Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Felieton Mirosława Poświatowskiego    -   12/6/2010
Dysonans poznawczy
“(...)Tymczasem na stronie ministerstwoprawdy.pl, nawiasem mówiąc dostrzeżonej też przez ogólnopolskie media, w inteligentny i zjadliwy w wymowie sposób, z wykorzystaniem starych, komunistycznych materiałów filmowych, w poetyce PRL-owskich kronik, obśmiewany jest marszałek Komorowski, w którym to figurancie spersonifikował się obecnie cały „Jasnogród”. Polecam gorąco to obejrzeć – pyszne! I o eony świetlne odległe od „poetyki” Palikota. Porównując obie te poetyki jesteśmy jednak znów narażeni na pewien dysonans poznawczy. Bo tak jakoś wychodzi, że to jednak ten światły i postępowy Jasnogród, który miał być taki kulturalny, nowoczesny i na poziomie (w stosunku do ziejących nienawiścią Ciemnogrodzian) – że to jednak właśnie ten Jasnogród jest niczym innym jak dyktaturą zacietrzewionych chamów, prostaków i niedouków, w najlepszym razie intelektualnych oszustów i kłamców na podobieństwo Adama Michnika (słowa Herberta). To z Jasnogrodu płynie mowa nienawiści, a w zmajstrowanych przez medialną agenturę garniturach pękają szwy, pokazując, jak bardzo kreowany latami wizerunek odbiegał od wizerunku rzeczywistego. Stąd i niespotykane ostatnio na taką skalę „dysonanse poznawcze”, na które jesteśmy narażeni i których przykryć nie jest w stanie już nawet biegła w takich kwestiach „Gazeta Wyborcza”, ani żaden Lis, ani inne autorytety, postawione na odcinku nieubłaganego obiektywizmu i dziennikarskiej rzetelności. (...)“ - pisze w najnowszym felietonie Mirosław Poświatowski.

