Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   Niedoszły protest pracowników skarbowych   -   29/6/2006
Po górnikach, hutnikach, pederastach, lekarzach i czort wie kim jeszcze, w piątek na ulice stolicy wyjść mieli pracownicy skarbowi, ku utrapieniu warszawiaków, jako że „manifestacyjna” forma zwiedzania ich miasta zawsze powoduje jego paraliż. Ale w sumie dobrze im tak, za tę ich średnią krajową… Protest „skarbówki” bierze się z „przeciążenia pracą, niskich płac, łamania praw pracowniczych, niedoinwestowania w sprzęt biurowy, częstych zmian ustaw i braku ochrony przed napastliwością mediów” (!) – jak napisał „Puls Biznesu”. To także efekt zapowiedzianej przez Z.Gilowską obniżki płac w aparacie skarbowym i zwolnienia 10 % urzędników. Jak wiadomo Pani minister już nie ma i "w ostatniej chwili" wyjściu pracowników aparatu skarbowego na ulice zapobiegł nowy minister finansów, obiecując, że ... nie tylko redukcji etatów w "skarbówce" nie będzie, ale przeciwnie - prawdopodobnie nastąpi wzrost zatrudnienia! Związkowcy odwołali strajk.

Ogloszenie

„Tak dalej nie da się funkcjonować" - skarży się Tomasz Ludwiński, przewodniczący Rady Sekcji Krajowej NSZZ Solidarność Pracowników Skarbowych. Dwa ogólnopolskie związki zawodowe aparatu skarbowego udały się do Warszawy, by byłej już (i być może przyszłej) pani minister Zycie Gilowskiej zadać kilka pytań. Urzędnicy czują się oszukiwani, lekceważeni i przede wszystkim „wrogo traktowani przez swoje kierownictwo, czyli ministra finansów”, które dokłada coraz więcej obowiązków. Związkowcy rozważają też masowe wzięcie urlopów na żądanie, czego „woleliby uniknąć, gdyż uderzyłoby to w podatników”.

Frustracja pracowników skarbowych bierze się stąd, że postrzegani są przez petentów, pracodawców, jako aparat represji i przymusu, okradający podatnika, podczas gdy to oni zapewniają państwu byt, w pocie czoła ściągając dla niego kolejne haracze. I można by pomyśleć, że to oni owe pieniądze wytwarzają, tyle że tam, gdzie zaczyna się „niechęć” społeczna do „skarbówki”, ta ostatnia nagle do własnego państwa, które reprezentuje, zaczyna się dystansować, wskazując paluchem Ministerstwo Finansów jako głównego winowajcę. Wobec czego nie wiadomo, na czyj rachunek urzędy skarbowe pracują. Owo rozdwojenie jaźni „to nie my, to oni” jest dla obecnych czasów coraz bardziej charakterystyczne, a przecież na kimże to uciskany przedsiębiorca ma wyładować swoją frustrację, jak nie na urzędniku skarbowym właśnie (jeśli się oczywiście odważy), który państwo, czyli „aparat represji i przymusu” reprezentuje. Albowiem przedsiębiorca nie ma czasu na to, żeby wychodzić na ulice Warszawy, zaś z drugiej strony – nikt nikomu pracownikiem skarbowym zostawać nie nakazywał.

Problem jest oczywiście znacznie szerszy i już o nim pisaliśmy; dość zauważyć, iż dla statystycznego Polaka płacenie podatków aktem patriotyzmu nie jest i długo nie będzie, ich unikanie jest raczej koniecznością, obowiązkiem i powodem do chwały. Jednak dla „skarbówki” dążenie, aby w granicach prawa płacić jak najmniej, wykorzystując furtki i pomyłki ustawodawcy, to już przestępstwo. I nie wiem, ile się zmieniło od czasu, gdy poszczególne Urzędy stosowały różne wykładnie, zaś podatnik musiał udowadniać swoją niewinność, jako potencjalny cwaniak, złodziej i przestępca, bo taka wydaje się być ponadczasowa mentalność pracowników skarbowych. Faktem jest jedno – zarówno petenci, jak i pracownicy US padają ofiarą nadmiernego fiskalizmu – wyniku radosnej twórczości pań i panów posłów i senatorów oraz samych urzędników Ministerstwa Finansów, ustanawiających co i rusz coraz to nowe, częstokroć bublowate akty prawne. Dlatego w szczególności protestujący urzędnicy skarbowi winni się udać nie pod MF, ale pod parlament i prezydencki pałac, jako że każda kolejna zmiana prawa podatkowego jest bezpośrednim następstwem kombinacji, mającej załatać dziurę budżetową, stanowiącą efekt wprowadzanych socjalnych świadczeń, zwolnień i ulg, nierzadko „wytuptanych” pod sejmem przez zbrojnych w łańcuchy „ludzi pracy” takich jak górnicy czy hutnicy. A wszystko to dlatego, że państwo dla kolejnych ekip rządzących jest niczym innym, jak tylko politycznym łupem i za frustrację podatników i urzędników odpowiadają m.in. imiennie panowie Kaczyńscy, ze swoimi przedwyborczymi obietnicami, tak pięknie wyartykułowanymi w reklamowych spotach, w których lodówka robi się pusta a misie spadają ze ścian.

