To jest strona archiwalna
   Co to był za portal ?   
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   inTARnetowy felieton przedwyborczy    -   02/7/2010
Na kogo oddam głos ?
Jeszcze kilka miesięcy temu to Platforma Obywatelska i jej spin-doctorzy uważani byli za niedoścignionych mistrzów marketingu politycznego. „Pijarowskie” sztuczki zapewniały temu ugrupowaniu poparcie grubo ponad połowy sondowanych cyklicznie rodaków. Po kolejnym, znakomitym skadinąd, zagraniu pod nazwą „prawybory”, wydawało się, że nikt i nic nie może odebrać kandydatowi PO fotela prezydenta. Co więcej, trudno było uwierzyć, że po 10 kwietnia PiS w ogóle będzie w stanie podnieść się po stratach personalnych, jakich doznała pod Smoleńskiem głównie ta partia. Zdziesiątkowany PIS przegrupował się jednak tak szybko i tak skutecznie poprowadził kampanię Jarosława Kaczyńskiego, że w niedzielę 4 lipca całkiem prawdopodobne jest zwycięstwo właśnie jej lidera. Jeśli faktycznie to było właściwym celem sztabu JK. Co wcale nie jest takie oczywiste ...

Ogloszenie
>

Pięć lat temu głosowałem na Donalda Tuska. O patologiach drążących „rywinowskie” państwo i konieczności dowartościowania polskiej tradycji (jest przecież historykiem) mówił tak samo przekonująco jak Lech Kaczyński. Ale jednocześnie miał dla mnie zdecydowanie bardziej „zjadliwe” poglądy gospodarcze i umiał ich skutecznie bronić w polemikach z konkurentem. Dodatkowo proponował sensowne zmiany, przybliżające państwo obywatelowi (jak np. okręgi jednomandatowe w wyborach do Sejmu). Nie został prezydentem, więc oczywiście z tego punktu widzenia trudno oceniać, czy pobłądziłem. Mogę jednak z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że zostałem oszukany. Dysponując realną władzą, o której jako prezydent mógłby tylko pomarzyć, swoje liberalne poglądy ekonomiczne i racjonalne pomysły na organizację państwa, premier Donald Tusk zamienił w praktyce rządzenia na „realpolitik”, niewiele różniącą jego rządy od rządów Leszka Millera.
Platforma zaniechała dosłownie wszystkich ważnych postulatów ustrojowych, z którymi 5 lat temu szła do wyborów.
Dzisiejsze odświeżenie pomysłu wprowadzenia JOW (jeden jedyny konkret w bełkotliwym prezydenckim programie wyborczym Bronisława Komorowskiego !) odbierać mogę tylko jak żart z wyborców. Nie można bowiem nie brać pod uwagę kilkuletniej praktyki sekowania tego pomysłu, jaką realizował obecny Kandydat PO w roli Marszałka Sejmu. Skoro to takie ważne – mógł przecież realnie (a nie tylko deklaratywnie) forsować w parlamencie zmianę ordynacji !
Podobnie jest z innymi deklaracjami Pana Marszałka, jako członka „liberalnej” Platformy.
Jego gospodarczy „liberalizm” można było poznać ostatnio, gdy z takim uporem odcinał się od pomysłów prywatyzacji służby zdrowia, a „wolnościowość” (i szacunek dla głosu protestujących zorganizowanych grup obywateli) m.in. podczas głosowań - a później również przy podpisywaniu jako p.o. prezydenta – ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która ogranicza tradycyjną wolność rodziny i prawa rodziców.
„Konserwatyzm” Komorowskiego to m.in. jego poparcie dla pomysłu parytetów dla kobiet, obrona „kompromisu” w sprawie ustawy „antyaborcyjnej” (która nadal umożliwia zabijanie) oraz podobnie „zgodne” z nauką Kościoła poglądy marszałka na temat in vitro.
Bo ideowość kandydata PO - nie odbiegająca zresztą od normy panującej obecnie w tej partii - zdaje się chybotliwa nie od dziś. Jesienią 1989 roku Komorowski, który do tego czasu aktywnie bojkotował a nawet zwalczał "zgniły kompromis okrągłego stołu” i politykę kontraktowego Sejmu, wyraźnie porwany został przez zaproponowaną mu możliwość sprawowania władzy w półdemokratycznym wówczas kraju. Tak dalece zmienił swą postawę wobec współpracy z komunistami, że nigdy nie poparł - wywodzącego się z szeregów jego obecnej partii – spóźnionego skądinąd dekomunizacyjnego projektu IV RP, a po blisko dwóch dekadach od powstania rządu Mazowieckiego (w którym się wówczas znalazł, i to dość dobrze) był jedynym posłem PO głosującym przeciw likwidacji paramafijnego WSI.
Nic więc chyba dziwnego, że na liście osób udzielających mu poparcia są dziś Wojciech Jaruzelski, Włodzimierz Cimoszewicz, Jerzy Urban, Aleksander Kwaśniewski, czy generał Dukaczewski. Nie licząc oczywiście tego samego grona „autorytetów” i „prawdziwych elit III RP”, które do niedawna popierały jeszcze Unię Wolności vel Unię/Partię Demokratyczną. No i jeszcze - nie licząc zdecydowanie bardziej licznego grona osobników o wyjątkowo lepkich rączkach, których szemranych interesów – jak wskazuje np. afera hazardowa - Platforma Obywatelska najwyraźniej stała się teraz – jeśli nie przekonaną orędowniczką, to jednak obrończynią lub zakładniczką.
W "obywatelskość" PO nie wierzą już bowiem nawet jej politycy. Najlepszym dowodem na stosunek członków PO do idei państwa obywatelskiego jest kompromitująca frekwencja w wewnętrznych zimowych prawyborach. Swojego kandydata zechciał wybrać mniej niż co drugi posiadacz legitymacji partyjnej PO. Jak dobry żart brzmią w tym kontekście dzisiejsze nawoływania liderów tej partii do wzięcia udziału w najbliższym głosowaniu i nazywanie tego czynu .... "obywatelskim obowiązkiem" ...