Ogloszenie

W poprzednim felietonie napomknąłem o tym, jak się zamawia „sondaże” - ze wskazaniem na. Nie sądziłem wówczas, że tak szybko wyborcy przeżyją związany z tymi sondażami „dysonans poznawczy”. Najlepiej pokazać to na przykładzie: otóż oglądamy w telewizorni program publicystyczno-wyborczy. Pokazywane są nam słupeczki poparcia dla poszczególnych kandydatów. Dla większej przejrzystości owe słupeczki i procenciki oglądamy w wydaniu np. dwóch ośrodków badania opinii publicznej. W obu przypadkach oczywiście wygrywa Bronisław Komorowski. Tyle, że w przypadku jednego sondażu jego przewaga jest na tyle miażdżąca w stosunku do innego badania, że oglądający to wyborca zaczyna się zastanawiać, czy aby w przypadku tym nie badano preferencji wyborczych jakiegoś innego, alternatywnego, społeczeństwa polskiego, może rodem ze światów równoległych. Takie chwile są dla mnie piękne i bezcenne, bo pokazują, jak bardzo mamy do czynienia w Polsce z kreowaniem rzeczywistości i manipulacją. W chwilach takiego rozdźwięku i dysonansu poznawczego na poziomie dziesięciu czy kilkunastu procent różnicy między badaniami tego samego społeczeństwa – przeprowadzonymi rzecz jasna na „reprezentatywnej próbie Polaków” - mamy niepowtarzalną okazję popatrzeć, jak krawcy „sił postępu” dwoją się i troją i jak szyta przez nich – w tym wypadku wyborcza sukmana – pęka w szwach. Jeszcze zabawniej się robi, gdy następuje odbicie w drugą stronę – oto specjaliści od sondaży zorientowali się, że nieco przesadzili i rzeczywiste sympatie wyborców są już tak odległe od tego co przedstawia się w mediach, że lada moment stanie się to dla ośrodków badania opinii publicznej kompromitujące. Zatem kolejny sondaż musi czym prędzej próbować dogonić rzeczywistość. No i dogania! - jeszcze kilka dni temu Bronisław Komorowski miał kilkunastoprocentową przewagę, aż tu nagle przewaga zmalała do dwóch procent, osiągając granicę błędu statystycznego. To ci dopiero – w ciągu kilku dni kilkanaście procent wyborców nagle zmieniło zdanie! A przecież w tej mierze nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa, więc wszystko przed nami. Pozostaje nam więc tylko oczekiwać na kolejne hokus pokus „grupy trzymającej władzę”, zwłaszcza na odcinku dwóch „niezależnych” telewizorni, o których Andrzej Wajda tak pięknie powiedział na konwencji wyborczej drogiego Bronisława, że „nasze są”. Oczywiście ekscesy największego reżysera w dziejach, specjalisty od polsko-rosyjskiego pojednania, niechby i nagrodzone właśnie przez Władimira Putina, są niczym wobec ekscesów posła Palikota, próbującego w ten sposób odwracać uwagę od kompromitujących wpadek drogiego Bronisława. Tych zaś nie brakuje. Okazuje się, że ów opatrznościowy mąż nie wie, czym różni się deficyt budżetowy od długu publicznego – co przy okazji oznacza, że nie wie jakie hokus pokus z jednym i drugim wyczyniało jego macierzyste ugrupowanie. Może to nam sugerować, że w PO w ogóle mało kto lub zgoła nikt nie potrafi tych dwóch pojęć od siebie odróżnić –skoro najlepszy człowiek Platformy tego nie wie, a nie mamy powodu sądzić, że Platforma do wyborów prezydenckich wystawia kogoś nie najlepszego, lub wręcz najgorszego – to cóż dopiero sądzić o platformersach drobniejszego płazu? W tej sytuacji hokus pokus odstawiane przez rząd w zakresie kreatywnej księgowości, deficytu budżetowego i długu publicznego (o czym kiedyś pisałem) pozwala nam domniemywać, że wobec nieznajomości tych zagadnień przez PO, hokus-pokus owe odczyniał ktoś inny, ktoś starszy i mądrzejszy, ktoś kto dyktuje Platformie np. jak ma wyglądać ustawa hazardowa i jaki figurant najlepszym kandydatem jest, do piastowania - tu znów powtórzę za Michalkiewiczem: „zewnętrznych znamion władzy”.

Na marginesie – wielu socjologów zwraca uwagę na sytuację przy badaniu nastrojów politycznych Polaków dotychczas niespotykaną. Ponoć odsetek osób odmawiających odpowiedzi ankieterom sięga 60 % ! Wydaje się, że Platforma i jej kandydat mogą już wiedzieć, co to znaczy. Los dał im po 10 kwietnia – nie z mandatu społecznego przecież – pełnię władzy, z której korzystają już bezpardonowo i w najlepsze, obsadzając po kolei „właściwymi” ludźmi wszystkie stanowiska i instytucje, które straciły swoich szefów w smoleńskiej katastrofie. A tam, gdzie z powodów formalnych jest na to za mało czasu – tworzy się przynajmniej odpowiednie uregulowania proceduralne, które umożliwią za parę tygodni wybór „właściwych” składów komisji i innych ciał, które z kolei „demokratycznie” powierzą fotele m.in. szefa IPN lub prezesa TVP „osobom godnym zaufania”. Tak, na wszelki wypadek, gdyby się okazało, że to, co miało być jedynie formalnością, okazało się mrzonką, pozbawioną już od dawna jakiegokolwiek prawdopodobieństwa...
Tempo tych wszystkich ruchów personalnych i zmian prawa jest na pewno dowodem sporej już desperacji. Dla osiągnięcia celu, sztabowcy marszałka są gotowi zmusić go do zaprzaństwa. Zamiast bronić liberalnych przekonań i przywiązania do programowych deklaracji PO w przypadku racjonalnych skądinąd rozwiązań ekonomicznych (vide prywatyzacja służby zdrowia), Komorowski w kuriozalnej wypowiedzi zagroził ostatnio PiS-owcom, że ... poda ich do sądu, jak nie przestaną mu wmawiać w brzuch, że jest zwolennikiem prywatyzacji szpitali...