Z tej perspektywy protest urzędników skarbowych wydaje się być jak najbardziej zasadny, jednak myśląc o tym zaraz sobie przypominam, jak swego czasu prasa pisała o wozach opancerzonych do walki z podatnikiem, zakupionych przez „policję skarbową”. Aby oddać sprawiedliwość przypomnieć należy, że przeciw regulacjom stawiającym „policję skarbową” ponad prawem protestowała swego czasu poseł PiS Barbara Marianowska. W każdym razie niegdysiejsze żądania nowych uprawnień, etatów, uposażeń są niczym innym, jak odpowiedzią na pierwsze i ostatnie pytanie w teście „jak rozpoznać biurokrację”.

Pracownicy skarbowi są również ofiarą własnej niekompetencji oraz mafijnych incydentów, takich jak słynny cassus Kluski, który do dziś głębokim cieniem kładzie się na ich pracy (wieloczęściową, wstrząsającą opowieść b. prezesa Optimusa można znaleźć na naszym portalu). Niechęć lub nienawiść do nich bierze się z socjalistycznego systemu redystrybucji dóbr. Jak parę lat temu wyliczył „Super Express”, statystycznemu Kowalskiemu, przede wszystkim za pomocą Urzędów Skarbowych, państwo zabierało rocznie 8.545 zł – z czego 78 groszy szło na pomoc dla najbiedniejszych, 26 zł dla kolejarzy, 40 zł na ratowanie górnictwa, 65 zł na rekompensaty dla budżetówki i emerytów, 81 zł na ochronę środowiska, 128 zł na rehabilitację osób niepełnosprawnych, 137 zł na służbę zdrowia, nie licząc składek z pensji, 188 zł na rolników, 259 zł na długi ośrodków zdrowia, 273 zł na sądy, 328 zł na urzędników, 362 zł na policjantów, 473 zł na „obronność”, z czego "aż" 3,70 zł na modernizację armii, 483 zł na naukę, oświatę i szkolnictwo wyższe, 511 zł na „obecność w Unii”, 733 zł na „poręczenia udzielane przez polityków zaprzyjaźnionym firmom” i 1.163 zł na obsługę długu publicznego. I tak w jednym z Budżetów Państwa poręczenia Skarbu Państwa mogły być udzielane do kwoty – uwaga! - 23.000.000 tysięcy złotych! Z kolei dotacja do „kolei” (z tytułu ustawowych ulg pasażerskich) wynosiła 200.000 tysięcy złotych, nie licząc dotacji na „inwestycje” PKP – ponad 186.000 tysięcy zł. Zachwyt mój wzbudził też „odpis od funduszu emerytalno – rentowego na fundusz administracyjny KRUS” – 355.225 tys. zł. Trzy i pół biliona – na „stare”! 333.000 tys. zł pochłaniała Kancelaria Sejmu; wydatki na administrację publiczną (bez „urzędów naczelnych organów władzy państwowej” itp.) to, bagatela - 6.335.178 tys. złotych.
Kowalski wkurza się też, słysząc o dochodzącej do pół miliona liczbie urzędników, których z uwagi na obecność w UE, jest jak słyszymy ... za mało. Swoją drogą ciekawym, czy ktoś robił wyliczenia, jak zmienia się wysokość kosztów urzędniczej obsługi tworu państwowego, w stosunku do wysokości ściąganych podatków – bo być może wkrótce cały ten biznes przestanie być opłacalny, jako że od 1989 roku liczba urzędników wzrosła w Polsce czterokrotnie i w takim tempie gdzieś około roku 2040 urzędnikiem będzie co drugi Polak. Jak pokazują badania, budżetowa posada to dziś szczyt marzeń największego grona Polaków.
Ale idźmy dalej - obecnie ocenia się, że ponad 80 % zarobków Polacy oddają państwu, w formie nie tylko podatków, ale rozmaitych obowiązkowych haraczy, ubezpieczeń i opłat, które nie zawsze na pierwszy rzut oka widać. Ocenia się też, co jest logiczne, że cudze pieniądze na innych ludzi wydaje się raczej „nieoszczędnie nietrafnie” i marnowanych w ten sposób jest co najmniej 40% ukradzionych (w majestacie prawa, rzecz jasna) podatnikowi pieniędzy.

Swego czasu pisałem tu też o anonimowej ankiecie rozesłanej wśród przedsiębiorców przez Ministerstwo Finansów (tym samym do jej wyników należy podchodzić z należytym dystansem, tym bardziej, iż odsetek osób, które się odważyły odpowiedzieć, daleki był od 100%). Niemniej jednak znamiennych jest tu kilka wyników: parę lat temu blisko 70% przedsiębiorstw zatrudniało do 5 pracowników, co oznacza, iż nie mogli sobie pozwolić na wynajmowanie kancelarii pomocnych w wyszukiwaniu luk prawnych, na co żalą się pracownicy skarbowi. Zgodnie z wynikami ankiety, a wbrew obiegowej opinii, aż 73% badanych jest zadowolonych z obsługi w Urzędzie Skarbowym! Choć zadowolenie to malało, wraz ze wzrostem kontaktów z US. Zadowolenie to spada jeszcze bardziej w przypadku firm prowadzących działalność zaledwie od roku – szczególnie w zakresie otrzymania „wyczerpujących i zrozumiałych informacji, (...) życzliwość i kompetencję urzędników”. 1/3 respondentów stwierdza, iż wszyscy podatnicy są traktowani „równo”. 62,3% badanych uważa, iż podatnik nie ma szans na wygranie sprawy z urzędem skarbowym – w przypadku osób kilkakrotnie kontrolowanych odsetek ten jest jeszcze wyższy.
Tylko co trzeciej osobie wypełnienie i złożenie deklaracji podatkowej nie sprawia kłopotu. 28,6% respondentów prowadzących firmę krócej niż rok uważa, iż zwiększenie liczby urzędników poprawiłoby pracę urzędów skarbowych; im natomiast firma istnieje dłużej, tym bardziej przekonanie to maleje.

Chciałoby się tu zapytać, jaki jest zdaniem podatnika model dobrego urzędnika i odwrotnie? Przypomina mi się tu moja korespondencja z US w Dąbrowie Tarnowskiej, gdzie bodaj w 2002 roku odsetek decyzji uchylonych przez Izbę Skarbową wynosił 77% (jak podało „Wprost” powołując się na „Gazetę Prawną”). Czy owe 77% uchylonych decyzji to wyraz indolencji i złej woli pracowników US, czy przeciwnie – efekt dobrej pracy i zaangażowania?
Na zakończenie – polecam przytaczane już na naszym portalu fragmenty długiego listu, jaki w reakcji na artykuł w 1102 (2004 rok) numerze „Wprost” „Podatek od bezprawia” wystosował Przewodniczący Rady Sekcji Krajowej NSZZ „S” pracowników skarbowości pan Tomasz Ludwiński. Niektóre zacytowane poniżej sformułowania dają do myślenia, inne - brzmią kuriozalnie. Proszę samemu ocenić które:

