Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Felieton Mirosława Poświatowskiego    -   20/3/2010
PRL wkracza w nowy etap
”(...) A skoro już przy wyrokach sądowych jesteśmy (o których też przecie dopiero co pisałem) i panteonach – właśnie sąd orzekł, że Adam Michnik nie był zaciekłym obrońcą agentów, jak to przedstawił go w swej wypowiedzi prof. Andrzej Zybertowicz. Okazuje się więc, że Mojżesz naszej publicystyki, Człowiek Honoru, Żyd Roku, redaktor naczelny gazety, która wściekłymi atakami na lustrację i lustratorów, moralnie i realnie pomogła bezpiecznie przeprowadzić dawną agenturę z PRL po czasy współczesne, nie jest zaciekłym obrońcą agentów tychże. Swoją drogą to bardzo ciekawe, że profesora Zybertowicza prócz Michnika skarżyli także tajny agent Milan Subotic (TVN) oraz tajny agent Zygmunt Solorz (Polsat). Panowie ci poczuli, że ich dobra zostały naruszone, a sąd w procesie wytoczonym przez Michnika przyznał temuż rację. (...)” - pisze w najnowszym felietonie Mirosław Poświatowski.

Ogloszenie

Na początek muszę przeprosić. Za Dodę – z ubiegłego tygodnia. Już nigdy więcej nie wypowiem słów o dodoizacji kultury, nawet jeśli określenie „dodoizacja” nie jest znakiem towarowym zastrzeżonym. Przepraszam tak na wszelki wypadek, albowiem Doda właśnie wygrała proces z liderem zespołu Grupa Operacyjna, który ją obraził w piosence, o której pewnie mało kto słyszał, podobnie jak o zespole, ale dzięki wyrokowi będzie on cieszył się pewnie większą popularnością. Podobnie jak sama piosenka. A tak konkretnie: muzyk nazwał Dodę „blacharą”, „żywym banerem”, „blond billboardem” i osobą, która „rży jak ogier”. W zasadzie to wszystko się zgadza, to znaczy nie wiem tylko co znaczy słowo „blachara”, bo nie obracam się w kręgach, które to słowo znają i używają, ale najwyraźniej Doda w tych kręgach się obraca, skoro poczuła się dotknięta. W ten oto sposób, osoba która rży... przepraszam: osoba o oryginalnym śmiechu, wkroczyła do niedotykalskiego panteonu narodowych świętości i innych rodowych klejnotów, o którym to panteonie niedawno pisałem.

A skoro już przy wyrokach sądowych jesteśmy (o których też przecie dopiero co pisałem) i panteonach – właśnie sąd orzekł, że Adam Michnik nie był zaciekłym obrońcą agentów, jak to przedstawił go w swej wypowiedzi prof. Andrzej Zybertowicz. Okazuje się więc, że Mojżesz naszej publicystyki, Człowiek Honoru, Żyd Roku, słynny bratem – odpowiedzialnym za morderstwa sądowe (za które nie stanął on przed wymiarem sprawiedliwości), syn Ozjasza Szechtera, w czasach stalinowskich zastępcy redaktora naczelnego „Głosu Pracy” (redaktorem naczelnym był ojciec obecnego podwładnego Michnika – Konstantego Geberta – „Dawida Warszawskiego”); wreszcie - redaktor naczelny gazety, która wściekłymi atakami na lustrację i lustratorów, moralnie i realnie pomogła bezpiecznie przeprowadzić dawną agenturę z PRL po czasy współczesne - nie jest zaciekłym obrońcą agentów tychże. Swoją drogą to bardzo ciekawe, że profesora Zybertowicza prócz Michnika skarżyli tajny agent Milan Subotic (TVN) oraz tajny agent Zygmunt Solorz (Polsat). Panowie ci poczuli, że ich dobra zostały naruszone, a sąd w procesie wytoczonym przez Michnika przyznał temuż rację.

W tym zakresie na obraz naszego życia publicznego, politycznego, medialnego, jeszcze więcej światła rzuca fakt, że za główny program informacyjny TVP 2 czyli „Panoramę” odpowiada TW „Zbigniew”, Jacek Skorus, który w stanie wojennym przygotowywał materiały propagandowe wymierzone w „Solidarność”. Zatem również media publiczne na odcinku ideowym są odpowiednio „zabezpieczone”. Afera ta wybuchła przy okazji filmu „Pod prąd” o Konfederacji Polski Niepodległej, w którym znajdują się fragmenty „Dziennika Telewizyjnego” z tamtego okresu. Film ten, zamówiony przez TVP 2 pozytywnie przeszedł kolaudację, po czym... jakoś tak dziwnie spoczął w magazynie. Rzecz w normalnym kraju nie do pomyślenia, ale w reżimowych mediach na ten temat – cisza. Już Państwo wiecie dlaczego...

