To jest strona archiwalna
   Co to był za portal ?   
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: Okay/TEMI
  
   Wspomnienia o profesorze S. Wróblu   -   15/1/2004
W ubiegłym tygodniu, po ciężkiej chorobie, pożegnał świat i swój ukochany Tarnów - Stanisław Wróbel, jeden z najpopularniejszych w mieście pedagogów, nestor tarnowskich historyków, legendarny gawędziarz, wychowawca dwóch pokoleń Tarnowian. We wrześniu zdążył jeszcze uczestniczyć w promocji swojej ostatniej książki "Opowieści o dawnym Tarnowie". Profesora Wróbla wspominają w ostatnim numerze "TEMI" Łukasz Maciejewski i Kazimierz Bańburski.

Ogloszenie
>

Profesor


Utrwalony w pamięci obraz człowieka z reguły nie jest syntezą jego osobowości. Nawet jeżeli obcowaliśmy z nim przez wiele lat, jedna cecha, jeden gest bierze górę, pozostaje czymś na kształt symbolu. „Gestem" profesora Wróbla był uśmiech. Byłem, jak setki tarnowian, uczniem Profesora. To zawsze tak trudno napisać - byłem. Czas przeszły dokonany. Byłem uczniem, ale nietypowym. W maturalnej klasie, na zajęciach pozalekcyjnych, Pan Profesor przygotowywał mnie do egzaminów wstępnych na studia. To były niezwykłe spotkania, pasjonujące lekcje historii pojmowanej jako immanentna część współczesności.
Profesor Wróbel pozostanie dla mnie dwiema osobami. Jedną był znakomity historyk, miłośnik i apologeta Tarnowa, subtelny erudyta; drugą - wspaniały pedagog, dla którego przygoda z historią miasta, w którym mieszkał, historia kraju i świata była życiową przygodą, pasją, a nie przykrym obowiązkiem. Pomiędzy tymi dwoma wcieleniami toczyło się prawdziwe życie prawdziwego mężczyzny - zdolnego, wykształconego, dowcipnego, pełnego temperamentu i ciekawego życia.
Wydawało się, że o historii wiedział wszystko. Na miesiąc przed egzaminami wstępnymi na studia znałem listę tematów obowiązujących na egzamin ustny. Z duszą na ramieniu pobiegłem po pomoc do Profesora. Nie odmówił, nigdy nie odmawiał pomocy. W aurze niespecjalnie markowych papierosów - odpalanych jeden od drugiego - Profesor snuł barwne opowieści, na przykład o „przemianach gospodarczych i społecznych w krajach islamu w latach siedemdziesiątych" (sic!). Żonglując datami, nazwiskami, historycznymi współzależnościami, potrafił nawet najtrudniejszy temat opisać jak dobry kryminał. Rozpaczliwą, przedstawioną mi wówczas z detalami historię Ghandiego pamiętam do dzisiaj, podobnie jak kłujący nozdrza ostry zapach „popularnych". Dwa wcielenia - jeden człowiek. Egzamin zdałem na piątkę.
Spotykaliśmy się jeszcze niekiedy przypadkowo na ulicach Tarnowa. Jego słynny uśmiech spotykał się z moim. Rozmawialiśmy o Tarnowie, o historii wchodzącej w wieczną korelację z przeszłością, ale coraz częściej mówiliśmy także o rybach, o wędkowaniu, mniej znanej pasji profesora.
Śmierć to czas, który nie potrzebuje przymiotników. Funkcjonuje niezależnie. Ta sama potrzeba porządkowania, nazywania skutków i przyczyn staje się, horribile dictu, imaginacją. Z niej biorą się wszystkie zmyślone historie, mitologizacja ludzi i zdarzeń, w którą - z czasem - zaczynamy sami wierzyć. Kto wie, może wyobraźnia i wiara nie mogą istnieć bez siebie, bo mają tę cechę wspóln ą- nie wymagają żadnych dowodów. W niej mieszczą się i Historia, i Tarnów i ryby Pana Profesora.
Czym jest śmierć, widziana oczyma życia? Jest także sumą jednej, skonkretyzowanej egzystencji, która przynależy już do „drugiego brzegu". Ta perspektywa wydaje się pokrzepiająca. „Gestem" Profesora Wróbla był uśmiech. Wierzę, że teraz jest to już uśmiech zwielokrotniony i odwzajemniony. Uśmiechają się do Niego anioły, uśmiechają się z naszej, ziemskiej perspektywy ludzie. Profesor Wróbel zasłużył na wszystkie uśmiechy świata.
Łukasz Maciejewski