„Po raz kolejny przyszło nam przeczytać w kierowanym przez Pana piśmie o bezduszności, niekompetencji i złośliwości urzędników skarbowych. Żadnych wątpliwości. Urzędnik dysponujący nieograniczoną władzą, znęcający się nad pozbawionym możliwości obrony i przedstawienia swoich racji podatnikiem. Świetny materiał. Czytelnicy to lubią. Kto stanie po stronie fiskusa? Nikt przecież nie lubi płacić podatków. Komu będzie podobał się tekst o tym, że to dzięki działaniom służb skarbowym dochody budżetu państwa zapełniają się w 98%? (…)Niestety, jest jeszcze całkiem liczna grupa obywateli naszego państwa świadomie i celowo dokonujących nadużyć podatkowych. (…)(Niektórzy) w taki sposób dokonują kwalifikacji wydatków do kosztów uzyskania przychodu w ramach prowadzonej działalności gospodarczej – aby de facto przerzucić na skarb państwa swoje koszty utrzymania. (…)Taki obraz naszych służb odpowiada niewątpliwie mediom, dla których rzetelnie wykonujący zadania urzędnik skarbowy nie stanowi dobrego materiału do felietonu czy reportażu. Im gorzej tym lepiej - chciałoby się powiedzieć jak za dawnych lat. Po części wina za taki stan rzeczy leży niestety po stronie Ministerstwa Finansów, które nie przywiązuje wagi do medialnego nagłaśniania wszystkich pozytywnych aspektów naszej pracy. (…)Czy powinniśmy się chwalić, że nasi pracownicy w czasie akcji „pitowskiej” zamiast na majówce przesiadują w soboty i w niedziele do późnych godzin wieczornych w urzędach? (…)Czy należałoby na każdym kroku prowadzić akcje informacyjną o tym, że to za naszym pośrednictwem wpływa prawie 100% dochodów budżetu państwa? (…)A może należałoby też zapytać – czy to urzędnik skarbowy jest winien kolejek przy składaniu zeznań i deklaracji, kiedy to klnąc i narzekając składamy je w ostatniej chwili stojąc w długich kolejkach? I na koniec: a może zlikwidować aparat skarbowy albo ograniczyć go jedynie do punktów przyjmowania deklaracji i zeznań podatkowych jak sugerował ostatnio pan Roman Kluska? Przecież podatnicy są tak świadomymi i zdyscyplinowanymi obywatelami, że i bez tego, jak wynika publikacji medialnych, zawsze chętnie, rzetelnie i terminowo wywiązywać się będą z obowiązków podatkowych. A jeżeli nawet kontrolerzy aparatu skarbowego stwierdzali jakieś nieprawidłowości było to wyłącznie efektem ich złośliwości, niedouczenia, nieprecyzyjnych przepisów, zemsty, mafijnych porachunków i Bóg wie jeszcze czego. Nigdy zaś efektem naruszenia prawa przez podatnika. (…)Symptomatyczne jest przy tym, że wielokrotnie jako argumenty mające potwierdzać nieprawidłowość działań fiskusa pojawiały się informacje o uchylaniu orzeczeń organów podatkowych przez Naczelny Sąd Administracyjny. Padają przy tym liczby i procenty mające obrazować skalę niekompetencji naszych pracowników - a jednocześnie, co ciekawe, nikt nie zwraca uwagi na liczne rozbieżności w orzecznictwie tychże sądów w sprawach o identycznym stanie prawnym i faktycznym. (…)W publikacjach prasowych nikt nie podnosi, że urzędnik służby cywilnej ma obowiązek stosować prawo. I stosuje go. Gdyby postąpił inaczej niż to prawo stanowi byłoby to podstawą do ukarania go a w skrajnych przypadkach nawet do uznania, że popełnił przestępstwo. (…)Co ciekawe na temat złej pracy służb skarbowych najwięcej do powiedzenia zdają się mieć byli wysocy urzędnicy Ministerstwa Finansów. Jedni tworzyli sprzeczne wyjaśnienia i interpretacje, drudzy okrakiem zasiadali na stanowiskach ministerialnych i w kancelariach doradztwa podatkowego, a jeszcze inni zasłynęli z forsowania ustaw uznanych przez Trybunał Konstytucyjny za buble prawne. (…) Podobnie politycy. Majstrują bezustannie w przepisach podatkowych. Zmiany w ustawach mających być w pierwotnych tekstach wzorem świetnej legislacyjnej roboty idą już w setki. Mimo to z ochotą publikowane są ich wypowiedzi chociaż wcześniej z łamów gazet aż