Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Felieton Mirosława Poświatowskiego    -   14/3/2010
Pornografia intelektualna
Wielokrotnie przychodzi mi zastanawiać się nad dwiema kwestiami: dlaczegóż to nasza polityka coraz bardziej durnieje oraz jakiż to pożytek w moje życie wnosi narażenie się na błyskawicznie podaną w internecie, bardzo ważną wiadomość o tym, co też powiedział dajmy na to poseł Palikot i co zrobiła Doda. Te dwa problemy mają, wbrew pozorom, więcej ze sobą wspólnego, niż się na pozór wydaje, łączy je bowiem klamra „pornografii intelektualnej”, którego to przestępstwa nie ma wprawdzie w naszym kodeksie karnym, w odróżnieniu od paragrafów nie pozwalających nazwać zboczeńców – zboczeńcami, morderców – mordercami (aborcja) itp. itd. Brak przestępstwa pornografii intelektualnej w naszym systemie prawnym tłumaczę sobie na własny użytek tym, że zapewne uznawana jest ona za: a) poważne schorzenie psychiczne; b) obowiązującą u nas normę – przy czym wariant a i b mogą występować jednocześnie, również w naszym parlamencie, na co z kolei wydaje się wskazywać fakt, iż pornografią intelektualną nasi parlamentarzyści dotąd się nie zajęli, w sensie legislacyjnym, natomiast, a jakże, uprawią ją w sposób czynny, ustawiczny, myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem.

Ogloszenie

Podobna przypadłość zdaje się zresztą ogarniać coraz szersze rzesze społeczeństwa, albowiem przykład idzie z góry. O niemożności nazwania morderstwa – morderstwem zaświadcza niedawny „kagańcowy” wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach w sprawie dotyczącej Alicji Tysiąc, a przeciwko Markowi Gancarczykowi i „Gościowi Niedzielnemu”; pani Alicja ma zostać przeproszona. Teraz już się i dziennikarz i ksiądz w kościele trzy razy zastanowi, zanim powie że aborcja to morderstwo, a ten kto morduje – jest mordercą. Z wyroku pożytek też mamy taki, że zupełnie nienaganne jest domaganie się od polskiego państwa odszkodowania za to, że „państwo” to odmówiło zamordowania własnego, nienarodzonego dziecka, które w efekcie tego musiało się narodzić. Naganne natomiast jest mówienie o tym. Co ciekawe, sąd posłużył się argumentem o „mowie nienawiści”. Podejrzewam, że przestępstwa tego próżno by szukać w polskim prawie, a już konia z rzędem temu, kto powie, jaka jest pojęcia tego definicja. Choć przepraszam, definicję tę podał sąd - „mową nienawiści” w świetle tego wyroku jest nazywanie rzeczy po imieniu – aborcji – morderstwem, a tego kto zabija – mordercą. „Mowa nienawiści” jest zresztą psującym prawo, pojęciowym potworkiem powstałym w laboratorium Unii Europejskiej, jako wykwit lewacta i kolejny kij i kaganiec na „nieprawomyślnych”, czyli ludzi nazywających rzeczy takimi, jakimi są naprawdę. Również i w przypadku pojęcia „mowa nienawiści” mamy do czynienia z „pornografią intelektualną”, choć sprawa ma jeszcze dodatkowy wymiar etyczny, moralny oraz dotyka wolności słowa, której sąd swym wyrokiem narzucił iście orwellowski kaganiec.
Najświeższy przypadek dotyczy wyroku Sądu Okręgowego w Gdańsku, który prawomocnie uniewinnił Dorotę Nieznalską oskarżoną o obrazę uczuć religijnych – dla przypomnienia: pani Dorota zasłynęła swego czasu przedstawieniem męskich genitaliów na krzyżu, przez co zabłysnęła zaraz jako wielka artystka, bo tak się dziś w Polsce i w Europie zostaje wielkim artystą i „tfurcą” jeżeli akurat kto inny eksploatuje w tym czasie temat „polskiego antysemityzmu” czy holokaustu - przy czym o ile genitalia na krzyżu przedstawiać można, o tyle zestawienie holokaust z mordowanymi nienarodzonymi dziećmi przekreśla szansę na jakąkolwiek karierę. Ale najkrócej rzecz ujmując: z uzasadnienia pani sędziny wynika, że to nie ukrzyżowanie genitaliów i zaprezentowanie tego „dzieła” na wystawie, obraża uczucia religijne – ale fakt nagłośnienia wystawy tejże przez media (!). Jak podaje „Fronda.pl”, sędzina uważa, iż „sprawa Nieznalskiej powinna być dla mediów i widzów ostrzeżeniem”.
Cóż, nie wiem, czego życzyć pani sędzinie, natomiast pani Nieznalskiej życzę, aby w kolejnym swoim dziele, w podobny sposób potraktowała Mahometa, wystawiając owo dzieło w którymś z muzułmańskich krajów, np. we Francji. A co tam, niech „Gazeta Wyborcza” i jej różowosalonowe, totalniackie środowisko mają swoją kolejną, tym razem dosłownie - męczennicę, do postawienia w panteonie gdzieś pomiędzy Kiszczakiem, Jaruzelskim, Wałęsą i Alicją Tysiąc.

Z podobnymi myślowymi meandrami, które wystąpiły u sędziny, miałem do czynienia i ja kilka dni temu, w sposób jak najbardziej osobisty: otóż na konferencji prasowej z zespołem redakcyjnym „Encyklopedii Tarnowa” wprost zasugerowano mi, iż temu, że encyklopedia owa stanowi dworski bubel z biografiami wymazywanymi cenzorską gumką – jestem winie osobiście ja, albowiem „mogłem zgłaszać swoje propozycje za pośrednictwem strony internetowej”.
Sugestia ta, bardzo żywo przypomina wyrok w sprawie Nieznalskiej i jak widać zjawisko pornografii intelektualnej dotyka szerokich kręgów społecznych, a zwłaszcza zawodowych. Z drugiej strony rzecz biorąc – nie jest to nic takiego znowu nowego, bo przecie już w starożytności zabijano posłańca złych nowin, przeto i dziś zły jest nie ten, co zły czyn popełnia, tylko ten, co głośno powie o smrodzie na salonie, albo że król jest nagi – co dotyczy i sfery tzw. sztuki współczesnej, kultury, polityki – i sfery „Autorytetów Moralnych”, którzy „bez swojej wiedzy i zgody...”.
Nawiasem mówiąc my się tu dziś zastanawiamy kto kapusiem był, podczas gdy nikt nie stawia pytania, kto kapusiem – bądź wręcz oficerem służb – w naszej, dajmy na to polityce i parlamencie jest, choć przynajmniej w niektórych przypadkach wskazać to łatwo.

Ale powróćmy do pornografii intelektualnej. W przypadku dodoizacji kultury przyczyną jest powszechne ogłupienie społeczeństwa – lub też ogłupianie społeczeństwa celowe, bo proszę zwrócić uwagę, że w zakresie tzw. „kultury”, którą raczej określić by należało tanią rozrywką, nasze media, w tym wszystkie telewizornie, robią dokładnie to, co programowo robili Polakom Niemcy za czasów okupacji, kiedy to wydawano ogłupiające „niemieckie gazety dla Polaków” (dziś np. funkcję „żydowskiej gazety dla Polaków pełni „Gazeta Wyborcza”) i kiedy to dopuszczano do polskich mas jedynie tanią rozrywkę właśnie, rozmaite prymitywne rewijki w teatrze itp.
Kiedy już to sobie uświadomimy, warto uświadomić sobie również, że z sensacyjnej, podanej jako jedna z głównych informacji o tym, co też zrobiła, powiedziała Doda czy inna gwiazdeńka, niechby Niesiołowska czy Palikotowa, żadnego pożytku w naszym życiu nie odnosimy, co następuje również w przypadku rozmaitych seriali – częstokroć życie ich bohaterów znamy lepiej, niźli wiemy o tym, co słychać u naszego dziecka czy współmałżonka.

Podobnie ma się rzecz w przypadku zbałwaniałej do szczętu polskiej polityki, której bałwaństwa jednym z herodów jest właśnie poseł Palikot. Trudno zatem nie odnieść wrażenia, że nasz parlament coraz bardziej przejmuje funkcje kabaretu, z promującymi komediantów widowiskami w rodzaju sejmowych komisji śledczych, a najistotniejszą kwestią dla przyszłości naszego państwa, staje się to, co też jeden czy drugi błazen powiedział i kto na kogo się obraził. Zatem, pani sędzio od Nieznalskiej, to nie tylko media się tabloidyzują, ale tabloidyzują się w opisanym sensie również sądy oraz politycy. Jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy? Jest ich kilka...

Po pierwsze, jako że zdurnienie naszych mediów wchodzi w pewne sprzężenie zwrotne ze zdurnieniem społeczeństwa, na co nakłada się przekonanie, że tylko ten istnieje, kto istnieje medialnie – każdy z polityków, który chce „zaistnieć”, musi wziąć udział w powszechnym wyścigu medialnej durnowatości – a poprzeczka przecie podnoszona jest coraz wyżej i powtórka z wymachiwania sztucznym penisem i pistoletem mogłaby nie wystarczyć. Tak więc niechybnym końcem tej drogi jest zredukowanie sejmowego teatru do roli rewiowego teatrzyku, co właśnie obserwujemy, w następnej zaś kolejności – do cyrkowej areny (zaokrągloną salę sejmową łatwo da się adaptować) – na której to arenie, posłowie, by przyciągnąć uwagę widzów, kolejno wychodzić będą na mównicę i w obecności sekundantów obrzucać się z niej inwektywami i gadżetami. Zgromadzona publiczność w specjalnym głosowaniu popularności posła, będzie decydować, także sms-ami, któraż to tyrada, któryż to spicz czy skecz był atrakcyjniejszy. Oczywiście, na środku areny można ustawić ring bokserski, by jak u naszych wschodnich sąsiadów, nasi reprezentanci lali się po łbach, najlepiej w barwach klubowych, indywidualnie i drużynowo – no, ale do tego trzeba przynajmniej mieć jaja. Niewykluczone że dopiero kolejne pokolenie troglodytów sprosta temu zadaniu.
Ku temu wszystkiemu zmierza i bez mała tak wygląda u nas „uprawianie polityki”.

Druga przyczyna tej pornografii intelektualnej, wskutek której każdy z nas nasyciwszy się kolejną porcją pierdół, odchodzi od telewizora, gazety, komputera, w poczuciu że został wyczerpująco poinformowany o najważniejszych dla niego sprawach, sprowadza się do stwierdzenia, że bydło musi być w nieustannym ruchu, strachu, wk...wieniu, za sprawą wymyślenia i nagłośnienia coraz to kolejnych propozycji naszych ustawodawców, bo tylko tak można przyciągnąć bydła uwagę i tylko tak można je strzyc, przekonując o ważności podejmowanych spraw i doniosłości walki z problemami, przez siebie stworzonymi.

Trzecia przyczyna durnowatości naszej, niepoważnej polityki, którą Stanisław Michalkiewicz nazywa „groźnym kiwaniem palcem w bucie”, ma walor iluzjonistyczny. Otóż prestidigitator wykonując swój „czarodziejski” trik, umiejętnie odwraca uwagę publiczności, od tego, co czyni naprawdę. U nas funkcję tę pełnią m.in. sejmowe komisje śledcze, które kończą się niczym, w myśl okrągłostołowej zasady (znów Michalkiewicz): „wy nie ruszacie naszych, my nie ruszamy waszych”; funkcję tę pełnią również różne, głośne, „wydarzenia zastępcze”, dzięki czemu w tym samym czasie, w cieniu ich huku, można spokojnie przeprowadzić niezły deal, z pomocą np. ustawy, o której „Rzeczpospolita” w jednozdaniowej notce na odległej stronie napisze że „w życie weszła”, ustawy która będzie wprowadzała niewielkie, ale istotne zmiany w sferze, która nie ma żadnego związku z nazwą tejże ustawy, ustawy, którą rozumieć będzie garstka posłów, wreszcie – ustawy, której prawdziwych skutków świadoma będzie jeszcze mniejsza grupka szwindlarzy.

