To jest strona archiwalna
   Co to był za portal ?   
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: TEMI
  
   Wywiad z marszałkiem Sepiołem   -   26/1/2004
Bardzo ciekawą rozmowę z marszałkiem województwa małopolskiego Januszem Sepiołem znajdujemy w ostatnim numerze tygodnika "TEMI". Marszałek odpowiada w nim m.in. na pytania o odbiór regionu tarnowskiego i swoje zamierzenia wobec tej części województwa. Daje się też poznać z "prywatnej" strony. Wywiad zatytułowano "Interesuje mnie zmienianie świata " a przeprowadził go Tomasz A.Żak, pełniący obowiązki redaktora naczelnego tygodnika.

Ogloszenie

- Mówi się o coraz większym upolitycznieniu samorządów, nawet do poziomu gmin wszystko jest naznaczone piętnem polityki... Proszę powiedzieć, jak się zostaje marszałkiem?

- Może najpierw dwa słowa o polityce. Jestem przeciwnikiem kultu bezpartyjności, hasła, że trzeba oczyścić samorząd z polityki. Problem polega na tym, co my rozumiemy przez słowo polityka, co znaczy uprawiać politykę na poziomie lokalnym, regionalnym. Mój pogląd jest następujący: jeżeli mamy do wyboru zbudować drogę z miejscowości A do B lub z miejscowości C do D, to istnieje możliwość porównania tych projektów, ekonomiczna, ekologiczna itd., i da się to rozstrzygnąć inżyniersko. Jeżeli mamy budować szkołę w miejscowości A lub w miejscowości B, to też da się to porównać i podjąć racjonalną decyzję. Ale jeżeli staniemy przed dylematem czy budować drogę, czy szkołę, to takiej możliwości porównania nie ma, decyzja jest oparta o wartości. Czy to jest decyzja polityczna? Każda decyzja, która nie może być sprowadzona do decyzji inżynierskiej, technokratycznej, jest robieniem polityki. I z tego punktu widzenia, gdy musimy zdecydować czy konsekwencją naszych decyzji będą nowe domy pomocy społecznej, czy to będzie promocja regionu, drogi, wydarzenia kulturalne, to podejmujemy decyzje polityczne. Jak przyjmujemy jakiś porządek wartości, to w tym sensie uprawiamy politykę. Bardzo często u podstaw tych decyzji są bardzo głębokie przekonania natury ideologicznej i decyzje w praktyce pokazują często bardzo odmienne systemy wartości tych, którzy je podejmują.

- Ale w tym wszystkim jest jeszcze kwestia korzystania z władzy do wpływania na świadomość ludzi; owa inżynieria dusz... Okazuje się, że polscy politycy lewicowi bezwzględnie przestrzegają tego, aby te dusze kształtować, bardzo pilnują szkolnictwa, kultury, a tzw. prawicowi politycy, jakby lekceważą te sprawy...

- Chyba tak nie jest do końca; przynajmniej ja do tych spraw tak nie podchodzę. Możemy natomiast zapytać, na czym w praktyce polega to kształtowanie dusz. Obecnością w określonych miejscach i w określonym czasie polityk wyznacza, co jest ważne, a co jest mniej ważne. Jedne rzeczy uzyskują jakieś nagrody, inne nie. Dobiera się takich a nie innych ludzi na doradców. Przykład może banalny: jest 13 grudnia, jedni są w kościele, innych nie ma. Tutaj jest jakiś sygnał, co jest istotne. Czym innym jest natomiast w tym kontekście swoisty polityczny postmodernizm prezentowany przez Aleksandra Kwaśniewskiego, który daje Order Orła Białego "po równo" - raz "ubekom", raz "Kulturze" paryskiej.

- Więc jak w takim świecie zostaje się marszałkiem? Bo po co, już wiemy.

- Nie wiem na ile mój przykład może być reprezentatywny. Po pierwsze trzeba chcieć; trzeba startować w wyborach i trzeba przekonać do swojej osoby co najmniej połowę radnych.

- Jak się taką, "co najmniej połowę radnych" przekonuje?

- Stawia mnie pan w bardzo trudnej sytuacji - powiem, że nie wiem...

- Nie wierzę... Ale Pan chciał zostać marszałkiem?

- Po pierwszej kadencji tak. Mnie ogromnie pasjonuje problem regionu, współpracy regionalnej, pozycji Małopolski. Po tych paru podróżach, które odbyłem po innych krajach widzę, jaki potencjał można uruchomić poprzez dobre zarządzanie regionem. To jest jeden z polskich atutów, szansa wciąż niewykorzystana. To, co tkwi w regionach, ta energia, to, co można nazwać tożsamością regionalną i co można lepiej robić z poziomu lokalnego. O to warto walczyć.