kapało od informacji o popełnianych przez nich błędach czy wręcz nadużyciach. (…) Dokonując oceny ich pracy na podstawie wypowiedzi podatników trzeba jednak wziąć poprawkę na to, że charakter działań służb finansowych każdego państwa zawsze generować będzie niechętny stosunek obywateli do pracowników aparatu skarbowego bez względu na fakt, rodzaj i jakość ich kontaktów z przedstawicielami instytucji państwowych stojących na straży prawidłowej realizacji dochodów budżetowych. Niechęć ta jest oczywiście wprost proporcjonalna do stopnia fiskalizmu i skomplikowania systemu podatkowego państwa - ale te kreują nie nasi pracownicy – lecz politycy i najwyżsi urzędnicy państwowi. My jesteśmy obowiązani stosować przepisy prawa bez względu na ich jakość czy stopień sprawiedliwości społecznej, gdyż w przeciwnym wypadku czyniono by nam zarzuty niedopełnienia obowiązków służbowych ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami. Dokonując oceny naszej pracy trzeba o tym również pamiętać. (…) Bardzo złe warunki lokalowe, niskie wynagrodzenia, zbyt mała w stosunku do potrzeb wymuszanych obowiązującym systemem rozliczeń podatkowych liczba etatów oraz permanentny brak środków na bieżące funkcjonowanie – to smutna rzeczywistość. (…) Czy ktokolwiek poza zainteresowanymi wie na przykład, że zdarzały się przypadki nie wypłacania należnych wynagrodzeń prowizyjnych poborcom podatkowym w niektórych urzędach skarbowych? Że zatrudnia się ich na 1/8 etatu wymuszając pracę na cały etat? Że ogranicza się dostęp do kserokopiarek a materiały nakazuje się przepisywać ręcznie? Że likwiduje się łącza telefoniczne poza urzędy? Że zmusza się do rozliczania delegacji służbowych według zaniżonych w stosunku do obowiązujących przepisów stawek? Że z uwagi na brak środków zwleka się z rozpoczęciem ogrzewania budynków? Że przeciętne płace w skarbówce kształtują się na takim poziomie, że wśród urzędów państwowych zajmujemy miejsce na końcu pierwszej dziesiątki? Że zmniejsza się zakupy licencji na programy prawnicze i literatury fachowej? (…) Aby zatem poziom obsługi podatników i skuteczność działania służb skarbowych uległy poprawie nie wystarczy jak sugerują publicyści, doradcy podatkowi i parlamentarzyści jedynie zmiana systemu podatkowego. Tu niezbędna jest także decyzja pozwalająca na znaczne dofinansowanie służb skarbowych. Bez tego system nadal będzie kulał, oszuści podatkowi bez przeszkód kontynuować będą swoje działania ze szkodą dla nas wszystkich, a pozostałe służby i osoby opłacane z budżetu nadal narzekać będą na mizerię środków finansowych jakimi dysponują. O tym też trzeba pamiętać. Tak samo jak o właściwym doborze kadr – co niestety nie zawsze ma w naszych służbach miejsce. (…) Nie jest natomiast powszechna wiedza społeczeństwa o ograniczonym dostępie urzędnika skarbowego do literatury fachowej i prawniczych programów komputerowych - bez których trudno w dzisiejszych czasach wyobrazić sobie efektywną pracę. Nikt także nie zwraca uwagi albo celowo nie zauważa, że dziś to nie służby skarbowe lecz podatnicy dysponują większym potencjałem doskonale przygotowanych radców prawnych. Trudno się temu dziwić, bo przy wynagrodzeniu miesięcznym w wysokości 1300 złotych brutto miesięcznie tylko wariat, pasjonat lub osoba mająca poza urzędem dodatkowe zajęcie pozostanie w dłuższym okresie czasu w służbach skarbowych. Tradycyjnie od lat (już nawet nie tylko najlepsi) radcowie prawni i pracownicy fiskusa „wyłuskiwani” są z naszych służb.