Ale przejdźmy do innych wpadek Bronisława Komorowskiego. Zapewne niewiedzę, że Norwegia nie należy do UE, dałoby się obrócić w jakiś atut – dzięki tej wpadce miliony Polaków dowiedziały się przecież, że Norwegia nie należy do UE. No a w razie problemów, drogiemu Bronisławowi podpowiedzi udzieli wydruk z wikipedii. Niezwykle pomocny gdy się bierze udział w konferencji o Radzie Bezpieczeństwa Narodowego. To też niewątpliwy atut, bo wprawdzie ów opatrznościowy mąż nie wie, czym jest Rada Bezpieczeństwa Narodowego, ale potrafi się dowiedzieć, co zdradza pewną nowoczesność i przynosi nam tę bezcenną informację, że drogi Bronisław potrafi posługiwać się internetem. To wystarczające kwalifikacje do bycia głową państwa. Pan marszałek nie stroni też od spostrzeżeń i refleksji natury filozoficznej. „Woda ma to do siebie, że się zbiera, stanowi zagrożenie, a potem spływa do Bałtyku” - rzekł odkrywczo, proroczo i pocieszająco podczas pobytu na terenach dotkniętych powodzią, które, jak sam stwierdził „miał przyjemność wizytować”. Z tej perspektywy nie powinny dziwić jego, padłe parę dni później słowa: „w zeszłym roku powódź, w tym roku powódź, więc pewnie ludzie są już oswojeni, obyci z żywiołem”. Nie pamiętam tylko, czy marszałek słowa te wypowiadał z amfibii, która w normalnych okolicznościach służyłaby do ratowania powodzian, a nie obwożenia prominentów, czy też może z jakiejś innej niezatapialnej platformy.
Wobec takich wtop i braku kompetencji, rzeczywiście Platformie pozostaje już tylko chamskie ujadanie Palikota i sensacyjne informacje, że dęby zasadzone przez Jarosława Kaczyńskiego w wyborczym spocie – uschły. Świadczy to o wielkim zaangażowaniu naszych medialnych służb, które w poszukiwaniu „haków” zmuszone są już nawet od odsyłania swoich najlepszych agentów do monitorowania tempa wzrostu dębów zasadzonych ręką Jarosława Kaczyńskiego. Ta ekologiczna troska jest wręcz wzruszająca, a zaangażowanie godne najwyższego podziwu.

Ale – wszystkie ręce na pokład – więc, jak zauważa słusznie Stanisław Michalkiewicz, za chwilę dowiemy się że za tragedię w Smoleńsku odpowiada nie tylko ś.p. prezydent Lech Kaczyński, ale jego brat Jarosław, który kilkanaście minut przed katastrofą ze swoim bliźniakiem przez telefon rozmawiał. Takie sugestie, traktowane przez salonowe media z całkowitą powagą, stawia już pewien miłujący pokój laureat Nagrody Nobla.
Kto wie, być może strona rosyjska, dysponująca telefonami komórkowymi najważniejszych osób w polskim państwie, również i tu przygotuje jakieś stenogramy rozmów, z których będzie wynikało, że to kandydat na prezydenta Jarosław naciskał na brata, by lądować. Tonący brzytwy się chwyta i być może dla Platformy to jedyna droga, jeśli oczywiście nie przydarzy się jakaś kolejna niespodziewana katastrofa, która przebiegnie nadspodziewanie dobrze.
Zresztą, wokół smoleńskiej tragedii mieliśmy już do czynienia z tyloma dysonansami poznawczymi, że aż zapiera w piersiach dech; okazuje się że skala bezczelności sięga nieskończoności i nie ma granic. Ostatnio czytaliśmy wszyscy o kartach kredytowych ofiar katastrofy. Najpierw okazało się, że ukradziono karty Andrzeja Przewoźnika i dokonano z ich pomocą wypłat. Miał to zrobić rosyjski OMON. Potem okazało się że nie OMON, tylko jacyś „zwykli” żołnierze. Wysoki polski funkcjonariusz państwowy, przywołany wówczas do porządku „powinność paniał” i za pomówienie swe zaraz przeprosił, w języku Puszkina zresztą. Nic nie może się bowiem położyć cieniem na strategicznym partnerstwie rosyjsko-niemieckim, czego gwarantem jest duch polsko-rosyjskiego pojednania. Przy czym nie ma pewności, czy jest to ostatecznie uzgodniona wersja podana do wierzenia. Potem gruchnęła wieść, że zaginęły karty Aleksandry Natalli-Świat. W tym drugim przypadku koordynacja służb w ramach braterstwa polsko-rosyjskiego była już płynniejsza i można było ogłosić, że wcale nie zaginęły, tylko są w dyspozycji naszej Żandarmerii Wojskowej. Słowem – jak w dowcipie o radiu Erewań, gdy okazuje się że nie rowery, tylko samochody i nie rozdają, tylko kradną.