Żegnaj Przyjacielu


W ostatnią sobotę setki ludzi pożegnały na Nowym Cmentarzu w Krzyżu dr Stanisława Wróbla. Tarnowianie pożegnali historyka swojego miasta i nauczyciela dwóch pokoleń jego obywateli. Pożegnali człowieka, którego nazwisko było prawie wszystkim tutaj znane.
Stanisław Wróbel przeżył w Tarnowie 75 lat. Rzadko na dłużej stąd wyjeżdżał. Często lubił porównywać się z małym, szarym ptaszkiem, który latając nad miejskimi dachami, pilnuje swojego gniazda, a nosi nazwę wróbla właśnie. Jego ojciec, listonosz, przybył do Tarnowa z pobliskiego Chojnika. Gromadkę dziewięciorga dzieci niełatwo było utrzymać ze skromniutkiej pensji. Wielkie święto bywało w rodzinie, gdy -jeszcze przed wybuchem wojny - ojciec dostawał, raz w roku, 300 zł renty za Krzyż Virtuti Militari, otrzymany na wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r. W 1942 r. Staszek, po ukończeniu sześciu klas szkoły podstawowej im. Mikołaja Kopernika, powędrował na naukę zawodu stolarskiego do warsztatu mistrza Władysława Zygadły. Uczęszczał jednak również na komplety tajnego nauczania, zorganizowane w Tarnowie i okolicy przez nauczyciela Władysława Olszewskiego. Po wojnie podjął naukę w III LO.
Czasy były trudne, tak że nawet zwykłe buty podarował Staszkowi ksiądz katecheta. Wyrwać się z biedy można było tylko dzięki zdobyciu wykształcenia .. Po zdaniu matury poszedł więc na studia do Krakowa. Studiował historię w WSP (dziś Akademia Pedagogiczna) i na Uniwersytecie Jagiellońskim. Początkowo nie wiodło mu się najlepiej. Pewnego razu, słuchając wykładu z historii średniowiecznej, zemdlał. Koledzy chcieli wzywać lekarza. Prowadzący wykład prof. Józef Garbacik podszedł, popatrzył i powiedział: „On jest po prostu głodny. Dajcie mu jeść". Dzięki interwencji profesora przyznano mu stołówkę, akademik i stypendium. Z czasem Stanisław stał się jednym z najlepszych studentów na roku. Prof. Tadeusz Słowikowski, znakomity metodyk nauczania historii, widział w nim nawet swojego asystenta. Staszek Wróbel po skończeniu studiów wrócił jednak do swojego Tarnowa.
Podjął pracę jako nauczyciel w Liceum Pedagogicznym. Uczył przede wszystkim historii, setki późniejszych nauczycieli wyszło „spod jego ręki". Kto kiedykolwiek słuchał wykładu Wróbla, musiał go podziwiać i zazdrościć mu daru wymowy. Mówił jak z nut, precyzyjnie, na temat, często okraszając wykład subtelnym dowcipem. Pracując jako nauczyciel, kontynuował również pracę naukową. Badał źródłowo tarnowskie rzemiosło cechowe w okresie od XV do XVIII w. Tarnowskie księgi miejskie znał prawie na pamięć. Obronił pracę doktorską „Stanowisko mistrzów w tarnowskim rzemiośle cechowym w XV-XVIII wieku".
W pracy naukowej zajmował się przede wszystkim historią Tarnowa w okresie staropolskim, oraz metodyką nauczania historii. Jest autorem 6-ciu książek, zaś kilku współautorem. Opublikował kilkadziesiąt artykułów w czasopismach naukowych, a kilkaset popularnonaukowych w prasie, zwłaszcza miejscowej. Przed pójściem na emeryturę w roku 1990, pracował w tarnowskim Oddziale Doskonalenia Nauczycieli. Już jako emeryt uczył jeszcze kilka godzin tygodniowo w Społecznym Liceum Ogólnokształcącym przy Placu Rybnym.
Zawsze był niezwykle aktywny. Był przewodnikiem i wykładowcą w PTTK, najchętniej oprowadzał grupy wycieczkowe po górach, które znał doskonale. Kochał życie na swój skromny sposób. Uwielbiał - to było wręcz jego pasją - iść z wędką wzdłuż brzegu rzeki, najczęściej Białej. Często wędrował tak z Tarnowa do Tuchowa, a nawet i Ciężkowic. Sądzę, że bardziej chodziło o wędrówkę, niż samo łowienie ryb. Drugą namiętnością Staszka były grzyby, a raczej łażenie po lasach „za grzybami". Jego syn jest leśnikiem, więc część wakacji spędzał u niego w leśniczówce.
Z początkiem czerwca ubiegłego roku Staszek zachorował. Odwiedziłem go w „starym" szpitalu w Tarnowie. Przygotowywaliśmy wystawę w muzeum, chciałem z nim uzgodnić pewne szczegóły. Opracowywałem też jego książkę do druku. Bez trudu go znalazłem. Wszyscy o nim tutaj wiedzieli. Wszedłem na salę, był po operacji, ale czuł się dobrze. Rozmawiał ze mną swobodnie. „Za parę dni stąd wyjdę, to wpadnę do ciebie"- powiedział. Rzeczywiście za kilka dni przyszedł do muzeum. "Wiesz co?- rzekł po przywitaniu - na karcie informacyjnej, jak wychodziłem ze szpitala, przeczytałem, że mam nowotwór wątroby i trzustki. Ja znam łacinę. Doktor Czarnobilski to potwierdził". Zaniemówiłem. -„Nie martw się" - on na to. - „Będę walczył o każdy dzień. O każdy dzień życia". Wydarł śmierci zaledwie 6 miesięcy - pół roku. Po zabiegach chemioterapii wyglądał coraz gorzej. Przychodził jednak do mnie do muzeum niemal codziennie, chociaż na kilka minut. Przeważnie mówiliśmy na temat jego ostatniej książki „Opowieści o dawnym Tarnowie", która była już w druku. 15 września 2003 r. odbyła się jej promocja w Ratuszu. Ludzie zgłaszający się do Staszka po autografy podchodzili niby z uśmiechem, ale ukradkiem ocierali łzy z oczu. Dziesięć dni później odbyło się spotkanie autorskie w III LO - szkole średniej Staszka. Czuł się już naprawdę źle, chodził podpierając się laską. Wreszcie straszna choroba złamała go zupełnie. Zmarł 8 stycznia 2004 r.
Jakże ciężko przychodzi teraz napisać te dwa ostatnie słowa - żegnaj Przyjacielu.
Kazimierz Bańburski
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 



© 2003-2012(2015) Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl