Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Felieton Mirosław Poświatowski    -   29/5/2010
Postępowi katolicy
Z „postępowymi katolikami” jest jak z „ekonomią społeczną”. Okazuje się bowiem, że oprócz zwykłej ekonomii, jest jeszcze ekonomia niezwykła, opierająca się na jakichś innych niż np. matematyczne zasadach. Stąd tylko już krok do „matematyki społecznej”, w której pierwiastki i zasady mnożenia zostają „uspołecznione”, na przekór logice. Podobnie rzecz się ma ze „sprawiedliwością społeczną” - okazuje się, że samo w sobie pojęcie „sprawiedliwości” jest niedoskonałe, stąd konieczność wzbogacenia go o człon „społeczna”. Rzecz jasna taka sprawiedliwość niewiele ze sprawiedliwością będzie miała wspólnego, tak jak tzw. „dyskryminacja pozytywna” „nie jest dyskryminacją”, choć w ramach „równouprawnienia” daje większe przywileje takiej czy innej mniejszości, stającej się świętymi krowami (np. mniejszość seksualnych zboczeńców, nawiasem mówiąc mogących w wielu krajach adoptować dzieci i zawierać homoseksualne „małżeństwa). Takich potworków pojęciowych, nie tylko z przymiotnikiem „społeczna” jest zresztą więcej. Trudno więc przejść obojętnie obok sytuacji, w której „postępowi” jak paraliż „katolicy” oburzają się, gdy katolicki Kościół przypomina, co jest grzechem i co jest niezgodne z Kościoła tego nauczaniem. Tak stało się w przypadku komunikatu Rady ds. Rodziny episkopatu odnośnie zakazu udzielania komunii osobom popierającym zapłodnienie in vitro.

Ogloszenie

Postępowi katolicy larum podnieśli wielkie, trzęsąc się z oburzenia i wzywając na odcinek frontu takie autorytety, jak chociażby publicystę m.in. „Gazety Wyborczej” i „Tygodnika Powszechnego”, Tadeusza Bartosia, człowieka który porzucił dominikański habit, byłego duchownego, krytyka Kościoła, przeciwnika celibatu, na przekór statystykom, badaniom i porównaniom (np. z kościołami protestanckimi) – w celibacie upatrującego przyczyny molestowania nieletnich w Kościele. Pan Bartoś komunikat w sprawie in vitro nazywa „wchodzeniem z butami w ludzkie sumienia”.