Tak, Salon dwoi się i troi i przed nami jeszcze niejedno hokus-pokus i niejedna podana do wierzenia Prawda. Czy może nawet pisana cyrylicą Prawda. A właśnie – ostatnio rekordy popularności bije założona przez tarnowianina strona www.ministerstwoprawdy.pl. Dotąd strategia obśmiewania, tworzenia dowcipów była domeną „Jasnogrodu”. To „Ciemnogród”, taki moherowy, patriotyczny, skutecznie spychany był w ten sposób do pozycji, z którą się nie dyskutuje, bo nie dyskutuje się z ciemniakiem i oszołomem. Każdy kto myśli „inaczej niż my” to „kaczysta” i słowo to definiuje się samo przez siebie, stając się obśmiewaną obelgą, nie wymagając przy tym żadnego uzasadnienia. Ot, ciemniak i głupek. Stąd też ileż to mieliśmy różnych moherowych dowcipasów... Tymczasem na stronie ministerstwoprawdy.pl, nawiasem mówiąc dostrzeżonej też przez ogólnopolskie media, w inteligentny i zjadliwy w wymowie sposób, z wykorzystaniem starych, komunistycznych materiałów filmowych, w poetyce PRL-owskich filmowych kronik, obśmiewany jest marszałek Komorowski, w którym to figurancie spersonifikował się obecnie cały „Jasnogród”. Polecam gorąco to obejrzeć – pyszne! I o eony świetlne odległe od „poetyki” Palikota.
Porównując obie te poetyki jesteśmy jednak znów narażeni na pewien dysonans poznawczy. Bo tak jakoś wychodzi, że to jednak ten światły i postępowy Jasnogród, który miał być taki kulturalny, nowoczesny i na poziomie (w stosunku do ziejących nienawiścią ciemnogrodzian) – że to jednak właśnie ten Jasnogród jest niczym innym jak dyktaturą zacietrzewionych chamów, prostaków i niedouków, w najlepszym razie intelektualnych oszustów i kłamców na podobieństwo Adama Michnika (słowa Herberta). To z Jasnogrodu płynie mowa nienawiści, a w zmajstrowanych przez medialną agenturę garniturach pękają szwy, pokazując, jak bardzo kreowany latami wizerunek odbiegał od wizerunku rzeczywistego. Stąd i niespotykane ostatnio na taką skalę „dysonanse poznawcze”, na które jesteśmy narażeni i których przykryć nie jest w stanie już nawet biegła w takich kwestiach „Gazeta Wyborcza”, ani żaden Lis, ani inne autorytety, postawione na odcinku nieubłaganego obiektywizmu i dziennikarskiej rzetelności. Więc choć jest i wesoło – i jednocześnie straszno, oby więcej takich dysonansów nam się przydarzało. Ku otrzeźwieniu tych, dla których nie jest za późno, którym do końca nie udało się wdrukować swoistej zaćmy Jasnogrodu, co to od 1989 roku zionie miłością, postępem i pojednaniem – cywilizacyjną misją, dzięki której w Polsce świat wartości stanął na głowie, czyniąc z ludzi miłujących Ojczyznę – ciemniaków i faszystów, czyniąc z łaknących sprawiedliwości – ludzi „polujących na czarownice”, czyniąc z ofiar – katów, a niegdysiejszych katów przemieniając w niewinne ofiary, pretendujące dziś do miana autorytetów moralnych.

