Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Tarnowska premiera pierwszego polskiego spektaklu o ludobójstwie na Kresach II RP    -   28/6/2011
Wołyńska ballada (nie) teraz w Tarnowie
"Ballada o Wołyniu". Ten pierwszy w historii spektakl teatralny w całości poświęcony pamięci o ofiarach ludobójstwa na Kresach II RP miał swoją ogólnopolską premierę ponad miesiąc temu w Muzeum Niepodległości w Warszawie. Dwa spektakle - zagrane wówczas we wnętrzach trudnych do zaadoptowania dla działalności scenicznej, ale jednocześnie stanowiących jedyny w swoim rodzaju anturaż historyczny - zebrały znakomite recenzje, głównie w środowiskach kresowych. 28 i 29 czerwca o godzinie 20:00 spektakl Teatru Nie Teraz będzie można nareszcie zobaczyć w Tarnowie, na deskach "Solskiego".

Ogloszenie
>
Posłuchaj, co na niedawnej konferencji prasowej mówił o spektaklu reżyser Tomasz A.Żak :




Posłuchaj, co na niedawnej konferencji prasowej mówili dyrektor Teatru im. L.Solskiego Rafał Balawejder (o współpracy z TNT), reżyser Tomasz Żak (o współpracy z aktorami) i jedna z aktorek Ewa Tomasik (o pracy nad spektaklem) :



Scenariusz spektaklu korzysta z wątków legendarnej książki polskiego pisarza Włodzimierza Odojewskiego „Zasypie wszystko, zawieje” (za zgodą autora). Wykorzystywane są także oryginalne świadectwa osób, które przeżyły Zagładę Polaków na Kresach jak również stare pieśni - polskie i ukraińskie.
Reżyser spektaklu, Tomasz A. Żak, historię polskiej Zagłady opowiada poprzez równolegle prowadzone losy trzech młodych kobiet. W tej inscenizacji nie pojawia się żadna postać męska. W składzie aktorskim „Ballady o Wołyniu” występują dwie aktorki Teatru Nie Teraz - Magdalena Zbylut i Ewa Tomasik oraz Agne Muralyte (studentka Akademii Teatralnej w Wilnie gra postać Ukrainki).

"Ballada o Wołyniu" jest dla Tomasza Żaka i ekipy Teatru Nie Teraz spektaklem szczególnym. Dowodzi tego podjęcie niepoprawnego politycznie, trudnego z wielu powodów tematu "kresowego" akurat w roku jubileuszu 30 lecia pracy twórczej, co zapewne uczyni "Balladę o Wołyniu" wizytówką TNT w szerszym niż dotąd odbiorze społecznym, i to na terenie całego kraju.
Świadczą już o tym pierwsze recenzje, opublikowane w mediach po warszawskiej prapremierze. Oto obszerne fragmenty dwóch z nich...