Ale powróćmy do prostujących kręte drogi rzeczywistości procesów sądowych. Oto kolejny jakże niezawisły sąd uznał, że Paweł Zyzak cytując akta SB, czyli publikując fakt rejestracji Lecha Wałęsy jako Tajnego Współpracownika – obraził w ten sposób jego córkę. Jak Państwo widzą, w naszym kraju coraz niebezpieczniej jest cokolwiek cytować, a zwłaszcza dokumenty i jeszcze chwila, a niebezpieczne stanie się cytowanie nawet uzasadnień wyroków co niektórych sędziów, gdy brzmieć dlań będą szczególnie kompromitująco. Taki sędzia mógłby bowiem poczuć, że jego dobra osobiste zostały naruszone, przez fakt zacytowania wypowiedzianych przezeń nonsensów. A już nie daj Boże, gdyby znalazł się w archiwach jakiś kwit... Ale od czego są znawcy kwitów oraz tego, z jakiego klucza wypada nam śpiewać, jak np. Adam Michnik, co to w okresie od 12 kwietnia do 27 czerwca 1990 roku buszował sobie wraz z paroma osobami po najtajniejszych materiałach MSW, działając jako komisja nie mająca do tego podstaw prawnych i do dziś dokładnie nie wiadomo co panowie tam robili.
W każdym razie: w świetle tego wyroku, obrażające dla córki Lecha Wałęsy jest rozgłaszanie jaki np. pseudonim nosił jej ojciec; jako że fakt ów wielokrotnie był publikowany w gazetach i książkach, w tym w książce „SB a Lech Wałęsa” S. Cenckiewicza i P. Gontarczyka – polskie sądy czeka masa roboty i jeżeli nie trzeba dziś przywracać instytucji cenzora, który wycierałby gumką życiorysy, to tylko dlatego, że funkcję tę doskonale wypełniają dziś sądy – środowisko nie przewietrzone po dziś dzień pod kątem agenturalności, a to za sprawą michnikowej właśnie, antylustracyjnej histerii – nie należy się więc dziwić, że teraz się odwdzięczają wyrokami, zapadającymi z powództwa np. agentów i Michnika, wedle których to wyroków Michnik Adam nie był zaciekłym obrońcą tychże.
O wycieraniu życiorysów jeszcze za chwilę; w każdym razie: tak oto w zakresie panteonu narodowych świętości, Doda Elektorda połączyła się z Wielkim Elektrykiem co to przez płot skakał, Wielkim Antylustratorem oraz agentami bezpieki, oficerami i generałami od których mamy się odpieprzyć, bo jak nie, to proces, wyrok, kara.

Ale nie wszystkie procesy kończą się wyrokami skazującymi. Oto Aleksander Kwaśniewski i tygodnik „Wprost” zawarły ugodę. Otóż Aleksander Wszystkich Polaków nazwał kiedyś „Wprost” „ubecką gazetą”, straszliwie ją przez to obrażając, a zwłaszcza już byłego obecnie redaktora naczelnego tego tygodnika, Marka Króla. Aleksander Wszystkich Polaków, choć dziś za słowa swe przeprasza, jako padłe pod wpływem emocji, musiał wszakże wiedzieć co mówi, albowiem Marek Król wcześniej nosił wdzięczny pseudonim „Adam”, pod którym został zarejestrowany jako Tajny Współpracownik. Biorąc pod uwagę fakt, iż Piotr Gontarczyk z IPN w swojej książce twierdzi, iż Aleksander Kwaśniewski to TW „Alek” – całą tą sprawę można by nazwać po prostu kłótnią w rodzinie. W przypadku Kwaśniewskiego oczywiście teczka została zniszczona lub wyniesiona w 1989 roku (zapewne po zmikrofilmowaniu), zachowały się jednak inne dokumenty i jak to mawiają niektórzy publicyści – w takich razach taka forma nieobecności jest „wyższą formą obecności”. Ale uściślijmy fakty: w 2005 roku, ówczesny prezydent zdecydował o nie stawieniu się przed sejmową komisją śledczą dotyczącą PKN Orlen w reakcji na artykuł „Wprost” przedstawiający zdjęcia jego i jego żony w towarzystwie oskarżonego o korupcję lobbysty Marka Dochnala, podczas gdy Aleksander, ksywka „Goleń” twierdził, że z Dochnalem żadnych kontaktów nie miał. Wówczas to prezydent obraził się na wredną rzeczywistość i stwierdził m.in. iż „niech żadna mutacja Urzędu Bezpieczeństwa nie stara się kierować losami Polski”.
Teraz strony zawarły ugodę i zastanawiać się tylko można, co na ten fakt wpłynęło. Trochę światła rzuca na to zawarta w ugodzie deklaracja „Wprost”, które wyraża wolę współpracy z fundacją Kwaśniewskiego „Amicus Europae”, promującą „wartości europejskie”...

