialog” pana Wiatra
I wreszcie ostatni akapit: ”Bardzo żałujemy, że znajdują się media, które pomagają w opluwaniu dobrego imienia naszej Spółki i ciężko pracującej Załogi tarnowskiego przewoźnika. Na szczęście jest to nieliczny wyjątek. Na szczęście przedstawiciele pozostałych mediów lokalnych nie dają się wciągnąć w prywatne rozgrywki pewnych osób, które dla swoich ambicjonalnych interesów są w stanie poświęcić los naszej miejskiej firmy. Pokusić się należy również o taką refleksję, że w pogoni za chwytliwym, skandalicznym tytułem i wietrzeniem taniej tabloidowej sensacji można, w konfrontacji z rzeczywistością popaść w zwykłą śmieszność.”
Hmm, aż chciałoby się zapytać w jaki sposób czyjeś „prywatne rozgrywki” „są w stanie poświęcić los naszej miejskiej firmy”. Wychodzi bowiem na to, że sugerowane zniszczenie firmy polega na wskazaniu nieprawidłowości w jej funkcjonowaniu – a przypomnieć należy, że „Solidarność” „nie poleciała” z tymi nieprawidłowościami od razu do prokuratury, tylko próbowała normalnie rozmawiać z zarządem, który jednak zamiast dialogu zaoferował arogancję, zwolnienia, zawiadomienia do prokuratury itp.
Przykładem tego dialogu może być choćby „Informacja dla załogi”, jedna z wielu podobnych, zawieszona na terenie MPK w lipcu 2008: ”Informujemy, że z inspiracji Jana Gutego zostało złożone doniesienie do prokuratury na Spółkę i kolegów. Doniesienie dotyczy kwestii zagrożenia bezpieczeństwa obywateli ze względu na używanie do przewozu pasażerów niesprawnych autobusów oraz innych kwestii międzyludzkich. Ponieważ w wyniku toczącego się postępowania naszej Spółce mogą grozić bardzo surowe konsekwencje finansowe i prawne z utratą licencji na przewóz osób włącznie, jesteśmy zmuszeni odroczyć wszelkie spotkania i negocjacje w sprawie płac dla pracowników MPK do momentu wyjaśnienia sprawy. Ze względu na powyższe, piątkowe spotkanie w sprawie podwyżki płac nie odbędzie się.”
Powyższa „informacja dla załogi” jest istotna w dwóch aspektach – po pierwsze: doskonale ilustruje stosunki panujące w MPK pod rządami pana Wiatra, pokazując „modelowo” jak wygląda szczucie ludzi przez zarząd firmy, a z drugiej strony obnaża fakt, iż już w lipcu 2008 roku pan prezes miał coś chyba na sumieniu, a przynajmniej był świadom istnienia w spółce poważnych nieprawidłowości, bo inaczej nie pisałby iż „w wyniku toczącego się postępowania naszej Spółce mogą grozić bardzo surowe konsekwencje finansowe i prawne z utratą licencji na przewóz osób włącznie”. Czy tak napisałby ktoś mający przekonanie, że w spółce wszystko jest w porządku ? Z jakiego to powodu bowiem „Spółce mogą grozić bardzo surowe konsekwencje...” ?
A może chodziło wyłącznie o instrumentalne użycie obosiecznego „argumentu” ?
Powstaje zatem pytanie, jaka jest skala, delikatnie mówiąc „zaniedbań” w MPK, o których pan prezes już wówczas wiedział, a bał się że w przypadku ich odkrycia przez Prokuraturę Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne – a nie jakiś tam mały lokalny przewoźnik – może nawet stracić licencję.

I jeszcze jeden przykład „dialogu” – NSZZ Solidarność zwraca się do zarządu MPK o udzielenie informacji ”dotyczącej wysokości wpływu ze zbycia niefinansowych aktywów trwałych Spółki (...) W informacji proszę wyszczególnić każdą transakcję osobno z wyszczególnieniem następujących danych (...)”. Na pismo to, posługując się tym samym „znakiem”, prezes zarządu Jerzy Wiatr odpowiada jeszcze tego samego dnia w ten oto sposób: ”W związku z otrzymanym pismem (...) informuję, że aktualna sytuacja ekonomiczna Spółki, na którą przede wszystkim ma wpływ stale występująca wzrostowa tendencja cen paliw, uniemożliwia wypłatę kolejnych podwyżek płac w roku 2008. Okoliczność zaistnienia spraw w Prokuraturze, której wynikiem mogą być bardzo wysokie kary finansowe uniemożliwia wypłatę podwyżek i czyni sytuację Spółki nieprzewidywalną”. Jako że dokument ów ujrzał światło dzienne 24 lipca 2008 r., wyraźnie widać, że okresowa przypadłość zaniku umiejętności czytania ze zrozumieniem, występowała u prezesa Wiatra już sporo wcześniej, a nie dopiero teraz, przy okazji zapoznawania i odpowiadania na mój artykuł.

Wracając do meritum: ciekawe co by się stało, gdyby skład dwóch autobusów z pojazdem nie przeznaczonym do holowania potrącił pieszego? Co by się stało, gdyby wskutek spięcia układu z pominięciem czujnika, albo wskutek zaklejenia (skwapliwie odklejonych po interwencji) otworów doszło do wybuchu gazu w autobusie pełnym ludzi – wszak o rozszczelnieniu takiej instalacji i przedostawaniu się gazu do wnętrza pojazdu pisałem. To dopiero byłoby „szkalowanie firmy” !
Akapitu dotyczącego mediów, które stanęły na wysokości zadania i nie podjęły tematu komentował nie będę. Pozostawiam to inteligencji czytelników. Szkoda natomiast, że „przestrzegając etyki w każdym aspekcie pracy” pan prezes kierując niniejsze pismo – odpowiedź na nasz artykuł – na ręce prezydenta miasta, rady nadzorczej, prokuratury, a nawet tablicy ogłoszeń, nie skierował go ... do nas.
Wydaje się też, że wszystkiemu co złe w firmie winien jest Jan Guty i to doprawdy zakrawa już na jakąś obsesję. Jan Guty zawiadamia o fałszowaniu dokumentów – Jan Guty zwalniany jest za ukrywanie faktu fałszowania dokumentów lub oskarżany o kradzież dokumentów. Pozostaje tylko czekać, jak winą za opisane zderzenie dwóch autobusów miejskich w jakiś przedziwny sposób obarczony również zostanie Jan Guty. Toż to istny demon! Natomiast pan prezes Wiatr, występując płomiennymi słowy w obronie dobrego imienia MPK chyba pomylił obronę imienia własnego, z obroną spółki. Te dwie rzeczy niekoniecznie są tożsame. Czasami wydaje się nawet, że wręcz przeciwnie.

Na zakończenie: warto zaznaczyć że „sprawa ma charakter rozwojowy” i opisane zdarzenia nadal znajdują się trybikach wymiaru sprawiedliwości i innych organów kontrolnych – zaangażowali się w nią bowiem parlamentarzyści i zarząd Regionu Małopolskiego NSZZ Solidarność. Pytanie tylko, czy temat zechcą zauważyć tarnowscy radni. Natomiast odnosząc się do nagłych wysypów komentarzy, pojawiających się z nagła po dłuższej przerwie, w rytm kolejnych „przełomów” w sprawie – a uściślając: komentarzy żenujących swym poziomem, w chamski sposób atakujących J. Gutego i osoby z nim związane – otóż niektóre z nich niosą z sobą „wrażliwe” informacje, o których wiedzą tylko bliscy jednej z atakowanych osób oraz – dział kadr MPK. Naprawdę, apeluję o więcej rozwagi, bo w razie czego, niechętnie (dokładamy wszelkich starań, aby miejsce na komentarze było prawdziwym "hyde parkiem'), ale nasza redakcja będzie musiała udostępnić organom ścigania adresy IP komputerów, z których te komentarze zostały wysłane. I nie wiadomo, co się wtedy stanie...

Wzorem pana prezesa Jerzego Wiatra, niniejszy list wysłany zostanie (tyle że drogą mailową) do kancelarii Rady Miasta Tarnowa, Prezydenta Miasta Tarnowa i Prokuratury Rejonowej w Tarnowie. Lista adresatów byłaby z pewnością kompletna, gdyby pan prezes, podobnie jak w przypadku swojego listu, zamieścił niniejszy tekst - odpowiedź również na zakładowej tablicy ogłoszeń. Tego jednak od pana prezesa nie śmiem oczekiwać.

M. Poświatowski

Na zdjęciu: przeróbki spawalnicze belki, za pomocą której był holowany autobus. Jest ona skręcona kilkoma śrubami „na sztywno” i przytwierdzona w ten sposób do konstrukcji autobusu, który ciągnął drugi pojazd o wadze 12 ton. Zachodzi pytanie, czy przy takim ciężarze urządzenie przeznaczone do holowania nie powinno być zamontowane na odpowiednich amortyzatorach, które zapobiegłyby ewentualnemu ścięciu śrub w przypadku nagłych szarpnięć.
Zobacz także :
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?

Warning: mysql_connect() [function.mysql-connect]: Unknown MySQL server host 'mysql5-3.premium' (1) in /home/intarnet/www/www1.atlas.okay.pl/poll/include/class_mysql.php on line 32
Connection Error
MySQL Error : Connection Error
Error Number: 0 
Date        : Tue, June 25, 2024 02:37:42
IP          : 44.192.48.196
Browser     : CCBot/2.0 (https://commoncrawl.org/faq/)
Referer     : 
PHP Version : 4.4.9
OS          : Linux
Server      : Apache
Server Name : www.intarnet.pl
Script Name : /www1.atlas.okay.pl/index_full.html