(...) Zapomnienie, marginalizowanie i trywializowanie, zasłona milczenia i brak racjonalnej analizy. Niezwykle smutny, i jak mocno osadzony w realiach naszego życia codziennego spektakl. Ciągle spotykamy się z marginalizowaniem jednych spraw ważnych, a wyolbrzymianiem innych, nieistotnych „Big Brotherów” naszych czasów, urosłych do rangi herosów. Tymczasem prawdziwi bohaterowie, namacalne ofiary odchodzą w zapomnienie rzucone na żer po raz wtóry, bezlitosnym mediom, które tym razem zabijają… po prostu milcząc.
Nostalgiczne pełne przejmującego smutku i tęsknoty pieśni ubrane w określoną scenografię – skromną, ubogą wręcz, a przez to nadającą potęgi wymowie spektaklu w jakiś sposób magiczny, siłą swojego utajonego przekazu przenoszącą widza w świat pełen niepojętego, niezrozumiałego obcego i wynaturzonego splotu wydarzeń, który zepchnął dwa narody żyjące do tej pory w zgodzie w otchłanie: z jednej strony - straszliwej zbrodni, co za tym idzie ukrytego, drążącego poczucia winy, z drugiej - męki i zagłady.
Przejmująca pieśń, jakże smutna w swojej końcowej nucie oddaje pustkę na polach Wołynia, którą widzę w tym właśnie momencie, a jednak niesie za sobą blade echo czasów minionych, tych kiedy było inaczej, tych, gdy można było żyć i cieszyć się życiem; razem. Przejmujący mrożący krew w żyłach czarny cień postawił zasłonę, zasłonę która może okazać się nie do przebycia, mroczną i utkaną już później z łez ofiar, a jeszcze później przede wszystkim - z braku do nich szacunku. Możemy się nie dziwić takiemu stosunkowi jeżeli chodzi o oprawców, znajdujemy jednak ślad i to niezwykle wyraźny, oddany natarczywym stukotem maszyny do pisania, ostrym głosem śledczego, głos wskazujący na również i innych ciemiężycieli pamięci o pomordowanych. Tym bardziej to bolesne, że odnajdujemy takich „spuszczających zasłonę milczenia” we własnych szeregach, odnajdujemy takich we własnym odbiciu w lustrze, oglądając się za siebie na ulicy, patrząc w mielące zapisane i nakazane słowa – usta spikerów. (..) Refleksja – to jest główna idea owej sztuki, tak sądzę. Refleksja nad, przede wszystkim – naszym własnym losem, naszym sumieniem, naszą nijakością, naszym skłóceniem, niezrozumieniem (...). Czy i jak można budować cokolwiek w ten sposób? Jak można budować solidnie na fundamentach z piasku i wody?
Lub może już powoli całkowitym braku fundamentów.

A więc znajduję też przestrogę, wyraźną i czytelną. W tych wszystkich tak strasznie mocno odebranych, pojętych moim sercem, jestestwem; słowach, które padły z ust młodych aktorek, które dane było mi usłyszeć i pojąć w swej prostej – a jednak; głębi, z ich postawy, i próby oddania tego, co przecież jest niemożliwe do oddania.
Wiedzą o tym wszyscy ci, co przeżyli… widzieli… mają to w sobie, drzemie to wspomnienie, jak dziki zwierz, który znienacka może swym pazurem zranić, przeszyć, zmrozić w przeżywanym znów, ponownie niezrozumiałym i okrutnym w swoim źródle bólu, i tak aż do końca, do tego zmierzchu losu ludzkiego, który musi zapaść, a który przyniesie przynajmniej w tej jednej części wybawienie…

A więc jednak, jest coś co zmusza do skłonienia z szacunkiem głowy przed tą próbą czynienia niemożliwego, nieopisywalnego, nieoddawalnego… (...) co swym zaistnieniem może przebudować znaną rzeczywistość, przynieść owoce niezmiernie cenne, ale też i wcale niekoniecznie nieliczne. Oby.
Dla jednych: oczyszczenie (...) Dla drugich; w końcu: wieczny spokój i wieczny sen.
Piotr Szelągowski

Wstrząsający temat ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na polskiej ludności podczas II wojny światowej pojawia się na scenie teatralnej w Polsce po raz pierwszy (!). I to nie w wykonaniu któregoś ze znanych teatrów Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania czy Gdańska, lecz w wydaniu skromnego Teatru Nie Teraz z Tarnowa, który premierę “Ballady o Wołyniu” zaprezentował w Muzeum Niepodległości w Warszawie.
(...) przedstawienie “Ballada o Wołyniu”, prócz roli stricte artystycznej, wypełnia także ważną misję społeczną, edukacyjną, historyczną i moralną. Tomasz Antoni Żak, autor scenariusza i reżyser, wykorzystał w swoim przedstawieniu wątki fabularne powieści Włodzimierza Odojewskiego “Zasypie wszystko, zawieje” oraz fakty zawarte w dokumentach i świadectwach osób, którym udało się ocaleć z tego straszliwego holokaustu na polskim Wołyniu. Opiera się także na świadectwach rodzinnych, zwłaszcza swoich dziadków, którzy pochodzili z Włodzimierza Wołyńskiego. Ich pamięci dedykuje swój spektakl, który można nazwać w pewnym sensie dokumentalnym, albowiem przedstawione w nim zdarzenia mają oparcie w dokumentach, są prawdziwe. Choć chwilami wydaje się wprost niewiarygodne, by z tak dzikim okrucieństwem można było męczyć, torturować i po kawałku mordować człowieka. To nie jest fikcja literacka, lecz fakty.