Mirosław Poświatowski
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 

Komentarze internautów:   (Liczba komentarzy : 5)Dodaj komentarz
(13-06-2010) Legalny Banita :
Myślę, że drogi Bronek p.o. (nie mylić z PO choć i tak być może) Prezydenta albo nie wiedział bidula o czym mówi, bełkocząc coś o komercjalizacji szpitali albo objawił nam rzecz która ma dopiero nastąpić a z powagi której nie wszyscy sobie zdali sprawę. Jako , że Bronisław K. zarzekał się, iż chodzi mu nie o prywatyzację tylko o komercjalizację szpitali to wypada wyjaśnie, że jeżeli komercjalizacja jest czymś innym niż prywatyzacja oznaczać to może ni mniej ni więcej, że za szpitale będziemy płacili dubeltowo. Raz w wydzieranych przy wypłaci składkach i drugi raz kiedy skomercjalizuje się publiczne szpitale, które tym będą rózniły się od niepublicznych, ze standard leczenia pozostanie na niezmienionym poziomie natomast za usługi trzeba będzie płacić jak w placówkach prywatnych. Tylko po co ? Przeciez już raz nam na te szpitale zabrali pieniądze (przy wypłacie). Nie wiadomoo co teraz uznać za bardziej prawdopodobne. Niewiedzę drogiego Bronisława czy co bardziej prawdopodobne, zamiar który został mu przekazany i suflowany tak aby przez usta drogiego Bronka mógł zostać objawiony szerokim masom społecznym. A podobno PO to liberałowie - cos mi się zdaje , że ten POwiany liberalizm jest jeno liberalizmem majtkowym.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(13-06-2010) OOSMAFI :
No, kurde, fajny ten Internet , super-medium XXI-go wieku, dzięki któremu można sobie własny, skromny mikro-felietonik dziabnąć pod felietonem Mistrza i nie mając własnego Portalu czy Redakcji, samozwańczo zakosztować smaku 4-tej władzy. Póki co, www.ministerstwoprawdy.pl jedynie odwiedzam, bo obnażyć się z adresu IP to jednak nie to samo, co z adresu e-m, a poza tym zdecydowanie wolę „siłownię umysłową” MP. Marzą mi się czasy, gdy nie będziemy musieli o IP myśleć, a w blogu MP odnosilibyśmy się do takiej klasy sensacji, jak np. ta opisana w pewnej gazecie szwajcarskiej, gdzie wyczytałem, że krowa jednego farmera przeszła na pole innego i bezczelnie wrąbała sporo koniczyny sąsiada. Pan Mirosław miałby poważny problem ze znalezieniem tematu, który by wszystkich pociągnął, bo zdecydowana większość obywateli miast surfować po Internecie, konsumowałaby praworządnie i sprawiedliwie wypracowany dobrobyt, więc źle Mu nie życząc, chciałbym, aby w tym sensie wówczas miał trudniej. Dzisiaj MP idzie na łatwiznę, bierze pierwsze z brzegu oczywistości dotyczące zagrożeń dla polskiej racji stanu czy suwerenności Polski, i pisze i pisze, nie mogąc wyczerpać tematów. Teraz pisze o dysonansach, które Matka Historia Polski przecież już doświadczyła, tuż po tym, jak Konrad Mazowiecki sprowadził kwiat rycerstwa z Jasnogrodu niemieckiego - Zakon Krzyżacki, czyli Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, aby ten przez dziesięciolecia nawracał Ciemnogrodzian na wiarę, co powszechnie wiadomo jak się skończyło, bo Ciemnogrodzianie do boju śpiewali Bogurodzicę. Matka Historia ma jednak wredną cechę, lubi się powtarzać, nawet po 600 latach, więc w Kraju nad Wisłą w ubiegłym stuleciu pojawił się sobowtór Konrada ze swoimi braćmi w wierze spokrewnionej z oficjalnie obowiązującą, bo z tych samych korzeni wyrosła, ale która jednak w praktyce okazała się być z drobnym uzupełnieniem z doktrynie: „Czyńcie sobie ziemię poddaną” – I LUDZI. Zeszło ponad 60 lat, zanim Ciemnogrodzianie zwietrzyli spisek i w zniewoleniu zaczęli się zastanawiać, kto w końcu Kraju nad Wisłą jest u siebie? Jednakże dla świętego spokoju nie chcieli wojny polsko-polskiej i wyciągnęli rękę do zgody. W odpowiedzi butni Jasnogrodzianie wezwali Ciemnogrodzian na uklepany teren i pewni swego ponaglali, przysyłając dwa nagie miecze: chama i błazna, w jednej osobie Janusza, który Wodza Ciemnogrodzian szyderczo wyzywał od „Króla”. Dzisiaj powstaje dylemat, czy Wódz Ciemnogrodzian, 20-go czerwca późnym wieczorem wypowie wiekopomne słowa do przegranego Bronka: „Oto ten, który jeszcze dziś rano mienił się być popularniejszym ponad wskazania wszystkich Sondażowni świata”, czy jednak nie, a Matka Historia zatoczy krąg i Ciemnogrodzianie dalsze 150 lat będą musieli poczekać na drugi „Cud nad Wisłą”, dostając w tym czasie d..ę.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(14-06-2010) nie nie i nie :
Znowu ten antyplatformerski bełkot pana Pospieszalskiego!!!- oo! przepraszam pana Poświatowskiego!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!!