Przypomnijmy więc, że w wyniku zapłodnienia in vitro niszczy się ludzkie zarodki. Sytuację tę można przyrównać do aborcji – tyle że tu, aby na świat mogło przyjść jedno dziecko, zabija się nienarodzonych dzieci kilka. Komunikat Rady ds. Rodziny wywiedziony jest więc wprost z przykazania „nie zabijaj” i stanowi po prostu przypomnienie nauczania Kościoła. Ten kto zabija lub jest zwolennikiem zabijania, nie może przystąpić do komunii świętej. Do komunii nie mogą zresztą przystępować także rozwodnicy. Wielu postępowych „katolików” w drobinie ludzkich komórek nie jest w stanie jednak dostrzec człowieka. Powraca więc pytanie – w którym momencie zaczyna się ludzkie życie? Kościół naucza, że w momencie poczęcia. A czego nauczają aborcjoniści? Że w momencie narodzenia? Czym zatem różni się ludzki płód, abortowany w jakiejś np. „klinice planowania rodziny”, od młodszego od niego wcześniaka, który przyszedł na świat i przeżył dzięki rozwojowi medycyny? Jakiekolwiek próby ustalenia granic, od której możemy mówić o człowieku, sprowadzają się do bardzo umownych ustaleń, nie mających pokrycia w rzeczywistości i będących tylko naszym mniemaniem, decyzją, „umówieniem się”. Czy będzie to chwila, kiedy wykształca się np. mózg? A może kiedy dziecko ma już wszystkie palce? Ale czy ten mózg i te palce pojawiają się z nagła, jak wybuch, czy może jednak rosną stopniowo? Zwolennicy aborcji przegrywają na gruncie faktów, których nie chcą zauważyć i przyjąć do swojej wiadomości, przedkładając nad fakty, własną, wygodną mniemanologię stosowaną. Życie ludzkie zaczyna się bowiem w chwili poczęcia. Stąd też nie powinno dziwić stanowisko kościoła wobec in vitro. Nie przyjmowanie do wiadomości faktów i wybiórcze podchodzenie do nauczania kościoła to charakterystyczne cechy „postępowych katolików” - a „postęp” ów dotyka nie tylko świeckich, ale też i co bardziej modernistycznych duchownych, także tych którzy nie zrzucili jak Bartoś habitu. Otóż ja, jako wierny, mogę wewnętrznie nie zgadzać się, nie rozumieć nauczania kościoła w niektórych kwestiach, dyskutować z nim, próbować zrozumieć i przyjąć je – nie mogę jednak oczekiwać, że wywiedzione z dekalogu i z chrystusowego depozytu nauczanie zostanie tu i ówdzie zmienione, dla mojej wygody. W taki sposób ów depozyt wiary zostanie utracony i nauczanie przestanie być nauczaniem chrystusowym, a Kościół – Kościołem. Wybiórcze podchodzenie do tego nauczania, „umawianie się”, że „od teraz będzie tak i tak” jest niczym innym jak lepieniem złotego cielca, na obraz i podobieństwo swoje, lub stawianiem wieży Babel, na podobieństwo własnych wyobrażeń, własnej wygody, własnego chciejstwa. Jest wreszcie co najmniej redukowaniem nauczania Chrystusa, prowadzącym do wpajania przekonania, że przecież i tak nam przebaczone będzie, że wystarczy być dobrym, a przecież dobrzy jesteśmy, że okazjonalną wizytę w świątyni, spowiedź, komunię, można potraktować jak pigułkę od bólu głowy. Tymczasem nikt nie powiedział, że będzie łatwo tak po prostu wziąć swój krzyż i iść. Tak więc takie wybiórcze, pełne przeinaczeń nauczanie, taki Kościół, nie miałby i nie ma nic wspólnego z Chrystusem.