Kiedy wchodzimy na wyciemnioną widownię, zanim jeszcze rozpocznie się przedstawienie, z ustawionego z boku sceny głośnika słyszymy wyczytywane męskim, stanowczym głosem nazwiska pomordowanych Polaków, ich wiek i miejsce mordu. Rozpiętość wieku olbrzymia, najwięcej dzieci: niemowlaki, 4 latka, 5, 7, 15, 16, 18 lat itd., itd. Także dorośli. Lista ofiar zdaje się nie mieć końca. Ów jednostajny rytm wyczytywania zamordowanych jest jak wywoływanie ich do pośmiertnego stawienia się na apelu. Wstrząsające. Ale to dopiero prolog do spektaklu.

Przedstawienie choć tematycznie jest wielkie i głębokie jak tragedia antyczna, formalnie ma charakter kameralny. Reżyser opowiada tę dramatyczną, prawdziwą historię ustami trzech kobiet: dwóch Polek i jednej Ukrainki. Teraz, już jako dorosłe kobiety, dają świadectwo, czego doświadczyły, co widziały, gdy były dziećmi. Ich wspomnienia są wstrząsające. I choć są to trzy różne osoby, które się wzajemnie nie znają, o odmiennych osobowościach, łączy je podobny los i wspólna trauma. Zapamiętane z dzieciństwa obrazy odrąbywania siekierą głowy, rąk, nóg, wydłubywania oczu, obcinania piersi, rozpruwania brzucha kobietom w stanie błogosławionym, wyciąganie dziecka i zadeptywanie czy zdzieranie skóry z żywego człowieka, ojca jednej z nich, po czym wiązanie do drzewa na pastwę ptaków i rozmaitych owadów lgnących do krwawej, żyjącej rany – są już nie do wymazania z pamięci. Jeszcze jedna rzecz łączy trzy bohaterki. Każda z nich trzyma w ręku starą, zniszczoną gałgankową lalkę, przypominającą im okres dzieciństwa, ale tego jeszcze dobrego, sprzed wojny. Lalka stanowi też rodzaj terapii.
(...)
Wypełnione głęboką treścią przedstawienie pokazuje, że nie wszyscy Ukraińcy popierali eksterminację Polaków. Jedna z kobiet, właśnie Ukrainka, jako dziewczynka uratowała swoją najlepszą przyjaciółkę, Polkę. Wiele lat po wojnie chciałaby ją spotkać, ale wizy do Polski nie otrzyma, bo dając w polskim konsulacie swoje świadectwo o rzezi dokonanej na Polakach przez Ukraińców, postępuje “nierozważnie”.

Tomasz Antoni Żak znalazł znakomite i adekwatne do tematu rozwiązanie formalne spektaklu. Ascetyczna scena, bez specjalnych dekoracji. Nie ma tu żadnych inscenizacyjnych fajerwerków, nic nie odrywa uwagi widza od tego, co najważniejsze, czyli od przekazu. Ta ascetyczność sceny tonącej w półmroku, jej plastyczny obraz tworzy klimat pięknie harmonizujący z tematyką przedstawienia. Skromnego i wielkiego zarazem.

Na tle czarnej kotary, oświetlone jedynie punktowym światłem (jak na przesłuchaniu) aktorki mówią tekst. Są bardzo prawdziwe w swym bólu i głęboko przejmujące jako ofiary holokaustu. Wspaniale, wyraziście, w pełni wiarygodnie poprowadzone role przez Agne Muralyte (studentka Akademii Teatralnej w Wilnie gra postać Ukrainki), Ewę Tomasik i Magdalenę Zbylut. Wszystkie świadomie używają środków wyrazu czy to poprzez gest, czy mimikę, czy pauzowanie. Świetne role. To w dużej mierze zasługa Tomasza Antoniego Żaka. Widać tu w pełni perfekcyjną pracę reżysera z aktorem. Ten znakomity spektakl powinien dotrzeć do jak największej rzeszy odbiorców, nie tylko Polaków. Ale przede wszystkim powinni go obejrzeć rządzący dziś naszym krajem.
Temida Stankiewicz-Podhorecka

fot. A. Żak
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 



© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947