- Zapytam o coś innego: jak się zostaje mężem?

- Tu mnie pan zaskoczył zupełnie...

- Czy pamięta Pan pierwsze spotkanie, to "piknięcie" serca?

- Tak, chyba tak. Poznaliśmy się na pierwszym roku historii sztuki, która była dla nas drugim fakultetem. Justyna już była po swoim dyplomie na filologii, a ja byłem na trzecim roku architektury. Wtedy trochę snobowaliśmy się na jakieś intelektualne wyżyny; strukturalizm, Levi Strauss, semiotyka, McLuhan. Mojej przyszłej żonie pewnie zaimponowało, że jakiś inżynier się tym interesuje, że się na tym zna, a mnie, że ona jest oczytana. Myśl o byciu razem pojawiła się jakiś rok potem. W każdym razie pobraliśmy się w czasie tych drugich studiów.

- Wróćmy do poprzedniego wątku. Jak się zostaje politykiem?

- Mój wyuczony zawód, a więc architektura, planowanie przestrzenne, budowanie, zawsze mnie pasjonowało, ale żeby być urbanistą, czyli decydować o tym, co się buduje, trzeba być blisko władzy. Nie ma "wolnych" urbanistów, którzy sami mogą podjąć decyzję, gdzie będzie most, droga, domy. Możliwość zdefiniowanie tego co powstanie - czy droga, czy szkoły, czy gdzieś będzie rósł las - to jest właśnie "urbanistyka realna" i działanie w tej sferze jest pasjonujące. Kiedy sam siebie pytam: dlaczego od deski kreślarskiej przesiadłem się do biurka, odpowiedź jest prosta - bo to daje realny wpływ. Od wielu lat obserwuję ludzi pracujących w urzędach. Ich najczęściej pasjonuje rządzenie ludźmi, nagradzanie, karanie.A dla mnie to jest raczej ciężar; dla mnie pasjonujące jest podejmowanie decyzji. Mówiąc wzniośle - zmienianie świata.

- Dzisiejszy centralny podział pieniędzy, także tych unijnych, niezbyt to ułatwia. Małopolska jest traktowana też dość po macoszemu. Podobnie w stosunku do Krakowa czuje się dzisiaj Tarnów...

- W przypadku resentymentów wojewódzkich to są w dużej mierze tylko mity - niewiele to ma wspólnego z faktami. Przez długie lata, przez cały czas PRL-u, istniał - ja tak to nazywam - "porządek dziobania". Najpierw pieniądze dzieliło się na województwa, województwa na powiaty, powiaty dzieliły na gminy i na końcu tej struktury nie zostawało prawie nic. Więc jak ktoś był wyżej w "porządku dziobania", to miał większe szanse. I tak było z Tarnowem. Stając się województwem przesunął się on o stopień wyżej w "porządku dziobania". Po reformie komunalnej z 1990 roku siła poszczególnych miast opiera się już na czymś innym. Decydują własne dochody, majątek, a to już nie jest zależne od tego, co spada z piętra na piętro. Tego już nie ma, a ludzi maja dalej tak myślą. Dochody na głowę mieszkańca są wyższe w Tarnowie niż w Krakowie. To jest paradoks. To Kraków jest w sumie biednym miastem.
Zresztą podobnie o własnej sytuacji mówią w Nowym Sączu. Oni też tam ciągle się samobiczują; jak to Sącz stracił szansę; jak się prowincjonalizuje w przeciwieństwie do Tarnowa, który jest na głównym szlaku, do którego dojdzie autostrada itd.
Natomiast faktem jest, że w Sączu nastąpiła rzecz chyba nieporównywalna w skali Polski. Powstało kilka firm o znaczeniu krajowym i międzynarodowym - Konspol, Optimus, Fakro, Koral, Wyższa Szkoła Biznesu, bramy Wiśniowskiego. I tego rzeczywiście w Tarnowie nie obserwuję. Może dlatego, że Tarnów był zdominowany przez duże firmy i nie było takiego przymusu? To pokazuje, że w rozwoju gospodarczym podstawową sprawą jest mentalność, pomysły, a nie tylko sama infrastruktura. I nie mogę się nadziwić skąd te labiedzenia w Sączu. Oni po prostu odnieśli sukces.
Niedawno byłem w innym mieście, które straciło status województwa, w Przemyślu, i wróciłem z tej podróży załamany. Nie zdawałem sobie sprawy, że miasto może tak upaść. Obraz jest tragiczny, w Rynku są lokale zabite deskami, nic się nie dzieje.

