Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
  Gospodarka: temat zapomniany przez Kościół ?   -   07/11/2007
I po bólu! Wybory za nami, zaś człowiek nareszcie może oddychać pełną piersią (Strana gdie tak swobodno dyszyt` czeławiek). Swobodniej oddychają też Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi polscy, którzy zgromadzeni na 341. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski, wystosowali list na temat wyborów parlamentarnych - bo to i demokracja obroniona i w ogóle jakoś tak bardziej europejsko teraz będzie.

Ogloszenie

W liście tym przypomniano najważniejsze zasady nauki społecznej Kościoła dotyczące życia obywatelskiego, pisząc między innymi takie oto słowa: „Nie wystarczy jednak stwierdzić, że każdy obywatel posiada prawo i obowiązek udziału w wyborach. Trzeba ponadto właściwie zagłosować, to znaczy zgodnie ze swoimi przekonaniami moralnymi. Ludzie wierzący powinni oddać głos na te osoby, których postawa i poglądy są bliskie, a przynajmniej nie sprzeciwiają się wierze katolickiej i katolickim wartościom oraz zasadom moralnym”. Zupełnie nie wiem, jak mam rozumieć te słowa. Jeżeli zdarzyłoby się tak, że na listach wyborczych nie znajdę osoby, której poglądy są bliskie moim poglądom to mam wtedy obowiązek zagłosować na osobę, której poglądy „nie sprzeciwiają się wierze katolickiej i katolickim wartościom”? Raczej trudno taki wybór nazwać zgodnym z moimi przekonaniami. Biskupi stawiają mnie niejako pod ścianą, wymuszając bym zagłosował mimo wszystko na osobę, do której postaw jest mi najbliżej (nb. Bóg jeden raczy wiedzieć do którego kandydata jest mi najbliżej – przecież nie znam wszystkich - i nie wiadomo czy bliskość poglądów kandydata, na którego “właściwie zagłosuję” nie okaże się przypadkiem tak odległa jak z Tarnowa do Tokyo). Trzeba raczej zastanowić się nad tym, czy głosowanie bez należytego rozeznania tzn. bez przeczytania przynajmniej programu wyborczego danego komitetu i zastanowieniu się czy program ten jest możliwy do zrealizowania nie jest przypadkiem większym błędem niż nie głosowanie w ogóle. Prawo wybierania przedstawicieli do parlamentu zawiera w sobie także prawo do powstrzymania się od dokonania wyboru. Nie głosując uznajemy, że inni zrobią to za nas lepiej i taki wybór należy również uszanować, jeśli już poruszamy się w obszarze wyznaczonym przez list biskupów tj. w obszarze demokratycznych wyborów.
Swoją drogą zastanawiać musi zamiłowanie dostojników kościelnych do tej formy sprawowania rządów, wszak Kościół ufundowany jest na innych ustrojowych zasadach - takich, które pozwoliły tej instytucji nieprzerwanie i skutecznie trwać od dwóch tysiącleci.
Trudno jest się oprzeć wrażeniu, iż pierwszoplanowym przesłaniem płynącym z przytoczonego na wstępie listu jest myśl, że demokracja jest tym co najlepszego spotkało nas po 1989 roku. (“Uczestnictwo w wyborach jest jedną z najpoważniejszych gwarancji ciągłości demokracji (KNSK 190), zapewnia bowiem możliwość rzeczywistej kontroli społecznej rządzących, a w razie potrzeby, także pokojowej wymiany grup sprawujących władzę.”)

Przekonanie, że wybór dokonany przez wielu jest lepszy niż wybór dokonany przez nielicznych jest prawie tak samo ważne i tak samo skuteczne jak wiara w dobroczynne efekty szamańskich sztuczek. Pisząc krótko - brak jest podstaw do tego typu twierdzenia. Co więcej, większa frekwencja wyborcza może nieść ze sobą zgubne skutki, gdyż wzrośnie liczba tych którzy przegrali, a więc poziom rozgoryczenia i rozczarowania wzrośnie.

Stwierdzeniem, że wybory zapewniają “rzeczywistą kontrolę społeczną” duchowni wprawili mnie w osłupienie wywołane uderzeniem potężnego ładunku naiwności z ich strony (albo raczej próbą mydlenia oczu naiwnym). Od razu przypomniało mi się zdanie wypowiedziane przez Woltera nt. Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, które wg niego nie było “ani święte, ani rzymskie, ani cesarskie” czyli tak samo jak jest z “rzeczywistą kontrolą społeczną” - nie ma sensu dalej rozwodzić się nad tą kwestią, gdyż każdy wie jak wygląda kontrolowanie polityków przez społeczeństwo.