Najlepiej zaobserwować to możemy na przykładzie co bardziej modernistycznych „obrządków” wyprawianych przez katolickich podobno kapłanów w protestantyzujących się kościołach Europy Zachodniej. Najlepiej skutki takiego procesu możemy zaobserwować na przykładzie niektórych kościołów protestanckich. Biskupi – kobiety, „wyzwolone lesbijki”, zwolenniczki aborcji i obrończynie wielorybów, obrzydlistwo i profanacje w formie udzielania ślubu homoseksualnym parom... Osoby publiczne popierające zabijanie nienarodzonych dzieci, jakby nigdy nic przystępujące do komunii świętej i bluźniące w ten sposób Bogu... Jakże wymowny, choć z pozoru drobny, jest tu protest kościoła ewangelicko-luterańskiego w Szwecji, którego duchowni fakt, iż król Karol Gustaw poprowadzi córkę do ołtarza podczas ceremonii ślubnej, nazywają niebezpiecznym symbolem „traktowania kobiety jako własności mężczyzny”. Oto kościół stojący bardziej na straży „równouprawnienia płci” i politycznej poprawności, niż chrystusowej nauki. To niewielki, ale jakże znamienny przykład zmian w ludzkiej mentalności i odchodzenia od tejże nauki.
Chrystus w niektórych kościoła protestanckich jest dziś „Chrystusem” propagującym rozwiązłość, „Chrystusem” błogosławiącym sodomitom, a nie napominającym ich, „Chrystusem” nawołującym do zabijania nienarodzonych dzieci. Nic więc dziwnego, że stajemy się oto świadkami sytuacji bez precedensu, gdy niektóre wspólnoty protestanckie, chcąc zachować swoją zagrożoną wiarę, pragną powrócić do kościoła katolickiego.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego że to, co stało się w wielu protestanckich kościołach nie stało się nagle. Na przestrzeni lat oni też mieli swoich Bartosiów, swoje „Tygodniki Powszechne”, swoje „nadążanie” za światem i „unowocześnianie” „tradycji”, nauczania Chrystusa, by „potrafiło ono sprostać wyzwaniom współczesności”. W efekcie, to nie my mamy słuchać Chrystusa, ale to Chrystus ma się ugiąć do naszych żądań i oczekiwań, by było nam w życiu łatwo i wygodnie. Czyż zatem kobieta ksiądz, udzielając sakramentów parze nieszczęsnych pedałów czy lesbijek, nie powie „miłujcie się”? Wszak Chrystus nakazywał się miłować! Gdy diabeł kręci kropidłem, wszystko jest możliwe. „Bacz, byś nie zgłupiał od mądrości swojej” - mówi pismo.
Nie sposób odnieść również wrażenia, że w naszym, katolickim kościele, w ostatnich latach duch wezwania „miłujcie się” nie objął „napominania”, które stało się jakby niemodne. Tego napominania i przypominania prawd wiary tak bardzo nam dziś brak. Stąd też i każde przypomnienie tego, co płynie z przekazu Chrystusa, przypomnienie np. warunków, jakie trzeba spełnić by móc przystąpić do Komunii Świętej - wywołuje wielkie oburzenie, podczas gdy powinno być dla nas oczywistością. Stąd też i Bronisław Komorowski, podkreślając iż jest katolikiem, jednocześnie uważa obecny antyaborcyjny kompromis, dopuszczający zabójstwo nienarodzonego dziecka w określonych przypadkach, za dobry i optymalny. Zapomnieliśmy, co to znaczy być katolikiem, być chrześcijaninem, zapomnieliśmy o dawaniu świadectwa z naszego życia, ograniczając się jedynie do „zewnętrznego” uczestnictwa w niedzielnej celebrze Mszy Świętej. W ten sposób tym łacniej, mimowolnie zaczynamy lepić obraz Chrystusa według własnych pragnień i oczekiwań, zamiast przynajmniej wsłuchiwać się w jego przekaz.
Z tej perspektywy wydaje się, że kolejny raz w historii przychodzą czasy oddzielenia ziarna od plew, czasy „bycia zimnym, albo gorącym”, czasy opowiedzenia się. Kościół aby przetrwać, musi zachować swoją tożsamość, ocalić wynikający z tradycji depozyt wiary. dlatego też stokroć lepsza jest świątynia Pańska, lepszy jest kościół mały, ale prawdziwy, niż pełen ludzi, ale bez Boga. Bóg zaś jest taki, jaki jest – nie zaś taki, jakim chcielibyśmy dla swojej wygody Go widzieć. W tym drugim przypadku – czcimy bowiem nie Boga, ale swoje wyobrażenie o Nim, będące często Jego zaprzeczeniem. Kiedy więc czytamy wywody „uczonych w Piśmie”, kiedy czytamy o zatroskaniu „autorytetów” o tych katolików, „którzy uważają, że in vitro nie jest niczym złym”, kiedy słyszymy że „droga ekumenizmu jest drogą Kościoła”, kiedy słyszymy wezwania, że pora na reformy, bo celibat jest samym złem, kiedy słyszymy opinie, że „Bóg nie potrzebuje pośredników” - w postaci kapłanów, kiedy wreszcie zalewać nas będą takie czy inne komunikaty, uświęcone niekiedy nawet i przez niektórych, nie tylko byłych duchownych – pamiętajmy o jednym: to Bóg, to Chrystus jest zbawieniem. To On zbawia. Nie zaś nasze o Nim wyobrażenie.