Nie mam jednocześnie amnezji dotyczącej lidera PIS. Parę rzeczy utkwiło w mojej pamięci szczególnie.
Pamiętam, że to Jarosław Kaczyński wycinał w swej partii najlepszych ludzi. To jego decyzje i trudny charakter sprawiły, że poza PIS znaleźli się tak wybitni i szlachetni politycy jak Marek Jurek, Jarosław Sellin, Antoni Mężydło, Paweł Zalewski, Kazimierz Ujazdowski, Ludwik Dorn... Oczywiście nie zawsze były to głupie i emocjonalne decyzje. Z perspektywy czasu, za w pełni uzasadnione uważam na przykład pozbycie się z otoczenia takich ludzi jak Radek Sikorski, czy Kazimierz Marcinkiewicz.
Pamiętam też kluczenie Jarosława Kaczyńskiego w sprawie Traktatu z Lizbony, podczas negocjacji którego osiągnął ponoć dla Polski „sukces”. Tymczasem nie tylko dał się – mimo faktycznie z przekonaniem uprawianej w trakcie jego rządów samodzielnej polityki zagranicznej - rozegrać w tej kwestii Angeli Merkel, ale też niczego nie uzyskał potem, gdy okoliczności nagle jeszcze raz na to pozwoliły. Nie przeciwstawił się bowiem skutecznie głupiemu pomysłowi Tuska, aby polski parlament – bez autentycznej debaty publicznej i referendum - przyjął Traktat jako jeden z pierwszych parlamentów w Europie, a potem – mimo długiej, racjonalnej wydawałoby się, zwłoki w podpisaniu tego dokumentu przez jego Ś.P. Brata o żadne dodatkowe obwarowania polskich interesów (jak uczyniły to podbijając stawkę Irlandia, czy Czechy) ani On, ani jego środowisko nawet nie próbowały zadbać.
Nie mogę zapomnieć również, że prezes PIS i jego partia nie wyłamali się z hańbiącej współczesnych polskich polityków asekuranckiej postawy wobec ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na 150 tysiącach naszych rodaków w okresie II wojny światowej. Choć trzeba przyznać, że - inaczej niż jego obecny konkurent do fotela prezydenta – nigdy nie zaprzeczał skali tych mordów i nie zastanawiał się nad polską, a nawet ... sowiecką odpowiedzialnością za te bestialstwa. A takie właśnie dywagacje jeszcze kilka lat temu publicznie snuł marszałek Komorowski, przy okazji - skutecznie uniemożliwiając w 65. rocznicę rzezi wołyńskiej podjęcie przez polski Sejm uchwały podkreślającej ludobójczy charakter zbrodni OUN UPA i upamiętniającej jej ofiary.
Nie mogę też zapomnieć niejednoznacznego stanowiska PIS i J.Kaczyńskiego w sprawie proponowanych zmian w konstytucji, konsekwentnie już biorących życie w obronę. Ta dziwnie asekuracyjna postawa kolegów, stała się zresztą powodem rozstania z tym ugrupowaniem najprzyzwoitszego polityka w Polsce – Marka Jurka i jego otoczenia.
Pamiętam też ośmieszające (jego formację i jego samego) zachowanie Kaczyńskiego wobec nieprzychylnych mu mediów i dziennikarzy, czym dodawał tylko amunicji przeciwnikom PiS. Pamiętacie jeszcze kilkumiesięczny „szlaban”, jaki postawił Kaczyński dla występów polityków PiS w TVN ?