Po czwarte obecna ordynacja wyborcza i opłacanie czterech politycznych mafii przez podatnika sprawiają, że głosujemy nie na ludzi, tylko na listy, na których obowiązuje zasada BMW – Bierny, Mierny, ale Wierny. Okazuje się, że w tym zakresie, np. wywiadowi obcego mocarstwa wystarczy opanować ledwie kilka – kilkanaście kluczowych „pozycji”, by niby marionetką kręcić całą naszą „polityką”, a opanowanie tych pozycji nie jest takie trudne, wobec braku rzeczywistej lustracji, gdy wielu ma coś za uszami, i wobec przeprowadzenia niby przez morze Czerwone dawnych funkcjonariuszy WSI po czasy współczesne tam, gdzie trzeba, co wydają się sygnalizować różne niebaczne wypowiedzi niektórych panów i fale samobójstw w więziennych celach objętych stałym nadzorem.
I tak dochodzimy do przyczyny bodaj najsmutniejszej, choć oczywiście bardzo smutny jest już sam fakt, że jeśli nasi reprezentanci są naszym zdaniem w taki czy inny sposób durnowaci, cwaniakowaci, sprzedajni, tacy czy owacy, to dzieje się tak dlatego, że durnowaci jesteśmy my, albowiem wybraliśmy ich na obraz i podobieństwo swoje. Otóż, ponieważ osiemdziesiąt procent suwerenności przekazaliśmy do Brukseli za sprawą Traktatu z Lizbony i wszelkie uchwalane u nas prawo praktycznie musi być zgodne nie z konstytucją, ale z prawem unijnym, dla naszych pleplementarzystów znacząco zawężyło się pole manewru, poza oczywiście kombinowaniem profitów i stanowisk dla siebie oraz krewnych i znajomych królika. Jednak przecie jakąś aktywnością trzeba się wykazywać (czy wiecie Państwo że w sejmie jest podkomisja ds. promocji żużla?). Oczywiście, nasi reprezentanci wciąż jeszcze dysponują akurat taką cząstką władzy, by nam wszystkim zrobić kuku, jednak nie ma to nic wspólnego z prawdziwą polityką i kształtowaniem naszej obecności na arenie międzynarodowej, no chyba że polityką nazwiemy wymyślanie coraz to nowych sposobów łupienia podatnika. Skoro zatem wszystkie znaczące decyzje, za sprawą Traktatu z Lizbony i agenturyzacji życia publicznego (WSI, „gruba czerwona kreska”, „nie polujmy na czarownice”) zapadają gdzie indziej, poza granicami naszego kraju, posłom i innym politykom pozostaje już tylko albo ucieczka w samorząd, gdzie paradoksalnie realna władza jest większa – i wielu parlamentarzystów zapowiada dokonanie takiej wolty – albo też uprawianie teatru dla ogłupiałych wyborców, coraz bardziej tandetnego cyrku rodem z taniej tancbudy w którą przemieniła się Polska; chłopaki muszą się zdrowo napocić, żeby ukryć, że „król jest nagi”, że tak naprawdę niemal na nic w zasadniczych kwestiach nie mają wpływu – i że chodzi im o coś innego, niż już tylko o trwanie przy stołkach. Nie dziwota więc, że przyszłością Polski nie przejmuje się już nikt – wśród priorytetów zajmuje ona odległą pozycję, po osobistych korzyściach, po korzyściach tej czy innej partii. Nie dziwota więc, że dla piarowskich korzyści rząd traci grube miliardy, przesuwając środki budżetowe by ukryć deficyt, by ukryć fakt, iż zadłużane na niespotykaną dotąd skalę są przyszłe pokolenia.

I dlatego właśnie poziom durnowatości mamy taki, jaki mamy i dlatego „pornografia intelektualna” przenika wszystkie kręgi społeczne i dlatego świat polityki i taniej rozrywki mają u nas ze sobą tak wiele wspólnego – zda się, że w zasadzie światy te już zamieniły się miejscami.
Tak proszę Państwa wygląda dziś Polska - w dwadzieścia jeden lat po „transformacji ustrojowej”, podczas której upadający, socjalistyczny reżim oddał władzę – by przekazać ją samemu sobie...

M. Poświatowski
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 

Komentarze internautów:   (Liczba komentarzy : 3)Dodaj komentarz
(14-03-2010) hmmm :
BMW - Bierny , mierny , ale wierny , tak to mi sie spodobalo , ale Pana Michalkiewicza jakos nie ten tego podobnie jak prof Wolniewicza....taka gmina.....

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(14-03-2010) Antygalicjanin :
Brawo Panie Poświatowski! Wspaniały felieton. Mało kro zastanawia się nad kierunkiem mentalnego rozwoju społeczeństwa i to idącego w niebezpiecznym kierunku. Utkwiło mnie jeszcze jedno określenie polityki wypowiedziane przez któregoś z francuskich filozofów - " Polityka - to dziewica bez cnoty" . Dogłębnie ilustrujące nasze "elity". W dodatku, następuje psucie języka i pojęć spowodowane obniżaniem się poziomu wykształcenia; przykładem określenie stanowiska - "inżynier produktu"..

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(15-03-2010) KejSi :
Szacunek, zaczynam rozumieć i doceniać wcześniejsze Pana wypowiedzi. Ponieważ czytelnikiem Pana tekstów jestem od niedawna, dotychczas odnosiłem wrażenie, że jest Pan Don Kichotem walczącym ze swoimi własnymi wiatrakami, w imię idei, której pojąć nie byłem w stanie. Dziś widzę, że nie tylko ma Pan wyraźnie określony światopogląd, ale że nie odbiega on od mojego. Pozdrawiam

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


W związku z pracami modernizacyjnymi na portalu możliwość komentowania artykułów została wstrzymana do momentu oddania nowej wersji serwisów. Prosimy o cierpliwość, przepraszając za niedogodności.

Portal inTARnet.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy. Redakcja zastrzega sobie jednak prawo do usunięcia lub skrótu komentarza naruszającego prawo, zasady współżycia społecznego lub NETykiety. Jeżeli uważasz, że którykolwiek wpis narusza czyjeś dobra - zgłoś nadużycie, wysyłając e-mail na adres:
redakcja@intarnet.pl


© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947