Znamienne jest również umywanie rąk duchowieństwa od zajmowania stanowiska w sprawach gospodarczych, o czym w liście nie było bodaj ani słowa a przecież wybory organizowane są także po to, aby w gospodarce działo się lepiej.
Przykładem biernej postawy duchownych w tej materii jest wystąpienie znanego zakonnika o. Leona Knabita w programie pt.: “Młodzież kontra”, gdzie zakonnik dość żywo rozprawiał na tematy polityczne do momentu, kiedy postawiono pytanie o sprawy gospodarcze i wtedy padła odpowiedź (cytuję z pamięci): “Niech ekonomiści się tym zajmują”. Trudno się dziwić takiemu podejściu, skoro wiele encyklik papieskich plącze się w mdłych rozważaniach na temat wzajemnych powiązań i oddziaływań między pracą, płacą, kapitalizmem, socjalizmem i własnością. Można powiedzieć, że im dalej w las tym więcej drzew.
Już w 1965 r. na łamach (kontrolowanej rzecz jasna przez Kreml) Litieraturnoj Gazety pojawił się cykl artykułów o Soborze Watykańskim II. Pisano tam między innymi: “Jest duży krok naprzód w potraktowaniu problemów socjalnych, ale wciąż trzyma się kurczowo [Kościół Katolicki – G.R] prawa własności”.
Dziś już nie ma nawet tej pewności, którą mieli ludzie ponad 40 lat temu, że hierarchowie Kościoła stoją twardo na pozycji broniącej własności prywatnej, a w każdym bądź razie głośno o tym nie mówią, skłaniając się raczej do chodzenia ścieżkami ocierającymi się o socjalizm, który ze swej natury ogranicza tę własność. Poszukiwanie trzeciej drogi między liberalizmem a socjalizmem, któremu namiętnie oddają się niektórzy duchowni, jak dotąd prowadzić może w dwóch kierunkach. Najczęściej “trzecią drogę” proponują przefarbowani politycy spod znaku sierpa i młota, których eksperymenty z kroczeniem trzecią drogą niechybnie skończą się dla gospodarki doprowadzeniem jej do granic trzeciego świata albo rzucenia się – co już ma miejsce w przypadku Polski – w objęcia Unii Europejskiej. Nie wiem jaki interes ma Kościół Katolicki aby doprowadzić do takiej sytuacji, ale nawet nie chcę wiedzieć. Niektórzy hierarchowie stosują przy tym pokrętną argumentację, że trzeba być w strukturach danej organizacji aby móc ją zmieniać od środka. Myśl bardzo oryginalna, bo jakoś nie mogę sobie przypomnieć, żeby Watykan kiedykolwiek aplikował o przystąpienie dajmy na to do ZSRR albo Kominternu, choć przecież chciał mieć wpływ na to co się tam działo. Oczywiście, gdy zapytamy dlaczego Kościół nie zajmuje się sprawami, o których było wyżej, usłyszymy dobrze znaną formułkę, że “Kościół nie zajmuje się polityką”. Jesteśmy jednak świadomi, że kiedy Kościół mimo wszystko chce zająć się polityką to się nią zajmuje(vide: przywołany na początku List Biskupów), uzasadniając to mniej więcej w ten sposób, że: Ojciec Święty (albo biskup) jest żywo zainteresowany sprawami, które dotyczą wiernych Kościoła Katolickiego. Jakby nie patrzeć, plecy zawsze będą z tyłu.
Pozostaje mieć zatem nadzieję, że Kościół nie zajmuje się tak ważnymi sprawami społecznymi, jak gospodarka tylko dlatego, iż będąc instytucją najbardziej do tego predestynowaną liczy na cud... gospodarczy oczywiście. Zasłużyliśmy przecież na niego, nieprawdaż ?

PS. Już po napisaniu tego artykułu ukazała się w mediach wypowiedź kard. Józefa Glempa, co prawda dotycząca nieco innej kwestii, ale będąca chlubnym wyjątkiem w niepodejmowanym przez duchownych temacie własności. Cytuję prymasa: “Wciąż pokrętnie patrzymy na sprawy własności. Ci, co znosili w Polsce własność prywatną po II wojnie światowej, jako pierwsi wzbogacili się w wolnej Polsce. To karykatura sprawiedliwości. Wciąż musimy leczyć się z zakłamania z okresu komunizmu.”
(GR)
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 



© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947