Wszystko to każe mi patrzeć na kandydaturę Kaczyńskiego z podejrzliwością.
Zupełnie nieistotna przy tym jest dla mnie odpowiedź na pytanie „czy JK autentycznie się zmienił” po katastrofie smoleńskiej. Bo poza (dawno oczekiwaną, również w jego środowisku) zmianą retoryki, zapewne faktycznie spowodowanej przez traumę 10 kwietnia, żadnej istotnej zmiany u niego nie dostrzegam. Sztab kandydata PO, jego sympatycy i on sam próbowały podczas mijającej kampanii uczynić z tego główny zarzut wobec prezesa PiS, ale to zarzut o całe lata świetlne chybiony !
Oczywiście nie mogę spokojnie słuchać tego, co Kaczyński mówi teraz o Gierku, Oleksym, czy postkomunizmie, ale też nigdy nie miałem złudzeń, że on (i jego Ś.P. Brat) w głębi duszy są PPS-owcami. Zawsze chcieli etatystyczną wizję państwa łączyć z konserwatywnym światopoglądem. To nie jest wizja, która (ze względu na pierwszy jej człon) mi odpowiada, ale jest konsekwentnie przez Kaczyńskiego deklarowana od lat.
Na pewno nie jest jednak Kaczyński typem utopijnego, socjalistycznego doktrynera. Najlepszym dowodem na jego otwartość względem prawideł wolnego rynku było zaproszenie do rządu Zbigniewa Religi i przede wszystkim Zyty Gilowskiej, której zawdzięczamy przecież kilka (prawie) liberalnych reform. Paradoksalnie, w ciągu dwóch lat rządów - może poza skandaliczną polityką „prywatyzacyjną” niekompetentnego ministra skarbu Jasińskiego - Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło w życie zdecydowanie więcej rozwiązań, które można by nazwać wolnorynkowymi i wolnościowymi niż wypisująca podobne hasła na swoich „obywatelskich” sztandarach PO przez blisko 3 lata sprawowania władzy.
Jak istotne to było wsparcie rozwiązań bynajmniej nie socjalistycznych, najlepiej świadczy odmowa poparcia kandydatury lidera PIS, którą deklaruje dziś poczciwy Ryszard Bugaj, jeden z ostatnich już ideowych socjalistów III RP.

Jako że w trakcie kampanii te wszystkie atuty - nie tylko ze względów taktycznych - sztab PIS wykorzystywał stosunkowo rzadko, wcale nie mam przekonania, czy ostatecznym celem jest w tym przypadku prezydentura. Tym bardziej, że realna władza prezydenta w kraju jest stosunkowo niewielka. W dodatku, podczas dwumiesięcznego urzędowania w roli zastępcy, marszałek Komorowski - zapewne na wszelki wypadek - „pozamiatał” już większość tematów, jakimi w najbliższym czasie mógłby się Prezydent państwa zająć. A kapitał już zebrany podczas tych wyborów przez lidera Prawa i Sprawiedliwości (warunkiem jest teraz nieznaczna ... przegrana) może mu dać przecież fotel premiera za rok.
Mimo pokazania w ostatnich miesiącach, że PiS jest partią nieźle zorganizowaną, z całą plejadą młodych, utalentowanych polityków, niejasna jest też dla mnie sytuacja, która zapanowałyby w partii po przejściu swego naturalnego przywódcy do Belwederu. Żadnego wyraźnego lidera, który mógłby pociągnąć za sobą partyjny aktyw na horyzoncie w tej chwili nie widać ...

Sztabowcy PO jednak najwyraźniej tak nie kalkulują. To co wyprawiają oni, pozostali liderzy PO, przedstawiciele niewielkich ugrupowań wyraźnie już wobec Platformy satelickich (PD, SDPL) oraz inni możni obecnego establishmentu, to desperacja przechodząca w obłęd.
W ostatnich godzinach kampanii wyborczej najintensywniej zastanawiam się zatem: czego Oni aż tak bardzo się boją, skoro prezydent w Polsce to tylko „strażnik żyrandola”...?

Czy w tej sytuacji muszę dodawać na kogo, mimo pewnych obiekcji, oddam swój głos 4 lipca ?

Piotr Dziża

Fot. TVP
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?

Warning: mysql_connect() [function.mysql-connect]: Unknown MySQL server host 'mysql5-3.premium' (1) in /home/intarnet/www/www1.atlas.okay.pl/poll/include/class_mysql.php on line 32
Connection Error
MySQL Error : Connection Error
Error Number: 0 
Date        : Mon, October 3, 2022 17:14:40
IP          : 3.235.173.74
Browser     : CCBot/2.0 (https://commoncrawl.org/faq/)
Referer     : 
PHP Version : 4.4.9
OS          : Linux
Server      : Apache
Server Name : www.intarnet.pl
Script Name : /www1.atlas.okay.pl/index_full.html