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(15-06-2010) OOSMAFI :
Być może nadużywam gościnności tego portalu i możliwości jego serwera, ale w trybie sprostowania, a raczej skorygowania „literówki”, uprzejmie proszę kompetentną osobę o umieszczenie w moim mikro-felietoniku, w ostatnim zdaniu, tuż przed skrótem „d..ę” literki „w’, albowiem jej bark (przypadkowe niedopatrzenie) wulgaryzuje puentę i zarazem wykoślawia ją. Przepraszam za to Wszystkich, a Szanowne Ciemnogrodzianki i Szanownych Ciemnogrodzian uspakajam, prawidłowo powinno być: „w d..ę”. Z poważaniem – Ciemnogrodzianin. P.S. Specjalista(tka), tym razem od 3 x NIE, odkrywczym aktem stwierdzenia podobieństwa brzmienia nazwisk potrafi skutecznie bardziej„pofałdować” nasze półkule mózgowe.

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


(18-06-2010) DSKBHS :
Niech żyje Ministerstwo Prawdy! Niech żyje Rząd Ludowy! Niech żyje Słońce Peru!

numery ip komentujących są rejestrowane.   .


W związku z pracami modernizacyjnymi na portalu możliwość komentowania artykułów została wstrzymana do momentu oddania nowej wersji serwisów. Prosimy o cierpliwość, przepraszając za niedogodności.

Portal inTARnet.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy. Redakcja zastrzega sobie jednak prawo do usunięcia lub skrótu komentarza naruszającego prawo, zasady współżycia społecznego lub NETykiety. Jeżeli uważasz, że którykolwiek wpis narusza czyjeś dobra - zgłoś nadużycie, wysyłając e-mail na adres:
redakcja@intarnet.pl


© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947