M. Poświatowski
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 

Komentarze internautów:   (Liczba komentarzy : 9)Dodaj komentarz
(30-05-2010) malina :
Święta racja Panie Mirosławie -\\\"nie nasze o Nim wyobrażenie\\\"

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(30-05-2010) hmm :
Teizm sobie a taca sobie ....a wiec co z tą tacą ?

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(30-05-2010) poziomka :
Pie....ły Pan pisze, panie Mirosławie. Prócz \"walki\" o zarodki, proszę walczyć o te narodzone, niepełnosprawne, wyrzucone poza nawias dzieci. Bite i maltretowane. O skazywanych, przy aprobacie Kościoła, na eutanazję ludzi starych i niedołężnych, ale również dzieci gdy odmawia się im leczenia, gdy kolejki na zabiegi, operacje, usprawnianie itd są wielomiesięczne jeśli nie w lata przechodzące. O zapewnienie im godziwych warunków życia i umierania, a nie tylko zupy podanej w blaszanej misce. W całym tym pana wywodzie logika się załamała i pod koniec bzdury pan pisze. Czyżby przyświecała Panu myśl: głupi naród to kupi ? Wbrew pozorom on myśli.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(31-05-2010) Ja :
Najlepiej zaobserwować to możemy na przykładzie co bardziej modernistycznych „obrządków” wyprawianych przez katolickich podobno kapłanów w protestantyzujących się kościołach Europy Zachodniej. Najlepiej skutki takiego procesu możemy zaobserwować na przykładzie niektórych kościołów protestanckich. Biskupi – kobiety, „wyzwolone lesbijki”, zwolenniczki aborcji i obrończynie wielorybów, obrzydlistwo i profanacje w formie udzielania ślubu homoseksualnym parom... Panie Poświatowski, a coś na temat naszego kościoła może?Tylko szczerze.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(31-05-2010) KArol :
Zbyt dużo kwestii poruszonych w jednym tekście. Cierpi na tym poziom argumentacji. Na przykład: sprawa tego czy \"Chrystus ma się ugiąć do naszych żądań i oczekiwań\". Przez dwa tysiące lat historii Kościoła wiele razy się uginał i jakoś udawało się Go przekonać do zmiany pierwotnej nauki, to jest ciągłe oczekiwanie, że nadal się będzie udawało, zwłaszcza po programowym \"aggiornamento\". Zwłaszcza, że Chrystus zbawia, ale w sprawach bardziej szczegółowych zbawia jednak bardziej nasze wyobrażenie o Nim i Jego nauce (na przykład w kwestii celibatu - Jezus nigdy nie wymagał bezżenności jako warunku kapłaństwa, bo trzeba by Mu poczytać wyznaczenie św. Piotra na swojego następcę jako niekonsekwencję. Kościół od pierwszych wieków się modernizuje i dostosowuje do czasów, a historia Kościoła wskazuje raczej na to, że wszelkie modernizacje pozwalają mu przetrwać. Radykalni kaznodzieje kończyli niekiedy swój żywot doczesny w ogniu Inkwizycji, a reformatorzy, tępieni jak Tomasz z Akwinu i Francesco z Asyżu, po upływie stosownych kilkuset lat zostali wynoszeni na ołtarze.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(31-05-2010) Tiaa :
Czyli Ojciec Rydzyk ma szansę zostać w 2310 roku świetym ?!

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(31-05-2010) Tiaa :
Czyli Ojciec Rydzyk ma szansę zostać w 2310 roku świetym ?!

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(31-05-2010) do Tiaa :
czy marszal sowietskowo sojuza ma szansę zostać w 2010 roku potępionym?!

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(04-06-2010) SOMAFIO :
Felieton zawiera oczywiste oczywistości. Autor w zasadniczych fragmentach pisze niemalże słowami Kościoła, a do uzupełniającego rozwinięcia myśli upoważnia dziennikarskie powołanie. Aczkolwiek, w miarę swobodne poruszanie się w tej jakże delikatnej materii Wiary, może narazić laickiego felietonistę nawet na zarzut herezji. Jednakże nie sposób zgodzić się z opinią, jakoby pan Redaktor kreował „nasze o Nim wyobrażenie”. Jego komentarz do komunikatu Rady ds. Rodziny episkopatu w pełni wyczerpuje definicję jedynie komentarza i nazywania rzeczy po imieniu. Również karkołomnym wydaje się być rozumowanie mylące obronę przykazania „Nie zabijaj” (sfera zasad) z „walką o zarodki” czy walką z patologiami (sfera działania). Bowiem należy zwalczać patologiczne praktyki, a nie zasady. Gdyby sprawa dotyczyła przykazania „Nie kradnij”, to czy wobec kradzieży poziomek z ogrodu sąsiada, należałoby podważyć uniwersalność tego przykazania i zalegalizować kradzież z powodu głodu? Czyż nie należałoby raczej walczyć z dysponentami światowego kapitału (np. poprzez prawne ucywilizowanie zasad operowania nim), którzy w swej różnorodnej lichwiarskiej zachłanności doprowadzają także do kryzysów, aby jeszcze bardziej, również na tychże kryzysach, wzbogacać się, a tym samym masy ludzi doprowadzać do nędzy i desperackich czynów ….? Kościół jakby zapomina o powinności „napominania i przypominania prawd wiary”, to prawda. Co więcej, Kościół powinien wskazywać na zagrożenia dla wiary i człowieka, wynikające z ewentualnego urzeczywistnienia podstępnych poglądów osób pretendujących na wysokie stanowiska państwowe. Podkreślam, powinien wskazywać na zagrożenia a nie popierać określoną partię polityczną. A Naród, wcale nie „głupi”, po zastanowieniu „to kupi”, bo „wbrew pozorom on myśli”. Napominanie jest dla Kościoła trudne, zwłaszcza gdy w swoich szeregach miewa (zapewne miewał również na przestrzeni dziejów) klacze trojańskie z premedytacją wdziewające a następnie porzucające habity do późniejszej walki z Kościołem, czy może jak (o ile dobrze pamiętam) u Mrożka, traktujące piastowanie stanowisk kościelnych jako wykonywanie zawodu lub okazję dla realizacji „powołania” do osłabiania czy wręcz niszczenia Kościoła od wewnątrz! Ze względu na naturę działania tych osób, nie jest łatwo powiedzieć, kim są naprawdę w konkretnym przypadku, bo wrogów Kościoła ci u nas dostatek wśród wszelakiej maści lewactwa, masonerii czy … wrogów Krzyża. W tym kontekście nieco szerzej należałoby odczytać nadal aktualne przesłanie św. bp Józefa Sebastiana Pelczara: „Nie godzi się patrzeć spokojnie na zgubne działanie masonerii. Nie wystarczy lamentować i modlić się, ale potrzeba walczyć i pracować”. Tak więc, czy wobec grzechu zaniechania walki o Kościół Powszechny i Jego od dwóch tysięcy lat aktualne zasady, ze spokojnym sumieniem możemy oczekiwać Miłosierdzia Bożego?

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


W związku z pracami modernizacyjnymi na portalu możliwość komentowania artykułów została wstrzymana do momentu oddania nowej wersji serwisów. Prosimy o cierpliwość, przepraszając za niedogodności.

Portal inTARnet.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy. Redakcja zastrzega sobie jednak prawo do usunięcia lub skrótu komentarza naruszającego prawo, zasady współżycia społecznego lub NETykiety. Jeżeli uważasz, że którykolwiek wpis narusza czyjeś dobra - zgłoś nadużycie, wysyłając e-mail na adres:
redakcja@intarnet.pl


© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947