- Uzasadnił Pan swoje marszałkowanie chęcią decydowania obrazie tego świata, o przyszłości Małopolski...

- Moim ideałem politycznym jest Hiszpan, przywódca partii nacjonalistów katalońskich, Jordi Pujol. W ubiegłym roku odszedł na emeryturę, a był premierem Katalonii przez 30 lat. Kiedy zaczynał, Katalonia była jednym z uboższych regionów Hiszpanii, a teraz jest to najbogatszy region kraju, jeden z tzw. motorów Europy. O to chodzi.
Polska reforma regionalna jest dopiero w fazie narodzin, tu o rutynie nie może być mowy, natomiast jeszcze nie ma sukcesu. Brak nam poczucia interesu regionalnego, które widziałem właśnie w Hiszpanii. Dlatego taką wagę przykładamy np. do małopolskiego dziedzictwa kulturowego, do edukacji regionalnej, do konkursów wśród młodzieży z ukierunkowaniem na wiedzę o regionie. My, Małopolanie, wciąż za mało wiemy o sobie nawzajem. A na to trzeba patrzeć w kategoriach interesów. Jeżeli kraj jest scentralizowany i wszystko jest zarządzane z Warszawy, to wspólnota regionalna się nie ukształtuje. Ludzie muszą odczuwać, że jeden region różni się od drugiego, jest inaczej prowadzony, muszą mieć interes być razem, robić coś wspólnie. Na to po pierwsze są potrzebne kompetencje regionów, po drugie trochę czasu.

- Jak dużo czasu?

- Mamy piąty rok regionów, myślę, że sukcesy nie przyjdą szybciej niż po 20 latach. W Polsce będziemy mogli mówić o powodzeniu reformy regionalnej dopiero, gdy kandydat na premiera z natury rzeczy będzie szukany wśród premierów regionów. Tak jak w Niemczech, w Hiszpanii czy w USA.

- Wiem, że Pan fotografuje, czytałem nawet o jakiejś wystawie... Nie powinien Pan być w związku z tym miłośnikiem kolorowych pocztówek. Proszę powiedzieć, jak wygląda Pańska samorządowa czarno-biała fotografia?

- Och, tych czarnych rzeczy to jest dużo. Najpierw dość wysoki procent ludzi mieszkających na wsi. Generalnie jesteśmy województwem o dość słabym potencjale przemysłowym. Druga sprawa, po trosze będąca konsekwencją pierwszej, to brak miejsc pracy, a przy naszej normalnej wciąż nadwyżce demograficznej, będzie to w przyszłości zwiększało napięcia na rynku pracy.
A biel? Małopolska skupia większą część ruchu turystycznego, a przemysł czasu wolnego będzie się rozwijał; to jest nieuniknione. Jakość naszych uczelni, środowiska naukowego, to jest ewidentna siła Małopolski. Z kulturą jest zresztą tak, że trzeba trochę rozróżniać kulturę i przemysł kulturowy, czyli wszystko to, co jest częścią gospodarki, ale jest związane z kulturą i generuje podatki. Niestety, jedną z naszych bolączek jest tutaj brak telewizji. Kiedy brak telewizji i produkcji filmowej, to cały przemysł kulturowy z natury rzeczy słabuje. To nie jest problem tylko Krakowa. Ale Kraków, który mógłby bardzo pójść do przodu ma trochę zahamowany rozwój przez centralizację produkcji telewizyjnej.
No i jeszcze jedna czerń odnosząca się do całego kraju. Niedługo będziemy umieszczani w różnych statystykach unijnych. I będziemy gdzieś na miejscu 23., 24., 25. niemal w każdej dziedzinie. Obawiam się, jak młodzi ludzie będą to znosić; gdy przez wiele lat będą widzieć, że nasz kraj zamyka listę, że jest czerwoną latarnią. To upokarza.

- Kiedyś w PRL mówiło się: Dziękuję ci Albanio, że istniejesz. A teraz?

- To będzie bardzo trudne do wytrzymania i musi być czymś zrekompensowane, żeby ludzie stąd nie uciekali. Moim zdaniem taką szansę daje promocja dziedzictwa, pokazywanie wartości i dorobku naszego kraju i naszego narodu.

- Dziękuję za rozmowę.
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 



© 2003-2012(2015) Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl