Już wkrótce portal w nowej formule
  Reklama i mecenat  
Najnowsze informacje
Zapraszamy, promujemy
Reklama
PŁATNE OGŁOSZENIA i REKLAMY
» PROMUJ się w inTARnecie (oferta)
Reklama
Reklama
Reklama
InTARnet poleca
» ZBK F.Machowski
» Dr Jacek Roik - nowy adres www!
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Źródło: inTARnet.pl
  
   "Lewe interesy" głosem recenzentów inTARnetu    -   07/5/2008
W Teatrze im. Ludwika Solskiego oglądać już można najnowszy spektakl - komedię „Lewe interesy” wg Robina Howdona w reżyserii Jerzego Bończaka ze Zdzisławem Wardejnem w roli głównej. Premiera odbyła się w ostatnią sobotę kwietnia, a towarzyszyła jej wystawa plakatów (wciąż ją można zobaczyć we foyer teatru), które specjalnie dla tej sztuki zaprojektowali studenci Krakowskiej Szkoły Wyższej im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego pod kierunkiem prof. Mieczysława Górowskiego. Jeden z plakatów promuje przedstawienie. Najnowsze przedstawienie w Solskim widzieli już i recenzują w redakcyjnym dwugłosie Agnieszka Setlik i Piotr Dziża.

Ogloszenie
>

Lewa sztuka w Solskim

Akcja spektaklu dzieje się w świecie pełnym luksusu, ale też machlojek, szemranych interesów i prania brudnych pieniędzy. Dwie młode przyjaciółki, Mary (Anna Lenczewska) i Tania (Marzena Gorska), to tancerki w nocnym klubie należącym do najpotężniejszego w Londynie gangstera Dużego Maca (Zdzisław Wardejn). Dziewczyny desperacko próbują poukładać swoje skomplikowane życie uczuciowe, ale nie bardzo im to wychodzi, bo wciąż muszą uważać, by nie zdenerwować szefa, trzymającego twardą ręką swój podejrzany biznes. Mary (kobieta Maca) zakochuje się w tajemniczym mężczyźnie, którego poznała w klubie. Oboje lądują w łóżku, ale prawdziwe kłopoty pojawiają się nad ranem. Mary usiłuje ukryć swój występek nie tylko przed opiekunem, ale też przed przyjaciółką, gdyż szybko okazuje się, że to właśnie z jej chłopakiem spędziła upojną noc. Zawiązuje się intryga, niestety niezbyt wymyślna, bo już od pierwszych minut wiadomo, jak się rozwiąże. W farsie drażnią kiepskie dialogi, pustosłowie i dezynwoltura przerysowanych i do bólu sztucznych bohaterów. Dodatkowo zewsząd podmywa ją ocean tandety, przaśny banał, obciachowy „plastikowy” anturaż i okropna biegunka autorskich pomysłów.
Oczywiście w farsie nie chodzi o to, żeby uwierzyć w przedstawiany w niej świat, czy przejąć się losami bohaterów. Na farsie przede wszystkim trzeba się śmiać, dobrze bawić chwytami qui pro quo, być zaskakiwanym kolejnymi rozwiązaniami scenicznymi. W sztuce Bończaka niestety zabrakło zaskoczenia (podobnie zresztą jak w sztuce „Jeszcze jeden do puli”, którą pokazano na zeszłorocznym festiwalu „Talia” (o tamtym spektaklu przeczytasz TUTAJ).
A spektakl owszem bawił, ale jak telewizyjny pseudokomediowy sitcom. A ponieważ mnie sitcomowe poczucie humoru absolutnie nie śmieszy, nie kupuję „Lewych interesów”. Choć powiem szczerze, że jako osoba stroniąca od fars, nie jestem tu bezstronnym sędzią.

Agnieszka Setlik

"Lewe interesy", czyli jak rzemiosło wygrywa z pozą

Tarnowski Teatr, jako organizator ogólnopolskiego festiwalu komedii TALIA, od lat stara się mieć w bieżącym repertuarze jeden lub dwa spektakle, które mogłyby go reprezentować w dorocznym taliowym konkursie. Ta reprezentacja pozwalała w ostatnich latach zgarniać "Solskiemu" wiele nagród publiczności. Coż, na lokalny patriotyzm zawsze można liczyć bardziej niż na jurorów ...
Podtrzymując tę tradycyjną konieczność, Tarnowski Teatr zaproponował w tym roku aż dwie komediowe sztuki, z których jedna będzie go w październiku reprezentować w zestawieniu najlepszych polskich komedii teatralnych sezonu. Jeśli mógłbym w czymś doradzić osobom decydującym, który z tych dwóch spektakli wybrać, z pełnym przekonaniem zaproponowałbym "Lewe interesy" R. Howdona w inscenizacji Jerzego Bończaka.

W porównaniu z "Czerwonymi kometami", które okazały się - jak dla mnie - gigantycznym wręcz rozczarowaniem, "Lewe interesy" nie udają, że są czymś więcej niż zabawną farsą. I na tym głównie polega ich wyższość. Materiał teatralny, pióra wielkiego mistrza gatunku - Roberta Howdona, bije na głowę modną (z jakiego powodu ?), choć arcygłupią i kompletnie pustą fabułkę Sautera i Studlara. I dzieje się tak, mimo deklarowanego lewicowego, czy antyglobalistycznego przesłania "Czerwonych komet", które ostatecznie przejawiło się wyłącznie w działaniach promocyjnych, vide: charakterystyczny plakat z Che Guevarą w mikołajkowej czapeczce.
Na nic się bowiem zdają ambicje reżysera i niezła gra aktorów, gdy wyjściowy materiał "twórczy" nie przedstawia żadnej wartości, poza nieudolnymi próbami wyśmiewania tychże.
Co innego, gdy materiału dostarcza fachowiec, a za takiego autora "Lewych interesów" nie sposób nie uznać. Gdy do tego dochodzi taki komediant jak reżyserujący spektakl Jerzy Bończak, świetny aktor Zdzisław Wardejn i wcale mu nie ustępujący, choć w Polsce zapewne szerzej nieznany, Mariusz Szaforz - to realizacja spektaklu jest w stanie poderwać do świetnej zabawy zarówno utalentowaną aktorską młodzież na scenie, jak i publiczność na widowni.
I, o dziwo, można jeszcze w teatrze rozbawiać ludzi bez używania takich słów, jak k****, ch** i czasowników najczęściej rozpoczynających się na literę p !
Jak się okazuje, nie jest też potrzebne do zgromadzenia widowni, epatowanie podobizną zagubionego w potoku dziejów wyznawcy i realizatora zbrodniczej ideologii. Całkowicie wystarczy prosty skądinąd portret poszukiwanego "listem gończym" bohatera, którego odtwórca jest przecież aktorem o uznanym w kraju nazwisku.

W sztuce Howdona nie ma nic odkrywczego, nic, co mogłoby sprawić, że dramat czy inscenizacja mogłyby przejść do Historii. Jest dość prosta, ostatecznie niezbyt wymyślna fabuła, banalny morał i - co najwyżej - pole do popisu dla nie udających nikogo więcej komediantów - rzemieślników.
Mimo to "Lewe interesy" Howdona-Bończaka autentycznie bawią, nawet do łez (jak w przypadku wokalno-tanecznej sceny a la "Pół żartem, pół serio").
Spektakl polecam wszystkim, którzy zechcą wybrać się do Tarnowskiego Teatru, nie spodziewając się jednak niczego innego poza dwoma godzinami przyzwoitej, nieoszukańczej rozrywki. Otrzymacie co prawda porcję humoru niezbyt wyszukanego, ale też nie prostacko-wulgarnego w stylu filmowych hitów ostatnich lat - "Testosteronu" (nie mylić z wersją sceniczną !), czy "Lejdis".

Piotr Dziża
Sonda inTARnetowa
 
A to czytałeś ?
Czy sądzisz o komercjalizacji tarnowskiej służby zdrowia ?
jestem za
jestem przeciw
nie mam zdania
[Zobacz wyniki]
 



© 2003-2012 Tarnów ON-LINE

Kontakt z redakcją/administratorem:
Tarnowski Obywatelski Portal Internetowy inTARnet.pl
redakcja@intarnet.pl, tel. kom. 662 930 947