Spotykamy ich potem na rozprawach sądowych i w podmiotach gospodarczych, gdzie dowiadujemy się „ile razy więcej” wyceniono ich wiedzę zdobytą w służbach skarbowych. Jeżeli dalej tak będzie - nie ma co liczyć na spadek ilości przegrywanych spraw w sądach - nawet w przypadku wprowadzenia stabilnego i mądrego prawa podatkowego. (…) Wbrew lansowanej w mediach tezie my także chcielibyśmy mieć proste i rzadko zmieniające się przepisy. Może nawet bardziej nam na tym zależy niż podatnikom. (…) Podatnik ma bowiem jeden, dwa problemy interpretacyjne – my mamy ich setki. Jeżeli dodamy do tego fakt podłego wyposażenia nas w literaturę fachową o czym pisaliśmy wcześniej – to sprawa dla każdego powinna być jasna: jesteśmy również za precyzyjnym, stabilnym i zrozumiałym prawem podatkowym. (…) Interesy różnych grup podatników są niewątpliwie bardzo ważne, ale w trakcie prowadzonej dyskusji zapomniano prawie całkowicie o czymś, co naszym zdaniem powinno być priorytetowe – o interesie skarbu państwa. A ten mimo, że w skali ogólnej powinien być zbieżny z interesami obywateli, w skali jednostkowej może już takim nie być. Trzeba też pamiętać o historycznie ukształtowanej niechęci naszych rodaków do płacenia jakichkolwiek danin publicznych. (…) Nam także należy się ochrona i szacunek. Inaczej zawsze ostatecznie i tak winni wszystkiego będą szeregowi pracownicy urzędu skarbowego (izby skarbowej, urzędu kontroli skarbowej). To oni przecież mają bezpośredni kontakt z podatnikiem i to ich wini się za wszelkie uchybienia. Za kolejki w urzędach i błędy w drukach deklaracji. Za idiotyczne przepisy i wysokie podatki. Za częste kontrole jednych i brak kontroli innych. Ale czy tak naprawdę to oni są źródłem zła? Czy wskazane wyżej czynniki niezależne od nas nie mają naprawdę żadnego znaczenia? Czy system w którym na najwyższych stanowiskach w Ministerstwie Finansów zamiast specjalistów obsadza się polityków mających zazwyczaj odmienne od poprzedników wizje funkcjonowania służb skarbowych również temu nie sprzyja? Niewątpliwie obciążenia podatkowe są u nas za wysokie. Wmawianie jednak, że samo obniżenie podatków spowoduje iż zapałamy miłością do służb skarbowych i zaczniemy je nagle płacić wyłącznie z poczucia obywatelskiego obowiązku jest (zwłaszcza w naszym kraju) nieporozumieniem. (…) U nas natomiast przedstawia się aparat skarbowy jako organizację o charakterze mafijnym, szkodzącą interesom obywateli, a oszukiwanie fiskusa jest wyrazem zapobiegliwości życiowej. (…) A ile w takim razie powinna wynieść „kara” za niezawinione przez pracownika uchylenie decyzji w sprawie Romana Kluski? 1000zł? 1000000 zł? (…) To prawda, że do końca ubiegłego roku premia w Resorcie Finansów mogła wynieść 90% (nie 80% jak napisano w artykule Wprost) wynagrodzenia. Ale gdyby było inaczej płaca w urzędach skarbowych nie przekraczałaby 800 złotych miesięcznie netto. Czy jest to wynagrodzenie właściwe dla osoby posiadającej wykształcenie wyższe, zmuszonej do systematycznego z uwagi na ciągłe zmiany przepisów podnoszenia kwalifikacji, narażonej na codzienne ataki zdenerwowanych samym faktem płacenia podatków obywateli? Osoby nie mogącej podejmować jakiejkolwiek dodatkowej pracy w zawodzie, co nie dotyczy przecież innych podobnie lub więcej zarabiających pracowników sfery budżetowej. (…)”


Cóż, i racja to i nie racja. Wychodzi powoli na to, że w Polsce nikt za nic nie odpowiada, skoro zdaniem skarbówki wszystkiemu winni są politycy, zaś zdaniem polityków – urzędnicy, albo jacyś inni politycy. Takie to uroki demokracji – systemu, w którym, jak już pisałem, rządzą wszyscy, czyli nikt i dziwnie tak jakoś wciąż odpowiedzialność się tu rozmywa. Cóż ma jednak w całej tej kołomyi zrobić Kowalski?
Jedno jest pewne - dziś skarbówka grozi wyjściem na ulice, wkrótce kolej na kolejne grupy zawodowe. Swoją drogą ciekawe, jak zareagowaliby na taki przemarsz ulicami naszego miasta Tarnowianie. W każdym razie: czekamy jeszcze na protestujących policjantów i strażaków. Całe szczęście, że protestować nie będą przedsiębiorcy i dziennikarze, bo ci, jak wiadomo, mają aż za dobrze…

M. Poświatowski
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 



© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947