Jak widzimy, nie wszystkie tego rodzaju procesy muszą kończyć się wyrokami skazującymi. Ale w wycieraniu życiorysów gumką i nieubłaganym prostowaniu krętych ścieżek rzeczywistości, na odcinku frontu wyznaczanego przez obowiązującą linię politycznej poprawności, uczestniczą nie tylko sądy. Oto dopiero co ukazała się taka np. „Encyklopedia Tarnowa”, w której można znaleźć wiele interesujących życiorysów, a jeszcze więcej – nie znaleźć. Redakcja „E.T.” argumentowała, że do tematu „Tajnych Współpracowników”, niechby sztandarowo udokumentowanych i opisanych, jak w przypadku Stanisława Wodzińskiego, podchodzono z dużą ostrożnością, bo w kraju „zapadają różne wyroki”...

Czy wobec całej tej orwelizacji można powiedzieć, że PRL wróciła? Nie. PRL nigdy się stąd nie wyprowadziła. Żyła dotąd podskurnie, w podziemiu, które ktoś mógłby eufemistycznie nazwać „gospodarczym”, a ja nazywam polityczno-kryminalnym. Po przeszło dwudziestu latach walki z lustracją, dwudziestu latach robienia ludziom wody z mózgu, w tym sk...wiałym kraju, w którym premiuje się łajdactwo, w którym prawdę nazywa się fałszem, a fałsz prawdą, w którym za prawdę tąże zapadają skazujące wyroki – ta prl-owska hydra coraz butniej unosi swoje łby, coraz mocniej zatruwając organizm państwa polskiego, wpływając na agenturyzację polityki i sprawiając, że Polska wciąż nie może stać się silnym, gospodarnym krajem którym mogłaby być. Ta hydra nosi głowy Michnika, Kiszczaka, głowy anonimowych dla mnie sędziów, głowy niektórych polityków, głowy tajnych współpracowników i oficerów służb rządzących największymi w naszym kraju mediami, głowy pracowników różnych instytucji, głowy dziennikarzy, redaktorów prowadzących czuwających nad „odpowiednim” doborem i formą podania wiadomości, byśmy my wszyscy wiedzieli, co mamy myśleć i jak wartościować, broń Boże nie czyniąc tego samodzielnie, na własny rachunek. Zatem PRL nie wróciła. Była tu cały czas, przyczajona, zaś o jej obecności sporadycznie znać dawały rozmaite afery. PRL był i jest. I sądząc po zapadających wyrokach sądów w różnych sprawach, ten dwudziestoletni okres „pieriestrojki” za pomocą której władza ludowa miała się uwłaszczyć, właśnie dobiega końca, a PRL wkracza w nowy etap. Etap zabierania dzieci nieprawomyślnym rodzicom pod lada pretekstem przez opiekę społeczną, etap odcinania od dotacji, etap braku zamówień, przegrywania konkursów ofert, braku możliwości awansu czy znalezienia dobrej pracy, etap niemożności publikacji itp. itd. Albowiem przez ostatnie dwadzieścia lat najpoczytniejsza gazeta w Polsce „zaklinała prawdę”. Teraz przeszliśmy do etapu prawdy tej sądowego kneblowania. Jakie będą etapy kolejne?...

M. Poświatowski
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 

Komentarze internautów:   (Liczba komentarzy : 6)Dodaj komentarz
(20-03-2010) Liber :
Panie redaktorze różne okresy były w naszej histori - i niestety PRL też, tego nie zmienimy. A jeśli chodzi o udokumentowanych TW, to ostrożność nie zawadzi. Intarnet niedawno zamieszczał dokumenty z IPN na temat W. Sikory - szefa malopolskiej Solidarności, a niedawno TV Kraków nadała film , w którym Pani z IPN zaprzeczyła współpracy tego pana z SB.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(21-03-2010) przeprosiny :
Przeprosiny GO w necie powinny brzmieć tak: ______________ Jest nam przykro, że Dorota Rabczewska poczuła się dotknięta użytymi w naszej piosence określeniami: "Blachara", "żywy baner", "blond billboard" i osoba, która "rży jak ogier". Naszym celem nie był zamach na godność "Dody". Przepraszamy za niezamamierzony efekt._______________ to tylko podkręci zainteresowanie sprawą i piosenką, obróci się przeciw tej rozkapryszonej paniusi.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(21-03-2010) prv :
aż by się chciało dodać jeszcze Maleszkę: Lesław Maleszka (Leszek Maleszka) (ur. 15 listopada 1952 w Krakowie) – były dziennikarz Gazety Wyborczej, wraz z Bronisławem Wildsteinem był inicjatorem założenia Studenckiego Komitetu Solidarności w Krakowie po śmierci Stanisława Pyjasa w 1977. Tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimach \"Ketman\", \"Return\", \"Tomek\", \"Zbyszek\"[1]. Jako publicysta i zastępca redaktora naczelnego \"Gazety Krakowskiej\", a następnie publicysta \"Gazety Wyborczej\" wielokrotnie wypowiadał się krytycznie na temat lustracji[2]. W 2001 został ujawniony jako \"tajny współpracownik\" przez swojego przyjaciela z okresu działalności opozycyjnej Bronisława Wildsteina. 6 listopada 2001 roku w \"Rzeczpospolitej\" ukazał się list otwarty działaczy krakowskiego SKS-u oskarżający Lesława Maleszkę o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. W odpowiedzi 7 listopada zastępca redaktora naczelnego Tygodnika Powszechnego i były wiceminister spraw wewnętrznych Krzysztof Kozłowski oskarżył działaczy SKS-u o nierzetelność oraz podważył wiarygodność materiałów SB. Tego samego dnia Lesław Maleszka przyznał, że był tajnym współpracownikiem o pseudonimie \"Ketman\". 13 listopada w \"Gazecie Wyborczej\" ukazał się jego tekst pod tytułem \"Byłem Ketmanem\"[3]. Według Instytutu Pamięci Narodowej, współpraca Lesława Maleszki miała o wiele bardziej rozległy i dobrowolny charakter niż on sam przyznał. Lesław Maleszka współpracował pod kilkoma pseudonimami, samodzielnie sugerując Służbie Bezpieczeństwa przyjęcie ostrzejszej polityki względem działaczy opozycji. Donosił nawet wyższej rangi funkcjonariuszom SB na oficerów prowadzących, którzy nie wcielali w życie jego sugestii. Dzięki pomocy SB dostał pracę w Bibliotece Jagiellońskiej oraz zdobył przydział na mieszkanie na osiedlu Azory w Krakowie . Za donosy otrzymywał od SB regularne kwoty. Znajdował się wśród najlepiej opłacanych agentów w Polsce. (wikipedia)

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(21-03-2010) Wujek (Jasiek) Dobra Rada :
Pan o takich rzeczach, a tu wyznaczony przez Tuska kandydat na kandydata na prezydenta, chce zabronić metody in-vitro 80 letnim kobietą. To jest temat, a nie jakieś tam rozprawy sądowe prowadzone przez niezlustrowanych sędziów!

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(22-03-2010) loleus :
"Czy wobec całej tej orwelizacji można powiedzieć, że PRL wróciła? Nie. PRL nigdy się stąd nie wyprowadziła. Żyła dotąd podskurnie, w podziemiu, które ktoś mógłby eufemistycznie nazwać „gospodarczym”, a ja nazywam polityczno-kryminalnym" Tak panie "redaktorze" PODSURNIE żyła, a może nawet RZYŁA...

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(23-03-2010) podswiatowskiemu :
masz chlopie racje: PRL nie zginela, zyje. PRL - to nie epoka historyczna, tylko sfera mentalna. Jestes tego doskonalym przykladem. Jesli nie jestes leniwy, a ciekawy historii, zajrzyj do gazet z czasow ok 1968. Zobaczysz tom toczka w toczke stylistyke, ktora przetrwala w Twojej postpeerelowskiej glowce.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


W związku z pracami modernizacyjnymi na portalu możliwość komentowania artykułów została wstrzymana do momentu oddania nowej wersji serwisów. Prosimy o cierpliwość, przepraszając za niedogodności.

Portal inTARnet.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy. Redakcja zastrzega sobie jednak prawo do usunięcia lub skrótu komentarza naruszającego prawo, zasady współżycia społecznego lub NETykiety. Jeżeli uważasz, że którykolwiek wpis narusza czyjeś dobra - zgłoś nadużycie, wysyłając e-mail na adres:
redakcja@intarnet.pl


© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947